Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Czerczesow w wywiadzie Staszewskiego: Oby Lewandowski strzelił na mundialu w Rosji pięć bramek w jednym meczu!

Sport.pl odwiedził w Moskwie Stanisława Czerczesowa, trenera reprezentacji Rosji, która za niecały rok będzie gospodarzem mistrzostw świata. - Życzę Lewandowskiemu, aby na turnieju strzelił w jednym meczu pięć bramek - mówi w rozmowie Sebastiana Staszewskiego z cyklu "Wywiadówka Staszewskiego" Czerczesow. Były trener Legii opowiada o niedokończonej warszawskiej misji, zdradza komu przy Łazienkowskiej strącił koronę i wspomina swoje mundiale.

Sebastian Staszewski: Ma pan wciąż smycz Legii Warszawa?

Stanisław Czerczesow: Oczywiście.

Starą czy nową?

Kilka miesięcy temu dostałem od pracowników Legii nową, ale pozostanę przy tej, którą zabrałem z Warszawy. Zostanie ze mną aż do mistrzostw świata.

Kiedy przed naszym spotkaniem poprosiłem na Twitterze o pytania do pana, większość dotyczyła tego, kiedy…

Wrócę do Legii?

Tak.

O tym wie tylko Bóg. Teraz moim zadaniem jest przygotowanie reprezentacji Rosji do mundialu. Muszę wycisnąć z piłkarzy maksimum. Przy Łazienkowskiej pracuje dziś inny trener, pan Magiera. Nie zmieniło się tylko jedno. Wciąż jestem wielkim kibicem Legii. Cały czas śledzę to, co w klubie, oglądam też mecze.

Kiedy rozmawialiśmy ostatni raz powiedział pan: „U mnie Vadis Odjidja-Ofoe nie grał, a wygraliśmy wszystko. Istnieje życie bez Odjidji, naprawdę”. Okazuje się jednak, że brak Belga, ale też Nemanji Nikolicia i Aleksandara Prijovicia, to dla Legii problem większy, niż niektórzy przewidywali.

A moim zdaniem trzeba tylko odpowiednio wykorzystywać potencjał zawodników których się ma. Igor Lewczuk popełniał raz za razem proste błędy, momentami brakowało mu koncentracji. Powiedziałem: „Igor, skup się na sobie, to wejdziesz na wyższy poziom”. Gdzie jest teraz Lewczuk?

W Girondins Bordeaux.

Nikoliciowi kazałem myśleć o strzelaniu bramek, a nie o graniu w piłkę, pomaganiu pomocnikom w defensywie. Jak radzi sobie w MLS Nikolić?

Jest obecnie drugim najlepszym strzelcem ligi.

Prijović chodził z taaaką koroną na głowie, to mu ją zrzuciłem. Odkąd zaczął pracować, zmienił się nie do poznania. Gra i strzela w PAOK-u Saloniki?

Tak.

No właśnie. Panimajesz? W piłkę grają piłkarze, to oczywiste. Nie łatwo jest zastąpić topowych graczy, jak Nikolić, Prijović czy Odjidja-Ofoe. Ale często to tylko kwestia dostosowania swoich oczekiwań do możliwości zawodników. Miałem kazać Nikoliciowi, który jest jak karabin Kałasznikowa, grać w obronie? Byli tacy, którzy mu kazali, i wiemy jak się to skończyło. Nie znam wszystkich chłopaków z którymi pracuje teraz Magiera, ale gorąco wierzę, że uda mu się z nich wydobyć to, co najlepsze.

Skoro tak wymienia pan piłkarzy Legii, to kibice pytają, gdzie jest 15 mln euro, które klub miał zarobić na Tomaszu Jodłowcu.

Nie odpowiadam za to, bo Tomek przestał grać, kiedy tylko wyjechałem z Warszawy.

Pana warszawska misja została wykonana?

Nie. Miałem zdobyć mistrzostwo i Puchar Polski na stulecie klubu, to zdobyłem. Ale powiedziałem sobie, że muszę też zagrać z Legią w Lidze Mistrzów. Dwadzieścia lat temu wystąpiłem w Champions League przeciwko niej i postanowiłem, że historia zatoczy koło. Wygrałem ligę, ale i tak nie mogłem poprowadzić drużyny w eliminacjach LM. Musiałem odejść. Strasznie mnie to zdenerwowało. Nie dali mi zrobić tego, co planowałem. Teraz mogę tylko życzyć Legii, aby wiodło się jej pod względem sportowym i finansowym.

Piotr Nowak, pana kolega z Dynama Drezno, powiedział o panu: „Podchodził do Legii emocjonalnie. Uważał, że to projekt jego życia”.

Z Piotrem rozmawiałem trzy dni temu. Wciąż mamy kontakt. Miał rację, bo każdy klub w którym pracowałem był dla mnie projektem życia. Spartak Moskwa, Terek Grozny, Amkar Perm, Dynamo Moskwa. Teraz takim projektem jest przygotowanie Sbornej do mistrzostw. Ale muszę przyznać, że czułem i czuję duży związek z Legią. Przeżyłem z nią piękne chwile: wygraliśmy Ekstraklasę, zdobyliśmy Puchar. A kiedy wygrywasz trofea czujesz że żyjesz.

Jak zapamiętał pan mistrzostwa świata w 1994 roku w Stanach Zjednoczonych?

Dla Sbornej nie był to zbyt udany turniej. Chociaż trzeba pamiętać z kim przegraliśmy. Fantastyczna Brazylia, z Bebeto i Romario w składzie, zdobyła mistrzostwo, a Szwecja zajęła trzecie miejsce. A więc w naszej grupie mieliśmy dwóch medalistów mundialu. Nie często się tak zdarza.

W trzecim meczu pokonaliście za to Kamerun 6:1. Stał pan w bramce podczas tego legendarnego spotkania. Oleg Salenko zdobył w nim pięć bramek.

Wygraliśmy, byliśmy lepsi, ale niczego to nie zmieniło. W grupie zajęliśmy dopiero trzecie miejsce. Ale nie tylko Salenko przeszedł wtedy do historii, bo ja także! Zdziwiony? Przecież pokonał mnie wtedy 42-letni Roger Mila, do dziś najstarszy strzelec bramki w historii mistrzostw. To chyba jedyny puszczony gol, który mnie naprawdę cieszy.

Show skradł jednak Salenko. Dla kibiców jego wyczyn był szokiem.

A niby dlaczego? To nie był amator. Przez kilka lat grał w Hiszpanii. Bardzo silny napastnik. Tak jak Lewandowski. Polak też strzelił pięć bramek w jednym meczu.

Ale nie na mistrzostwach świata!

Życzę Robertowi, aby Bóg pozwolił mu strzelić pięć bramek w Rosji. Oby tylko nie Sbornej. A wracając do Salenki, to jest on jedną z twarzy reklamujących turniej.

Nie był pan zły na trenera Pawieła Sadyrina, że nie dał panu szansy wcześniej? W meczach z Bazylią i Szwecją zagrał golkiper Chelsea Londyn Dmitrij Charin.

Miałem ambicję, ale jednocześnie wiedziałem kto podejmuje decyzje. Ja byłem od pracy, nie od pytań. Zawsze szanowałem podział piłkarz-trener.

Był pan również na mistrzostwach świata w Korei i Japonii. W 2002 roku nie zagrał pan jednak w żadnym spotkaniu. W bramce stanął Rusłan Nigmatullin.

Miałem wtedy już 40 lat. Pojechałem jako trzeci bramkarz, aby wesprzeć młodszych doświadczeniem. Warto było jechać, bo Korea i Japonia zorganizowała naprawdę wielki turniej. Był trochę podobny do tego w Ameryce. We wszystkich tych krajach nie ma piłkarskiej kultury. Organizacyjnie wszystko było przygotowane perfekt, ale brakowało atmosfery z boisk Hiszpanii, Włoch. W 2002 roku Sbornej znów nie poszło. W grupie trafiliśmy na Japonię. Mecz był wyrównany, ale im pomogły błędy sędziowskie. Szkoda, bo mieliśmy wtedy mocny zespół. Silniejszy, niż ten, który był w USA. W 1994 były różne przepychanki z federacją, z trenerem Sadyrinem. Na turniej nie poleciało czternastu zawodników. Zabrakło Igora Kolywanowa z Foggii Calcio, Andreja Kanczelskisa, który grał w Manchesterze United. W ogóle Rosja nie miała ostatnio dobrej passy na mistrzostwach świata. Po 1989 roku nigdy nie udało nam się awansować z fazy grupowej.

W Polsce mówimy „do trzech razy sztuka”. No i pana trzeci raz nadchodzi.

Ale bycie na mistrzostwach piłkarzem, a trenerem to całkowicie inne przypadki. Turniej ten sam, zespół ten sam, ale inne zadania. Zawodnik odpowiada tylko za siebie. Trener – nie tylko za piłkarzy, ale za wszystko. Kilka dni temu na przykład wizytowałem Nowogorsk, naszą bazę na turniej. Powstają tam dwa boiska, czterogwiazdkowy hotel w którym będziemy mieszkać. Mam całą masę…

Problemów?

Nie, „problem” to polskie słowo. Kochacie je, prawda? Ja mam całą masę pytań na które muszę znaleźć odpowiedzi.

Do mistrzostw w Rosji pozostał mniej, niż rok. Jak naprawdę jest z ciśnieniem przed turniejem? Rośnie?

Nie.

Po porażce z Meksykiem w Pucharze Konfederacji droczył się pan z dziennikarką niemieckiej telewizji ARD. Najpierw sprawdził pan jej puls, później wytłumaczył, że jeśli rośnie, to dlatego, że obok stoją „tacy mężczyźni” [Czerczesow i były reprezentant Niemiec Kevin Kurányi – przyp. aut]. Na koniec nazwał ją pan „typową niemiecką dziennikarką”.

To był taki lekarski żart. Presji nie czuję. Naprawdę. I nie mam problemów z dziennikarzami. Wasza praca to pytać, moja – odpowiadać na pytania.

Może pan powiedzieć, jaki wynik na przyszłorocznym turnieju będzie dla Sbornej sukcesem?

Nie chcę odpowiedzieć banalnie.

Proszę odpowiedzieć niebanalnie.

Wiadomo przecież, że gramy u siebie, wiadomo, że przygotowujemy się po swojemu, bo nie startujemy w eliminacjach. Wiadomo też, że musimy wyjść z grupy. Ale na turnieje tej rangi wszystkie reprezentacje przyjeżdżają z takim założeniem. Za nami jest Puchar Konfederacji. Można powiedzieć, że to był test generalny – dla stadionów, logistyki, służb i dla nas, Sbornej. Myślę, że każdy z tych podmiotów zaprezentował się z dobrej strony. Drużyna także. Momentami graliśmy fajnie. Nie osiągnęliśmy co prawda dobrego wyniku, ale progres był. Z trybun oglądał nas prezydent Władimir Putin…

Był zadowolony z gry?

Powiedział, że tak.

To co z tym wynikiem? Jaki będzie sukcesem?

Wciąż nie wiem z kim zagramy. Losowanie odbędzie się w grudniu, niedaleko stąd, na Kremlu. Wtedy będę mądrzejszy. W tym czasie musimy zrobić wszystko, aby grać lepiej od naszych rywali. Na mundialu musimy pokazać maksimum możliwości. Ale jakie to jest maksimum, dowiemy się za niecały rok.

A jakie są oczekiwania kibiców? Bo często fakt, że reprezentacja jest gospodarzem turnieju, powoduje, że oczekiwania stają się nierealne. Z drugiej strony pana drużyna od dawna krytykowana jest nie tylko za wyniki, ale także za styl.

Przed chwilą podszedł do mnie kibic, zrobił sobie zdjęcie, życzył powodzenia. Nie uciekam przed nimi. Nie chowam się. Chodzę po sklepach, po ulicach. Rozmawiam z ludźmi. Fani chcą, abyśmy grali dobrze. Wspierają nas. Na każdym meczu Sbornej na trybunach jest komplet. Wszyscy widzą, że tworzymy nową reprezentację. Ale muszą znać nasze realne możliwości.

Występ Rosji w Pucharze Konfederacji nie napawa optymizmem…

Ze sportowego punktu widzenia nie możemy być zadowoleni. Nie wyszliśmy z grupy, a przecież chcieliśmy wygrać cały turniej. Nastawialiśmy się na to, bo uważaliśmy, że szansa jest realna. Natomiast jednocześnie spełniliśmy nasze założenia. Była nowa mentalność, nowe zaangażowanie, nowa taktyka, nowy system gry. Z meczu na mecz prezentowaliśmy się coraz lepiej. Na zgrupowaniu popracowaliśmy ciężko. Znaleźliśmy odpowiedzi na pytanie „co musimy poprawić?”. Mówię wam: z każdym dniem będzie lepiej.

To dlaczego nie było na Pucharze?

Z powodu kontuzji zabrakło na przykład Alana Dżagojewa z CSKA Moskwa i Romana Zobnina ze Spartaka. To bardzo kreatywni piłkarze, którzy robią różnicę. Dodają detal, który sprawia, że drużyna wchodzi na wyższy poziom. To tak, jakby w reprezentacji Polski zabrakło Roberta Lewandowskiego albo Kuby Błaszczykowskiego. Nam zabrakło właśnie detali. Małych, ale istotnych.

W kadrze na Puchar nie znaleźli się także Aleksandr Kokorin i Artiom Dziuba z Zenita Sankt Petersburg. Czy ci dwaj piłkarze mają jakiekolwiek szanse, aby zagrać jeszcze w pana drużynie?

A dlaczego mieliby nie mieć? Dlaczego wymieniłeś tych dwóch?

Obaj nagrali na Instagramie wideo na którym naśmiewali się z pana wąsów.

A skąd wiesz, że to było o mnie? Poza tym to ja mam mieć z tym problem, czy oni? To ja to nagrałem? Masz pewność, że to było o mnie?

Rosyjska prasa pisze, że o panu. Wydaje się to oczywiste.

Pytanie powinno być inne: czy Kokorin i Dziuba mieli szansę? Mieli. Tak jak wszyscy inni zawodnicy, którzy są w tej kadrze. No i wsio.

Ostatnie dwanaście miesięcy dla Sbornej było rewolucją Czerczesowa?

Rewolucja jest zła. Dobra jest ewolucja. Nie lubię rewolucji.

Ale na pierwsze zgrupowania po objęciu stołka selekcjonera nie powołał pan aż piętnastu piłkarzy, którzy przez lata tworzyli reprezentację Rosji

Powołałem innych. Każdy trener ma zasady sportowe, zasady moralne i zasady w ogóle. Każda z nich jest istotna. Dlatego na jedno zgrupowanie nie powołałem kilku zawodników, a kilku kolejnych, którzy grali w Pucharze, nie powołam na kolejny obóz. Trwa etap selekcji. Muszę wybrać najlepszych. A jak inaczej ich sprawdzić, jeśli nie w trakcie rywalizacji? Wciąż szukam odpowiednich ludzi. Odkąd zacząłem pracę w reprezentacji Rosji powstał całkiem nowy zespół. Nowe są nie tylko nazwiska, ale i mentalność.

Jaka to mentalność?

Mentalność ludzi, którzy chcą ciężko pracować i wygrywać.

Kto więc będzie liderem kadry?

Jest wielu kandydatów. Może Igor Akinfiejew, może Jurij Żyrkow, albo Aleksandr Samedow? Mają umiejętności, doświadczenie. Mam nadzieję, że na mistrzostwach będą w swoim „top level”. Wtedy latem wszyscy będziemy cieszyć się nie tylko z organizacji, ale także ze sportowego sukcesu.

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ
Komentarze (13)
Czerczesow w wywiadzie Staszewskiego: Oby Lewandowski strzelił na mundialu w Rosji pięć bramek w jednym meczu!
Zaloguj się
  • sector23

    Oceniono 7 razy 7

    Pozbycie się z Legii Czerczesowa to typowy przykład dywersji, albo jak kto woli - strzału w kolano.
    Ciekawe, kto dzisiaj się przyzna do spuszczenia trenera w okresie największych sukcesów drużyny z perspektywami na niezłe wyniki w LM?

  • ritzy

    Oceniono 4 razy 4

    Staszek w Legii był fajny. Niechby wrócił, jak już Magierze w ogóle nie będzie szło.

  • somekindofhope

    0

    Najlepszy trener Legii i dla Legii. Mam nadzieję, że zastąpi w odpowiednim czasie Magierę.

  • tomchata

    Oceniono 1 raz -1

    To ten sam Staszek z Archeo, ktory zatrzymal sie w roku 2000, ten ktory nie uznaje analitykow, ktory ma tylko jedna ustawienie na kazdy mecz, ten ktory kaze biegac bez pilki??? I co po on sie wtraca? Putin postawil na nim krzyzyk za puchar konfederacji I Juz Stasio oplaca sport.pl szukajac posadki...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX