Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Eliminacje MŚ. Dania. Sieroty po Gangu Olsena

Choć Dania cały czas jawi się jako silny przeciwnik, warto pamiętać, że od 13 lat nie wyszła z grupy na dużej imprezie, a i kwalifikacje do nich stają się zbyt trudną przeszkodą. Wiele wskazuje na to, że tym razem może być podobnie.

Gra lepsza niż wyniki

Przez ostatnie 15 lat kierowanie kadrą Danii było powierzone Mortenowi Olsenowi. Doświadczony szkoleniowiec swoją pracą starał się nawiązywać do najlepszych czasów rodzimej piłki. Choć jakości na drugi "duński dynamit" zabrakło, jego ekipa prezentowała ciekawy, ofensywny futbol, oparty na dużej aktywności na skrzydłach i intensywnym ruchu zawodników bez piłki. Jako jeden z pierwszych forsował użycie narodowego systemu gry, nakazując przestawienie wszystkich kategorii wiekowych pod kątem ustawienia 4-3-3 (od którego jednak sam z konieczności nieraz odchodził). W parze za widowiskową grą, niekoniecznie szły jednak wyniki. Ostatni w miarę udany występ Duńczyków wypadł 5 lat temu w Polsce, gdzie niewiele im brakło do wyjścia z "grupy śmierci". Z biegiem jednak lat styl gry oferowany przez Olsena stawał się anachroniczny. Z tego też względu w ostatnich latach Duńczycy przestają się liczyć w wielkiej piłce.

Szkoła holenderska

Przyczyną takiego stanu rzeczy stało się zbytnie przywiązanie do organizacji gry w czasach, kiedy na pierwszym miejscu stoi tempo wyprowadzania akcji. Pod koniec kadencji Olsena, jak i po zastąpieniu go w 2015 roku przez Age Hareide, Duńczycy zaczęli grać piłkę bardzo poukładaną, dokładną, opierającą się na dużej liczbie podań na niskim tempie, spokojnie przenoszących akcje. Taki styl ułatwia przeciwnikom defensywę, zwłaszcza w sytuacji, gdy Duńczycy nie dysponują zbyt wielką liczbą indywidualności. Choć Fischer czy Eriksen są w stanie stworzyć przewagę indywidualnie, przy niskim tempie atakowania nadal rzadko kiedy przekłada się to na sytuacje. Nieco przypomina ta obecną grę drużyn holenderskich. Taka piłka jest jednak dużym zaskoczeniem, gdyż kilkanaście lat temu Duńczycy byli jednymi z pionierów możliwie szybkiej i ryzykownej gry. W momencie, gdy zdobyła ona szerokie uznanie, oni z niej niemal zupełnie zrezygnowali.

Dominatorzy bez powodu

Widać to w tych eliminacjach. Duńczycy dominują niemal w każdym meczu, nigdy nie schodząc poniżej 50% posiadania piłki. Wymieniają dużo podań nieatakujących, starając się rozmontować defensywę rywala. Przekłada się to jednak na problemy w pobliżu pola karnego. Gdy rywal zdąży zagęścić okolice własnej szesnastki, zaczynają się kłopoty z zagrywaniem piłek. Skuteczność podań kluczowych nieznacznie tylko przekracza 50%, a 36% strzałów trafia w bramkę rywala. Duńczycy są przez to zmuszeni do atakowania skrzydłami, gdzie rozgrywana jest większość ataków pozycyjnych. Mało tego, w ten sposób nie zdobyli jeszcze w tych eliminacjach gola po atakiem środkiem. Dodatkowo bardzo często po odzyskaniu piłki uspokajają grę, zamiast próbować przyspieszyć akcję i wykorzystać moment. Tylko raz udało im się zdobyć bramkę po kontrze.

Dziurawiec zwyczajny

Być może byłoby to do przełknięcia, gdyby nie fakt, że tego rodzaju ataki nie są zbyt dobrze ubezpieczane przez defensywę. Duńczycy starają się szukać optymalnych rozwiązań, przechodząc w różnych meczach z trójki na czwórkę z tyłu, jednakże ani nie pomaga to w uzyskaniu stabilności, ani nie eliminuje błędów indywidualnych. Te ostatnie są często gwoździem do trumny Skandynawów. Przy całkiem solidnej grze zawodnicy defensywni popełniają błędy, które skutkują golami dla rywali. W tej sytuacji ci mogą się cofnąć i skutecznie paraliżować poczynania Duńczyków. A docelowo wciągać ich na własną połowę i szukać szansy w kontrach, po których nasi dzisiejsi rywale stracili więcej goli, niż po atakach pozycyjnych.

Kurtuazja

Bazując na tym, co powyżej, musimy uznać Polaków za faworyta tego spotkania. Nie zmienią tego nawet kurtuazyjne słowa Roberta Lewandowskiego z przedmeczowych wywiadów. W tym momencie nasza reprezentacja jest od Duńczyków silniejsza nie tylko personalnie, ale też dzięki rozsądnemu pomysłowi na grę. Choć gra Skandynawów jest miła i przyjemna dla oka, jej efektywność pozostawia wiele do życzenia. O tej prezentowanej przez Polaków można by się wypowiadać odwrotnie. Choć momenty porywające nie zdarzają się przesadnie często, z efektu końcowego zazwyczaj jesteśmy zadowoleni. Tym razem powinno być tak samo

Wojciech Szczęsny w "Wilkowicz Sam na Sam": Ja się nie czuję zmiennikiem Buffona. Czuję się jego następcą. Juventus to moja nagroda za ciężką pracę

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ