Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

El. do MŚ 2018. Polska-Rumunia. Thiago Cionek. Do Michała Probierza krzyczy: "Cześć, Tato!" i dziękuje, że go Polska nauczyła futbolu i historii. Również tej rodzinnej

Paweł Wilkowicz
Żartowali, że ma technikę jak z drużyny Lasów Państwowych. A on w sobotę zaczyna kolejny mecz w kadrze. O 20.45 Polska-Rumunia, zapewne z Thiago Cionkiem w środku obrony.

Jego urodzeni w Brazylii dziadkowie żyli w okolicach Kurytyby  w tak bardzo polskim świecie, że portugalskiego nauczyli się dopiero jako dorośli. W żyłach jego ojca Mario Cionka płynie tylko polska krew. Ale w domu rodzinnym polski było słychać rzadko. – Za to co niedziela budziło mnie: bam, bam, bam. To babcia Ana tłukła mięso na polskie schabowe. Cały tydzień mijał po brazylijsku. Ale niedziela musiała być polska – mówi Thiago Cionek.

Mówi po polsku z zaśpiewem, ale znakomicie. Jego pierwszym nauczycielem był Hermes, Brazylijczyk poznany w Jagiellonii. Thiago pożyczał od niego podręczniki, słowniki. Już po trzech miesiącach był w stanie się porozumieć w podstawowych sprawach. Na boisku też był taki zawzięty w nauce. I też miał dużo do nadrobienia. Nadrobił na tyle, że dziś przyjaciel Hermes – obecnie trener Chojniczanki – może go odwiedzać na zgrupowaniach reprezentacji.

Thiago, reprezentant Lasów Państwowych

Michał Probierz żartował kiedyś z Thiago Cionka, że powinien grać w drużynie Lasów Państwowych, taki był nieociosany technicznie. Gdy byli razem w Jagiellonii, Probierz bywał dla niego bardzo surowy, krzyczał żeby grał prosto, nie komplikował. Uczył Cionka taktyki. Ale potem pierwszy polecał go do polskiej kadry. Dziś, gdy się spotykają, Thiago wita byłego trenera Jagiellonii: „Cześć, Tato!”. I dziękuje za to, że to u Probierza miał pierwszy kontakt z nowoczesną piłką.

W Jagiellonii przekonał wszystkich do siebie uporem. – Zdecydował sparing w Gutowie, w strasznym upale. Mieliśmy do wyboru jeszcze jednego piłkarza, ale Thiago tak się starał… Okazał się chłopakiem bardzo solidnym, pracowitym, agresywnym w grze. A to wszystko są na dłuższą metę najważniejsze cechy dobrego piłkarza. Do tego jest świetnie przygotowany fizycznie. On ma właściwie tylko jeden problem: nie strzela goli. W bronieniu jest świetny, w ataku jeszcze niepewny. A u obrońcy nawet kilka strzelonych goli bardzo winduje w górę wartość rynkową – oceniał swego czasu Probierz.

„Adam Nawałka zadzwonił, wszystko działo się w biegu. Nawet nie było kiedy się wzruszyć”

Thiago jest reprezentantem już ponad trzy lata. Obywatelem Polski od sześciu lat. Ale pozostaje zagadką. Unika wywiadów, choć umie opowiadać barwnie i dużo w życiu widział. Gra rzadko. Tylko, gdy wypada któryś z podstawowych obrońców. Jak w sobotę w meczu z Rumunią Kamil Glik, którego Cionek zastąpi w środku obrony. Grał w Euro 2016 w spotkaniu z Ukrainą, w obecnych eliminacjach z Danią, z Armenią, wszedł w końcówce meczu z Czarnogórą. Ale nawet gdy wiadomo, że nie zagra, zawsze w kadrze jest.

– Od kiedy przyjechałem do Europy to właściwie u każdego trenera w kolejnych klubach grałem. Do kadry Adam Nawałka powołał mnie na szybko, na towarzyski mecz z Niemcami w Hamburgu w 2014, nie grali wtedy najlepsi. Trener oglądał mnie wcześniej w meczach mojej Modeny, ale zadzwonił ledwie kilka dni przed meczem. Pakowałem się w biegu. Nawet nie było kiedy się zastanowić, czas na wzruszenia był później. I zostałem w reprezentacji do dzisiaj – mówi Thiago Cionek. Debiutował w reprezentacji już jako piłkarz Modeny, wcześniej grał w Padovie, po Modenie trafił w 2016 roku do Palermo. Z klubem z Sycylii grał w Serie A. W zakończonym właśnie sezonie spadli z ligi. Chcą wrócić do Serie A jak najszybciej, choć Thiago nie przesądza, że w Palermo na pewno zostanie. – To już sprawa dla mojego menedżera – mówi.

„Thiago, ty zostałeś w latach 90.?”

Siedzi przy stoliku z tymi, którzy się sami nazwali fusami: z piłkarzami z polskiej ligi lub z mniej znanych zagranicznych klubów. Tak naprawdę jednak do żadnej grupki nie należy, dogaduje się ze wszystkimi. Żaden z kadrowiczów go przez te trzy lata nie widział obrażonego ani zirytowanego. Zna swoje miejsce, na wodzireja się nie nadaje. Ale ripostę ma.

– Thiago, czemu ty grasz w butach Lotto? Zostałeś w latach dziewięćdziesiątych? Przecież nikt już w tym nie gra – zaczepiał go kiedyś w żartach przy stoliku fusów jeden z kadrowiczów z polskiej ligi. – Lepiej grać w butach Lotto czy w Lotto Ekstraklasie? – odciął się Thiago.

Rozmowa z Pepe

Gdy kończyło się dla Polski Euro 2016 i kadra pakowała się na stadionie w Marsylii do odjazdu po przegranym ćwierćfinale z Portugalią, on siedział w podziemiach Stade Velodrome z Pepe. Rozmawiali jak polski Brazylijczyk z portugalskim Brazylijczykiem. Jak dwaj z sześciu Brazylijczyków, którzy zagrali w tamtym Euro dla nowych ojczyzn (byli jeszcze Thiago Motta i Eder u Włochów, Guilherme Alvim u Rosjan i Thiago Alcantara u Hiszpanów). Obaj zostali wylosowani do kontroli antydopingowej. I mieli czas trochę powspominać. Obaj wyruszyli do Europy z Maceio, ze stolicy stanu Alagoas, z upalnej Północy Brazylii. Z miasta nad brzegiem oceanu, tam gdzie nie ma wielkich klubów, ale handel piłkarzami kwitnie, bo menedżerowie z Europy mają tu wielu skautów, korzystających z gapiostwa brazylijskich potęg.

Każdego roku Brazylia wysyła w świat ok. tysiąca piłkarzy. I nastolatków za dziesiątki milionów euro, i obiecujących ligowców za kilka czy kilkanaście milionów, i szarą masę piłkarzy bliżej nieznanych w Brazylii. Z tej szarej masy setki przepadną, a nielicznym się uda. I niektórzy z tych nielicznych zagrają później dla nowych ojczyzn. Jak Pepe, Deco, Diego Costa. Jak Thiago Cionek.

„Dobrze że mnie Jorge Mendes nie wypatrzył, bo dziś bym orzełka nie miał”

– Pepe wyjechał z Corinthians Alagoano, lokalnego klubiku w Maceio. A ja z CRB Maceio, klubu z drugiej ligi. Pamiętam, że ojciec Pepe kręcił się wtedy w moim klubie, był tam kimś ważnym. Wspominaliśmy to w Marsylii – mówi Thiago. On, tak jak Pepe, wyjechał z Brazylii bez choćby jednego meczu w brazylijskiej pierwszej lidze, jak Pepe trafił najpierw do Portugalii. Tyle że Pepe udało się w Europie za pierwszym podejściem. Poleciał na Maderę i krok po kroku szedł stamtąd do wielkiej kariery, pod opieką menedżera Jorge Mendesa. A Thiago w Portugalii się rozczarował. Sił w Europie próbował w dwóch podejściach. Najpierw jako piłkarz trzecioligowej Cuiaby, w stanie Mato Grosso, dał się zbałamucić jednemu z menedżerów i trafił do  Bragancy, na północy Portugalii. – Braganca jest o dwie godziny drogi od Porto. Portugalski menedżer kusił mnie: jesteś młody, a już grasz w brazylijskiej trzeciej lidze, masz talent. Czuł interes. Obiecywał złote góry, żadnej obietnicy nie dotrzymał – wspomina Thiago. Po sześciu miesiącach wrócił do Brazylii. Właśnie do stanu Alagoas. – CRB to było bardzo miłe miejsce, graliśmy w drugiej lidze – wspomina. Tam go znalazł włoski menedżer Gabrielle Duffrida. – Okazało się, że w Bragancy zostało DVD z moimi najlepszymi akcjami i jakąś drogą trafiło do Gabrielle. Zabrał mnie do Europy – wspomina Thiago. Próbowali we Włoszech, ale wylądowali ostatecznie w Polsce, z rekomendacji dzisiejszego prezesa PZPN Zbigniewa Bońka. – Gabriele to nie tylko agent, ale i mój przyjaciel. Dobrze, że mnie wtedy Jorge Mendes nie wypatrzył, jak Pepe, bo bym tego dziś nie miał – śmieje się Thiago i klepie orzełka na koszulce kadry. – W Portugalii mi się nie podobało. Polska to co innego.

„Nikt mi obywatelstwa nie dał w prezencie. Historia mi je dała”

Jest drugim Brazylijczykiem grającym dla Polski, po Rogerze Guerreiro. Ale Roger to przykład z innej bajki. – Roger to był w Brazylii znany piłkarz, grał u gigantów: w Corinthians Sao Paulo, potem we Flamengo. Zanim zagrałem przeciw niemu w polskiej ekstraklasie, oglądałem go w transmisjach meczów Flamengo w brazylijskiej telewizji – mówi Thiago, który do Jagiellonii trafił w roku debiutu Rogera w polskiej kadrze. A brazylijska telewizja dotarła do niego dopiero przy okazji Euro 2016. Wtedy wielkie Globo Esporte wysłało ekipę do Kurytyby, by nakręcić reportaż o Thiago, który doszedł do ćwierćfinału mistrzostw Europy.

Roger obywatelstwo dostawał z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego, niedługo przed powołaniem na Euro 2008. A Thiago z rąk prezydenta Białegostoku, trzy lata przed pierwszym meczem w kadrze. Roger nie miał polskich przodków. Thiago – całą teczkę dokumentów poświadczających polskie pochodzenie. – Starałem się o to obywatelstwo niemal od początku gry w Polsce. Z sentymentu i po to, żeby w Europie być jak u siebie. Wciągnąłem się w poszukiwania swoich korzeni, a gdy sprawa utknęła, Białystok mnie wspierał, a tysiące kibiców Jagielloni w elektronicznej petycji zagłosowało za tym, żeby mi dać obywatelstwo. Nikt mi tego obywatelstwa nie dał w prezencie. Prawo mi je dało. Dała mi je moja historia, z której jestem bardzo dumny – mówi.

Matka Boska, pisanki, drewniane chaty

- Kurytyba to jest największe skupisko Polaków w Ameryce Południowej. Miasto i okoliczne miasteczka. Araucaria, gdzie się osiedlili moi przodkowie, Contenda, itd. – mówi Thiago. Pradziadkowie ze strony ojca, Franciszek Cionek i Agata Sokólska, wyjechali w 1900 do Brazylii z zaboru austriackiego. - Dostali ziemię w Araucarii, pieniądze od rządu brazylijskiego na start. Brazylia ściągała wtedy europejskich osadników, żeby uprawiali ziemię na Południu i bronili jej przed ewentualnym najeźdźcą. Do Brazylii płynęły statki pełne Niemców, Polaków, Włochów. To nie było łatwe życie. Można oglądać w skansenie w Kurytybie, jak te drewniane polskie domy wyglądały. Są w parku Jana Pawła II. Domy, Matka Boska, pisanki, polski świat – mówi Thiago.

Filipe Luis, obrońca Atletico Madryt, potomek polskich osadników z sąsiedniego stanu  Santa Catarina, opowiadał niedawno w wywiadzie w Eleven, że w jego stronach nadal są domy i kościoły, w których mówi się tylko po polsku. – U nas to samo. Polacy spotykają się w kościołach, dbają o folklor, gotują pierogi. Mój dziadek Józef jako nastolatek mówił tylko po polsku. Wziął ślub z Aną, dziewczyną z polskiej kolonii, ona też znała tylko polski. I dopiero kiedy wyjechali do Kurytyby, zaczęli się uczyć portugalskiego.

 Babcia mówi: głupia byłam, trzeba było języka uczyć za młodu

Ale akurat w domu Thiago nie mówiło się po polsku. - Tata nie zna polskiego. Dziś babcia mówi: głupia byłam, trzeba było uczyć za młodu. Kiedy zacząłem przyjeżdżać do Brazylii z narzeczoną, okazało się, że babcia jeszcze wszystko z polskiego pamięta. Kiedy rozmawiam z moją Justyną przez telefon, babcia się włącza do rozmowy. To bardzo miłe – mówi Thiago. Jego mama jest Brazylijką. Brazylijką - to w tej części Brazylii oznacza mieszankę głównie włoskiej i niemieckiej krwi. - Mama nazywa się Elizabete Gaspar Bueno i wie, że ma europejskie korzenie, ale nie ustaliła jakie. Z tatą poszło nam łatwo, bo wszystkie dokumenty jego przodków były u Polonii. Mój starszy brat, Carlos Eduardo, też ma żonę polskiego pochodzenia. Ma na nazwisko Jarecki-Zecks – mówi Thiago.

Trzy kluby, tysiące chętnych

W Kurytybie są trzy duże kluby: Atletico, Curitiba i Parana. – Trzy kluby i tysiące chętnych. Ja trafiłem do jednej z wielu małych szkółek. Nazywała się Vila Hauer, blisko domu. Grałem tam jeszcze jako szesnastolatek, ale gdy zaczynałem wiek juniora, 17-18 lat, dostałem propozycję z klubu z Mato Grosso. Cuiaba, drużyna z trzeciej ligi, pierwszy zawodowy kontrakt. Mama tylko powiedziała, że mam skończyć liceum, potem mnie puści w świat. Ja chciałem wcześniej, ale się nie zgodziła. W domu w Kurytybie nie było bogato, ale mama nie pozwoliła, żeby nam czegokolwiek pracowało. Pracowała w sklepie z wyposażeniem wnętrz, szyła firanki. Zarabiała mało, ale przypilnowała, żebyśmy się obaj z bratem wykształcili. Skończyłem liceum  i wyjechałem szukać szczęścia w piłce. W Cuiabie mieszkałem w internacie klubu, uczyłem się dojrzałości. Grałem tam trzy lata, mierzyliśmy się Pucharze Brazylii z dużymi klubami. Poznawałem świat, bo w Brazylii, gdy jedziesz do innego stanu, to jakbyś się wybierał do innego kraju. Inny klimat, krajobraz, dialekt – mówi. Cuiaba była blisko 2000 km od domu. Następny jego klub w Brazylii, we wspomnianym Maceio, 3 tysiące km od Kurytyby. Tyle ile Thiago ma dziś z Palermo do Białegostoku.

„Wy tu jesteście tacy porządni i kulturalni”

W Polsce pierwsze zdziwienie przeżył, patrząc na przejście dla pieszych. - -Wszyscy stali, bo było czerwone. Wy tu jesteście tacy kulturalni, tacy porządni i cały czas mówicie swoim dzieciom, jak się trzeba zachować. W Brazylii jest luz. Tu są reguły. Czasem słyszę jak Polacy narzekają na Polskę i mówią, że tu jest bałagan. To ja was zapewniam jako ktoś z zewnątrz: nie ma bałaganu – mówi. Do Polski się jako piłkarz nie wybierał, ale gdy menedżer to zaproponował, powiedział: czemu nie. - Pomyślałem: i tak bym kiedyś pojechał, zobaczyć skąd pochodzę.

Pojechał, został na dłużej, zakochał się. I w Justynie z Grajewa, studentce białostockiej politechniki, i w Polsce. – Zobaczcie, jakie to jest piękne: Brazylia dała kiedyś moim przodkom szansę na nowe życie. Trudne, ale jednak lepsze. Oni się odwdzięczyli, uprawiając brazylijską ziemię, potem urbanizując Brazylię. A po latach ich potomek dostał szansę od Polski: na granie, na naukę języka, na poznanie wspaniałej dziewczyny. Oni wyjechali ledwie sto lat temu. Sto lat to jest bardzo niewiele w historii – mówi Thiago.

„Justyna pilnuje odmiany końcówek, bo ja się czasem gubię”

Historia to jego pasja. Objechał Polskę, ucząc się po drodze. W Krakowie, w Auschwitz, w Wieliczce, na Wybrzeżu, w Poznaniu, w Warszawie. W Muzeum Powstania, Muzeum Wojska Polskiego, przy małych i dużych pomnikach na cześć tych wszystkich wydarzeń, o których w Brazylii tylko czytał w książkach. Jego mama i brat z rodziną byli w Polsce wiele razy, gdy grał w Jagiellonii. Ostatnio  - na meczu z Niemcami. Z Hermesem i Alexisem Norambueną z Jagiellonii robili sobie czasem w czerwcu objazd po Polsce. – Do Brazylii wtedy nie leciałem, bo w czerwcu w Kurytybie strasznie zimno – mówi. Z Justyną planują ślub. To nieprawda, że ona go uczyła polskiego hymnu. Sam się nauczył śpiewać, jeszcze zanim dostał obywatelstwo. – Ale nad moim polskim Justyna czuwa i pomaga mi z odmianą końcówek, bo ja się czasem gubię.

„Nie gram pięknie, ale wiem od czego jestem na boisku”

- Pewnie jestem nietypowym Brazylijczykiem. Nie gram pięknie, ale wiem co jest moim zadaniem. Odebrać, przerwać. A nad innymi atutami cały czas pracuję. Im lepszych piłkarzy mam wokół siebie, tym więcej się uczę. Moja kariera nie jest efektowna, nie ma tu wielkich kroków, ale jest dużo małych. I cały czas do przodu. Opinie o mnie w Polsce to było często kopiuj-wklej. Zwłaszcza o faulach – mówi. W ekstraklasie przylgnęła do niego opinia brutala, kontrowersje wzbudziło zwłaszcza jedno ze starć z Andrzejem Niedzielanem, po którym napastnikowi odnowiło się złamanie kości jarzmowej. W innej sytuacji Thiago musiał zapłacić karę za faul na Arturze Sobiechu. – W sytuacji z Arturem przesadziłem, przeprosiłem go. Byliśmy potem razem w kadrze, raz nawet wpadliśmy na siebie na wakacjach, wszystko wyjaśnione. Ale z Andrzejem Niedzielanem było inaczej. Sytuacja meczowa, niefortunna. Nie miałem za co przepraszać. Zresztą komisja dyscyplinarna oglądała, analizowała i nie znaleźli podstaw, żeby mnie oskarżyć. We Włoszech nikt mnie za brutala nie uważa. A od tych dyskusji w Polsce się od początku odcinałem. Milczałem, żeby nie dawać paliwa. Po co szukać problemów, jak mam takie ładne życie? – pyta Thiago. – Ja szczęściarz jestem, po prostu.

Jacek Magiera w "Wilkowicz Sam na Sam": Pierwszego dnia powiedziałem: "Nie patrzcie w tabele"

Więcej o:
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ
Komentarze (6)
El. do MŚ 2018. Polska-Rumunia. Thiago Cionek. Do Michała Probierza krzyczy: "Cześć, Tato!" i dziękuje, że go Polska nauczyła futbolu i historii. Również tej rodzinnej
Zaloguj się
  • teacher

    Oceniono 3 razy 1

    Thiago jest solidny, nie zawodzi. Gra w miarę czysto, umie dryblować, umie wziąć na siebie ciężar gry, chociaż nie jest olbrzymem, nie panikuje. Powinien grać częściej. Nie widzę powodów do jakiejkolwiek krytyki. Thiago jest lepszy od wszystkich chłopaków na tej pozycji w ekstraklasie.

  • zebrzec

    Oceniono 3 razy 1

    jaja sobie z człowieka robią a on mam nadzieje na boisku pokaze e jest wart reprezentacji

  • bangbang_69

    Oceniono 3 razy 1

    Powodzenia Thiago. Jaga pamieta :)

  • kralik111

    Oceniono 2 razy 0

    Jak nazwac trenera, ktory systematycznie sp...la z podkurczonym pod dupe ogonem przed wyzwaniem, jakim jest awans do LE?

  • wichura

    Oceniono 2 razy 0

    "Lepiej grać w butach Lotto czy w Lotto Ekstraklasie?" - Wow! W punkt! Takiej riposty po piłkarzu w życiu bym się nie spodziewał :))

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX