Sport.pl

Austria-Polska 0:1 na początek eliminacji Euro 2020. Odsiecz Piątka i wszystkie prace Lewandowskiego

Reprezentacja jak Milan - z Krzysztofem Piątkiem wygrała mecz, który bez Piątka by zremisowała. Tu już nie ma co dyskutować, tu trzeba go wystawiać.

Zanim będzie o Krzysztofie Piątku, a będzie dużo, chwila dla Roberta Lewandowskiego. Bo dziwny to jest przypadek. Jak to jest, że gwiazda, której - jak słychać - nie zależy na kadrze w wielkich turniejach, i przechodzi wtedy obok meczów, w eliminacjach jest gotowa zaorać boiska od Erywania po Wiedeń. Kapitan, który ma taki status, że – tak słychać -  strach poprosić by pracował na innych strzelców, kadencję Jerzego Brzęczka zaczął od pracy na Piotra Zielińskiego w Bolonii, a w Wiedniu cały czas szukał podań do lepiej ustawionych piłkarzy, gdy było trzeba grał za plecami napastnika i mógł mieć asystę przy golu Krzysztofa Piątka.

Lewandowski w obronie, w pomocy i w ataku - jeśli sam sobie podał

Lewandowski zagrał w Wiedniu wielki mecz. Z golem to byłby mecz kompletny, ale sytuacji do strzelenia gola nawet nie miał. Właściwie od początku zgrupowania przed Austrią wybrał sobie drugi plan. Przyjechał późno, nie było go na konferencji otwierającej zgrupowanie - u Adama Nawałki to on był pierwszym piłkarzem, który zabierał głos - nie było go też na konferencji przed meczem. A na boisku w Wiedniu podejmował się każdej pracy: w obronie przy stałych fragmentach rywali, w pomocy przy rozegraniu, pod polem karnym rywala w pressingu, wymuszając straty piłki. Sam piłek nie tracił, choć próbował efektownych zagrań. Wygrywał pojedynki i szukał cały czas kogoś, kto mu pomoże dostać się z piłką w pole karne. Nie było z tym najlepiej, więc w pewnym momencie spróbował nawet sam sobie podać i do tego podania dobiec.

Zwycięstwo bez stylu, co nie znaczy, że niezasłużone

Niestety, znów nie udało się wrócić do takiej współpracy Lewandowskiego z Arkadiuszem Milikiem, która w pewnym momencie była najbardziej charakterystyczną cechą kadry Adama Nawałki. Coś się skończyło z chwilą kontuzji Milika i już nie daje się tego odtworzyć, nawet gdy piłkarz Napoli wrócił w klubie do dobrej formy. Trzeba było dopiero wejścia Krzysztofa Piątka, żeby polskie ataki zyskały pełną energię. Piątek zmianą w Wiedniu rozwiał wątpliwości, że będzie się odnajdywał w parze napastników gorzej niż Milik. A przecież takich wątpliwości nie brakowało i wydawały się bardzo uzasadnione. Ale Piątek jest w takiej formie i tak pewny siebie, że tu już nie ma co dyskutować, tu trzeba wystawiać. Jak na giełdzie: trend is your friend. 

 - On mało mówi, dużo robi. A jeśli mówi to: gol, gol, gol. Krzyczy to jak dziecko krzyczy "mama" - podsumował swego czasu Krzysztofa Piątka jego trener z Milanu Gennaro Gattuso. I to zwycięstwo Polski w Wiedniu było trochę w obecnym stylu Milanu. Czyli: bez stylu. Co nie oznacza, że niezasłużone. I w sumie również według scenariusza, który można było przewidzieć: Piątek zacznie na ławce, wejdzie i zostanie bohaterem.

Już samo jego wejście na boisko zostało przyjęte przez polskich kibiców jak zapowiedź gola: brawa tak głośne jak dla nikogo innego, skandowanie nazwiska. Mimo że przecież okoliczności były nieszczególne: zmiana wymuszona kontuzją Piotra Zielińskiego, jednego z najlepszych w drużynie Jerzego Brzęczka, w pierwszej połowie. Ale głód kolejnych wyczynów Piątka jest ogromny. A on sobie z tą presją świetnie radzi. - Ja właściwie sam nie wiem - rozkładał ręce Kamil Glik, pytany, jak to się dzieje, że piłka w takich sytuacjach, jak w 69. minucie spada właśnie na głowę Piątka. Zresztą, co tu tłumaczyć: spadła, wpadła, znów to zrobił. Piątek w obecnej formie to jest dziś piłkarz który, jak to ujął Dariusz Dziekanowski, nie ma drugich myśli. Bo przywykł, że ta pierwsza myśl jest u niego teraz najlepsza. W Wiedniu był tylko jeden wyjątek od tej zasady: gdy po podaniu Lewandowskiego był przed bramkarzem, uderzył bez zastanowienia, ale intuicja podpowiedziała mu, że jest bardziej na wprost bramki gdy był w rzeczywistości. Piłka przeszła obok słupka nie dlatego, że źle uderzył, tylko źle ocenił sytuację. Tak opowiadał po meczu w wywiadzie dla TV. Potem przez mixed zonę przeszedł już bez słowa, w towarzystwie jednego z ochroniarzy kadry. Mało mówił, dużo zrobił.

W meczu, którego początek wyglądał jak zapowiedź powtórki z Kopenhagi 2017 i tamtej wyjazdowej porażki, w meczu w którym podstawowy napastnik grał osłabiony chorobą i przepadł w walce, a Piotr Zieliński musiał zejść z boiska z kontuzją, Polska i tak zdołała wydrzeć trzy punkty. Nie dopuściła do Kopenhagi bis, przetrwała kryzysy, również rozpaczliwą obronę w końcówce. I pierwsze zwycięstwo za kadencji Jerzego Brzęczka odniosła akurat wtedy, kiedy punktów najbardziej potrzebowała. A teraz musi ćwiczyć umiejętność mobilizowania się na mecze z rywalami teoretycznie słabszymi. Zaczynając od Łotwy w niedzielę. Bo w poprzednich eliminacjach mecz z Armenią, wypadający niedługo po ważnym zwycięstwie nad Duńczykami, najgroźniejszymi rywalami w grupie, też wydawał się łatwy i przyjemny. A niewiele brakowało, by skończył się kompromitacją. 

Więcej o:
Komentarze (128)
Austria-Polska 0:1 na początek eliminacji Euro 2020. Odsiecz Piątka i wszystkie prace Lewandowskiego
Zaloguj się
  • apache5

    Oceniono 27 razy 17

    Przy golu Piątka, z całym szacunkiem dla niego, to Lewandowski stał za nim i ze spokojem czekał na egzekucję gdyby była potrzeba. Nie było potrzeby ale on tam był gdzie powinien i czekał. Wielki gracz.

  • raczkowski

    Oceniono 14 razy 10

    ja tego nie rozumiem. cała Polska widzi, że:
    1. Milik nie nadaje się ani na cofniętego napastnika, ani na dogrywającego, a jest tak wystawiany.
    2. Lewy nawet lepiej sprawdza się lekko z tyłu niż na szpicy, świetnie przytrzyma, świetnie rozegra.
    3. Piątek prawie zawsze znajdzie drogę do bramki, jest idealny na szpicę.
    4. Dwóch napastników to właściwie konieczność, jeśli nie chcemy oglądać Lewego jak stoi 40 m od kolegów i czeka na piłkę albo walczy samotnie z 3 obrońcami.
    A trener tego nie widzi. Kolejny, który chce zaskoczyć i zakiwać własną reprezentację na śmierć.

  • kamael9

    Oceniono 14 razy 8

    Lewandowski zagrał dobry mecz ale nie jakiś wybitny jak na jego umiejętności. Najgorszy na boisku był... trener Brzeczek... No jak można wystawić Milika na dodatek chorego z gorączką, gdy Piątek od prawie roku jedzie jak na jakichś dopalaczach i na 8 meczy w Milanie 3 zostały wygrane przy kiepskiej grze Milanu w zasadzie dzięki Piatkowi. Ni jak nie rozumiem.

  • aa1000

    Oceniono 6 razy 6

    1. Brak odwagi pana trenera przełożył się na większość zawodników [vide : ilość podań do przodu do podań wszerz czy do tyłu].
    2. Technikę i doświadczenie pana Lewandowskiego powinno się bardziej wykorzystać, niż ustawianie go na łowienie bramek.

  • 1234pablo

    Oceniono 5 razy 5

    Przyznam, że Lewym aż czasem byłem zaskoczony. W Bayernie takiej techniki nie pokazuje.

  • jackie53

    Oceniono 5 razy 5

    Przerwę ten hura optymizm i powiem prawdę. Mamy koszmarna drużynę ze wspaniałymi indywidualnościami. Tutaj trochę każdy sobie rzepkę skrobie oczywiście z małymi wyjątkami. Tej drożynie potrzebny jest TRENER! Człowiek który ustawi, narzuci jakąś koncepcję gry, wprowadzi taktykę na dany mecz, itd. Polska jedenastaka (podobnie ja austriacka) gra jak przeciętniak z NASZEJ ekstraklasy. Bardzo często przypomina to "podwórko" i to nie najlepsze. Czas o tym pomyśleć póki nie jest za późno, bo a chwilę przyjdzie nam się zmierzyć z prawdziwymi piłkarzami.

  • diw_iw

    Oceniono 7 razy 5

    Lewandowski widzi, ze nie ma kreatywnego rozgrywajacego w srodku pola. Dlatego musial wybrac te role, mimo, ze nie jest rozgrywajacym, to jest na tyle jakosciowym graczem, zeby w polskiej druzynie te luke spokojnie wypelnic. W meczach z Holandia, Belgia, Francja dostaniemy baty. Ot cala tajemnica.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX