Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bartosz Salamon dla Sport.pl: Po meczu Milik stał o własnych siłach. I do końca nie spodziewał się najgorszego

Podczas meczu SPAL - Napoli Arkadiusz Milik drugi raz w karierze zerwał więzadła krzyżowe. W tym spotkaniu 90 minut rozegrał inny Polak, Bartosz Salamon. - Widziałem Arka w autokarze, stał o własnych siłach. Do końca wierzyliśmy, że nie wydarzy się najgorsze - mówi Sport.pl o kontuzji Milika obrońca SPAL.

Sebastian Staszewski: W sobotę wystąpił pan w meczu SPAL – Napoli w którym urazu doznał Arkadiusz Milik. Widział pan w jakich okolicznościach Arek zerwał więzadła krzyżowe?

Bartosz Salamon: Momentu upadku nie widziałem, byłem wtedy po drugiej stronie boiska. Zwróciłem na niego uwagę dopiero, kiedy zobaczyłem, że leży na murawie. Od razu zauważyłem natomiast, że Arek trzyma się za kolano i powiem szczerze, że szybko pomyślałem o tym, co przeżył w ostatnich miesiącach. Trzymałem kciuki, żeby tylko nie powtórzyła się tamta kontuzja. Spełniły się jednak czarne scenariusze.

Dramat Milika jest o tyle większy, że kontuzji doznał nie będąc atakowanym przez przeciwnika.

- Nikt z naszych nie faulował Arka. Miał ewidentnie pecha. Próbował się odbić, źle ułożył nogę, kolano wykręciło się do środka i więzadło nie wytrzymało.

Przed meczem rozmawiał pan z Milikiem. Udało się spotkać także po spotkaniu?

- Tak, oczywiście, z Arkiem i Piotrkiem Zielińskim mamy bardzo dobry kontakt. Po meczu poszedłem do autokaru Napoli, aby zapytać Arka jak się czuje. I o dziwo z autobusu Aro wyszedł sam, o własnych siłach. Stał spokojnie, nie sprawiał wrażenia piłkarza z zerwanymi więzadłami. I chyba sam nie spodziewał się tego. Dlatego tuż po meczu ja też byłem pełen nadziei, że ominie go operacja.

Mecz z Neapolem (2:3), choć przegrany przez was podobnie, jak ten z Milanem (0:2), napawa was nadzieją? Bo momentami walczyliście z silniejszymi rywalami jak równy z równym.

- Terminarz ułożył się tak, że w czterech kolejkach graliśmy z Interem Mediolan, Milanem i Napoli. W tych meczach każdy inny rezultat, niż porażka, byłby dużym sukcesem. Nie udało się, ale mimo to zebraliśmy dużo pochwał. Może nie za wyniki, ale za styl, walkę, zaangażowanie. A trzeba mieć świadomość o co walczymy w tym sezonie.

Walczycie o utrzymanie.

- Zgadza się. Utrzymanie będzie sukcesem. A takie mecze, jak te ostatnie, dają nam zaufanie i pewność siebie. Bo ani Milan, ani Napoli nas nie zgniotły. Nie ukrywam, że niezłe były także moje występy. Gram regularnie, z każdym meczem czuje się coraz lepiej. Szkoda oczywiście straconych bramek, ale wiele nie mogę sobie zarzucić.

Przed zagranicznymi powołaniami Adama Nawałki dziennikarze przewidywali, że może znaleźć się pan w grupie zawodników, którzy zagrają z Armenią i Czarnogórą. Tak się jednak nie stało. Jest pan zawiedziony?

- Nie, nie czułem zawodu. Nie sądziłem, że już teraz wrócę do kadry. Wiem jednak, że jestem w kręgu zainteresowań trenera Adama Nawałki. Jeżeli moja forma wciąż będzie szła w górę to sądzę, że powołanie będzie kwestią czasu.

Miał pan kontakt z selekcjonerem lub członkami sztabu szkoleniowego?

- Trener Nawałka dzwonił do mnie ostatnio, przekazał mi, że śledzi moje poczynania w Serie A i mam szansę na powrót do reprezentacji. Ale wszystko zależy ode mnie.

Pana kolejnym celem będzie więc powołanie na listopadowe mecze towarzyskie?

- Moim celem jest mecz z Crotone. Nie chcę daleko wybiegać w przyszłość. Poza tym nie ma dla mnie innej drogi do powrotu, niż świetne występy w Italii.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ