Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Derby Mediolanu nigdy nie wyjdą z mody". Włosi wykorzystują ten mecz, by protestować przeciwko rasizmowi w futbolu

Przed nami "derby Mediolanu przeciwko rasismowi". Trenerzy, zawodnicy i działacze mają dość, więc postanowili wykorzystać spotkanie transmitowane w ponad dwustu krajach, by wysłać sygnał, że wreszcie wypowiadają wojne największej zmorze calcio.

Bo to, co spotkało Romelu Lukaku w Cagliari nie było incydentem. Zanim wykonał rzut karny kibice udawali małpy i obrzucili go obelgami. Strzelił, a oni eksplodowali. Kilka dni później kibice Interu w oficjalnym liście do czarnoskórego napastnika próbowali wyjaśnić, że zachowanie ultrasów Cagliari nie było rasizmem. Skąd! We Włoszech tak po prostu jest, a Lukaku - gapa, nie wiedział. "Tak rozprasza się rywala, żeby pomóc swojemu zespołowi" - pisali. Luciano Passirani, komentator Top Calcio 24 dorzucił od siebie, że „żeby zatrzymać Lukaku, trzeba mu rzucić dziesięć bananów”. A gdy po tych słowach stracił pracę, zaczął się tłumaczyć, że rasistą nie jest, że nie miał nic złego na myśli, że próbował docenić siłę napastnika, a prywatnie Lukaku lubi i przeprosi go przy pierwszej okazji.

Włoscy kibice naśladują małpy, obrażają, ale pozostają bezkarni

Problem jest poważny. Pod koniec poprzedniego sezonu, kibice Cagliari w podobny sposób obrażali Moise Keana, wówczas piłkarza Juventusu. I znów znaleźli się ludzie gotowi ich tłumaczyć. A co najgorsze – zrobił to Leonardo Bonucci, obrońca Juve, na co dzień siedzący w tej samej szatni co Kean, kumpel i starszy kolega. Jeden z liderów. – Winę za ten skandal należy podzielić pół na pół. Kean prowokował trybuny i powinien następnym razem myśleć o świętowaniu gola tylko ze swoją drużyną – stwierdził. Kibice Cagliari obrażali też Sulleya Muntariego, który zaprotestował schodząc z boiska, za co został ukarany czerwoną kartką. Kibice natomiast nigdy kary nie dostali. – Tylko nieznaczna część kibiców Cagliari obrażała Lukaku, a cała sytuacja miała marginalne znaczenie – napisała włoska federacja piłkarska uzasadniając brak sankcji za ostatnie zachowanie. Zresztą, podobnie tłumaczyła kibiców Hellasu Verona, którzy tydzień temu obrażali Francka Kessiego z Wybrzeża Kości Słoniowej.

Skoro nie można liczyć na federację, to kluby z Mediolanu wzięły sprawę w swoje ręce. Chodzi o symbol, o nazwanie najbliższego spotkania „derbami przeciwko rasizmowi”. O wypowiedzi takie, jak ta Antonio Conte: - Każda zniewaga przeciwnika jest problemem, nie chodzi tylko o rasizm. Byłem w Anglii przez trzy lata i jeśli tam jakiś kibic wyzywa piłkarza, to więcej nie zostanie wpuszczony na stadion. We Włoszech reakcja na rasizm wygląda o wiele, wiele gorzej. Na naszych stadionach jest tyle nienawiści, tyle zniewagi, że nie mieści się to w głowie. Wszyscy musimy się poprawić: my w wypowiedziach, a wy, dziennikarze, w reakcji na rasistowskie zachowania. Jednego dnia piszecie krytyczny artykuł o rasizmie, a kolejnego podsycacie nienawiść i brak szacunku. Musimy postawić na pozytywny doping, skończyć ze wspieraniem swojej drużyny poprzez obrażanie przeciwnika – powiedział trener Interu. Głos klilkanaście dni temu zabrał też Demba Ba. – Właśnie ze względu na rasizm odrzuciłem możliwość gry we Włoszech. Chciałbym, żeby wszyscy czarnoskórzy piłkarze opuścili Serie A. To pewnie nie powstrzymałoby głupoty ludzi i nienawiści, jaką pałają, ale przynajmniej nie odbijałoby się to na piłkarzach – oświadczył Senegalczyk grający obecnie w Istanbul Basaksehir FK.

Na wysłanie w świat sygnału sprzeciwu wobec rasizmu na włoskich stadionach wybrano właśnie derby Mediolanu. Spotkają się sąsiedzi, którym kiedyś wiodło się zdecydowanie lepiej, ale których rywalizacja wciąż ekscytuje Włochów i kibiców na całym świecie. Na stadionie będzie ponad 70 tys. widzów: najpierw zobaczą pokaz iluminacji świetlnej przy użyciu nowego systemu oświetlenia, a później mecz, który będzie transmitowany w ponad dwustu krajach. Akredytowało się na niego ponad 600 operatorów, 260 dziennikarzy i blisko stu fotografów. 

Mecz Milan - Inter elektryzuje, bo "derby nigdy nie wyjdą z mody"

Telewizja DAZN w spocie reklamującym to spotkanie odwołuje się do wielkich mediolańskich projektantów ubrań. „Kochamy piękno i styl” – mówi lektor zmysłowym głosem, podczas gdy na ekranie trwa szkicowanie nowych wzorów. Ruchy ołówka przerywają zdjęcia architektonicznych cudów Mediolanu. Pojawiają się legendy obu klubów: piłkarze i trenerzy, którzy swoimi innowacyjnymi pomysłami zmieniali futbol. Przygotowywanymi projektami okazują się piękne koszulki Milanu i Interu w stylu retro. Lektor podsumowuje: „Derby nigdy nie wyjdą z mody”.

Mniej pompatyczna, a bardziej piłkarska jest w swojej zapowiedzi „La Gazzetta dello Sport”. Jej dziennikarze wychodzą od wypowiedzi Zvonimira Bobana, dyrektora wykonawczego Milanu, który przekonuje, że to spotkanie jest absolutnie wyjątkowe i jeśli w nim nie grałeś, to po prostu tego nie zrozumiesz. – Nie umiem opisać siły, pasji i presji, jaka towarzyszy temu meczowi. Przed innymi spotkaniami szukasz dodatkowej motywacji, a tutaj jest odwrotnie. Musisz umieć się zrelaksować, bo tych emocji jest aż za dużo – mówi. Dlatego: „Marco Giampaolo i Antonio Conte będą polegać na już rozegranych derbach swoich piłkarzy” – pisze „La Gazzetta”. Obaj pracują w Mediolanie bardzo krótko, piłkarze mają niekiedy większe doświadczenie w derbach od nich. Suso strzelił już Interowi dwa gola, Ante Rebić grał w derbach w Chorwacji, Lucas Biglia w rzymskich, Krzysztof Piątek występował w derbach Krakowa, Diego Godin przez dziewięć lat mierzył się z Realem Madryt, Romelu Lukaku strzelał gole w derbach Liverpoolu, a wygrywał w derbach Manchesteru. Marcelo Brozović, grając w Dinamie Zagrzeb aż w 10 z 11 derbów Chorwacji był lepszy od Hajduka Split. Włoscy dziennikarze podkreślają, że to doświadczenie musi zaprocentować w sobotę. 

Na San Siro spotkają się dwie bardzo dobre defensywy. „Nie Piątek vs Lukaku. To starcie defensyw” – poucza „La Gazzetta”. Statystycznie w derbach Mediolanu pada 2,68 gola na mecz. Ale tym razem goli może być mniej, bo zagrają ze sobą zespoły, które dotychczas straciły najmniej bramek w Serie A i – co nawet ważniejsze – najrzadziej pozwalały rywalom uderzać na swoją bramkę. Milan dopuścił do ośmiu strzałów, Inter do dziewięciu. Oba zespoły dały sobie wbić po jednym golu. Ponadto Milan w 2019 roku stracił najmniej bramek spośród wszystkich zespołów Serie A i w 22 meczach aż dziesięć razy zachowywał czyste konto. Dlatego Giampaolo boi się wprowadzać zamiany w defensywie i lojalnie uprzedził nowych piłkarzy, że na wejście do pierwszego składu będą musieli poczekać.

Antonio Conte przed rozpoczęciem sezonu też koncentrował się przede wszystkim na obronie. Szybko sprowadził Diego Godina i przestawił zespół na grę trójką środkowych obrońców, by stworzyć tercet na miarę turyńskiego BBC – czyli Bonucciego, Barzagliego i Chielliniego. De Vrij-Skriniar-Godin nie wyglądają gorzej, a przecież od lat scudetto zdobywa drużyna z najlepszą defensywą. Po raz pierwszy zagrali ze sobą w meczu z Udinese i otarli się o perfekcję. Ale już w Lidze Mistrzów, przeciwko Slavii Praga, gdy D’Ambrosio zastąpił Godina, zaczęli popełniać błędy. „Prawdziwy test dopiero przed nimi” – zapowiadają włoskie dzienniki, chociaż patrząc na grę Milanu w ofensywie, można nabrać wątpliwości.

Więcej o:
Skomentuj:
"Derby Mediolanu nigdy nie wyjdą z mody". Dlatego Włosi wykorzystują ten mecz, by protestować przeciwko rasizmowi w futbolu
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX