Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jak po cichu nadmuchać Katar: gospodarze mundialu pogodzili się z tym, że reprezentantów sobie nie kupią. Zaczęli ich wychowywać. I już mają sukcesy

- Nie radziłbym obstawiać, że Katar we własnym mundialu nie wyjdzie z grupy - ostrzegał 6 lat temu szef tamtejszego programu rozwoju futbolu. Dziś Katar ma już zwycięstwo nad rywalem z czołówki rankingu FIFA. I wielki rok przed sobą.

Katarczycy wszystkich krajów łączcie się: piłkę przejął w kontrataku Karim Boudiaf, wychowany we Francji, z przeszłością w młodzieżówce Algierii, z marokańskimi korzeniami. Podał piłkę do wbiegającego za plecy szwajcarskich obrońców Akrama Afifa. A Afif, syn naturalizowanego w Katarze tanzańskiego piłkarza o jemeńskich korzeniach, minął zwodem bramkarza i strzelił gola. Była 86. minuta meczu Szwajcaria-Katar, 14 listopada. Ósma w rankingu FIFA Szwajcaria przegrywała z 96. w rankingu Katarem i już nie odrobiła strat.

Na mecz w Lugano przyszło ledwie kilka tysięcy widzów, wynik poza Szwajcarią i Katarem przeszedł właściwie niezauważony, tyle było w ubiegłym tygodniu emocji w Lidze Narodów. A jednak to 1:0 było z wielu względów przełomowe. Jedno z najcenniejszych zwycięstw w niespełna pięćdziesięcioletniej historii międzynarodowych meczów Kataru. Pierwsze nad drużyną z czołowej dziesiątki rankingu FIFA. To prawda, Szwajcarzy oszczędzali piłkarzy przed meczem Ligi Narodów z Belgią. Ale w podstawowym składzie byli jednak choćby Fabian Schaer i Granit Xhaka, a po przerwie wszedł Xherdan Shaquiri. Szwajcarskie media nie zostawiły potem na swoich piłkarzach suchej nitki, pisały że ich występ graniczył z odmową świadczenia pracy, że gdyby to był trening to Vladimir Petković przerwałby go i wysłał piłkarzy na karne rundy i że to największy dół za kadencji tego trenera. A wszystko to na cztery dni przed wielkim zwycięstwem nad Belgią w Lidze Narodów. Ale sprowadzanie tego zwycięstwa tylko do lekceważącego podejścia Szwajcarów nie byłoby sprawiedliwe.

Katarscy Brazylijczycy i Urugwajczycy? To już nie te czasy

Miesiąc wcześniej Katar pokonał Ekwador 4:3 (dwa gole strzelił Almouz Ali, urodzony w Sudanie), ze wszystkich meczów w 2018 przegrał tylko jeden, z Uzbekistanem. I do tego wystawia w meczach międzypaństwowych drużynę coraz młodszą i coraz bardziej swojską. Jeśli słowo „swojska” w ogóle pasuje do kraju, w którym mieszka 2,6 mln, ale tylko 300 tysięcy to Katarczycy, reszta to tania lub droga siła robocza. Dla Kataru kupowanie sobie sportowców, by walczyli o sukcesy pod ich flagą, jest tak naturalne jak wynajmowanie obcokrajowców do wszystkich innych prac. Ale to już nie te - całkiem niedawne zresztą - czasy, gdy w reprezentacji Kataru biegał zbliżający się do emerytury Brazylijczyk Rodrigo Tabata, czy rekordzista w liczbie powołań i goli w kadrze Sebastian Soria, Katarczyk z Urugwaju. Oni grali jeszcze półtora roku temu, gdy Katar odnosił np. cenne zwycięstwo nad Koreą Południową. Ale potem nastąpiła zmiana, nie tylko pokoleniowa.

Co musi się stać, by reprezentacja Polski była rozstawiona przed losowaniem eliminacji mistrzostw Europy 2020?

Mówiąc najprościej, Katar uznał wtedy, że pora już podziękować zasłużonym obcokrajowcom, którzy zgodzili się kiedyś zostać Katarczykami (co nie jest łatwe, bo przepisy FIFA mówią, że jeśli ktoś nie ma żadnych innych związków z danym krajem, może dla niego grać tylko jeśli w nim mieszkał nieprzerwanie przez pięć lat po ukończeniu 18 lat). I zarządził kolejny etap: stawiania na piłkarzy, których Katarczycy sobie wyuczyli sami, nawet jeśli ci piłkarze Katarczykami się nie urodzili.

Drużyna Aspire Academy, najbogatszej szkoły sportowej na świecie

Szwajcarię pokonał zespół, w którym aż sześciu piłkarzy podstawowego składu było młodzieżowcami (dwóch 20-latków, czterech 22-latków), a grupa najstarszych miała po 28 lat. To był zespół, który w podstawowym składzie miał tylko trzech piłkarzy urodzonych poza Katarem: wspomnianego Almouza Alego z Sudanu, bocznego obrońcę Ro-Ro, czyli naturalizowanego Portugalczyka Pedro Miguela Correię, i środkowego obrońcę Boualema Khoukhiego, czyli naturalizowanego Algierczyka. Pozostali z pierwszej jedenastki urodzili się w Katarze. Niektórzy z rodziców obcokrajowców, ale w Katarze. W całej kadrze na ten mecz było jeszcze tylko dwóch przysposobionych obywateli: wspomniany Boudiaf, rezerwowy z asystą przy golu Akrama Afifa. I Ahmed Alaaeldin, który przyjechał z rodziną jako dziesięciolatek z Egiptu, za pracą ojca. Co więcej, aż 80 procent piłkarzy powołanych na ten mecz przeszło przez Aspire Academy, czyli najbogatszą szkołę sportową na świecie. Supernowoczesną akademię w Doha, z pełnowymiarowymi obiektami do futbolu, lekkoatletyki, pływania, z boiskami treningowymi, z gigantyczną halą, a nawet z siedzibami redakcjami dwóch pism sportowych. I z budżetem pozwalającym na zatrudnianie świetnych trenerów z całego świata, wyszukiwanie talentów na kilku kontynentach, sprowadzanie na sparingi najlepszych drużyn świata, a na spotkania z młodzieżą – samego Leo Messiego.

Katarski system szkolenia? Czyli barceloński. Ale to i tak zaczyna brzmieć dumnie

Przytłaczająca większość kadry na mecz ze Szwajcarią uczyła się w tej szkole, większość z nich jest jej pełnoprawnymi absolwentami. I większość od lat pracowała z trenerem, który dziś prowadzi reprezentację: Felixem Sanchezem Basem. Byłym trenerem barcelońskiej La Masii (prowadził tam m.in. Sergiego Roberto), który w Aspire Academy jest od 2006 roku, prowadził już reprezentacje Kataru do lat 19, 20, 23, a od lipca 2017 prowadzi pierwszą reprezentację. I prowadzi ją po barcelońsku, stawiając na młodość i ofensywny futbol w ustawieniu 4-3-3. Aspire, jeśli chodzi o piłkarską część tej szkoły, od początku była wpatrzona w Barcelonę. Felixa Sancheza Basa zatrudniał lata temu w Katarze Josep Colomer, czyli kolejny były trener z La Masii, który jako skaut oceniał kiedyś w imieniu Barcelony, czy Leo Messi z Rosario to rzeczywiście taki dobry dzieciak. A aż sześciu piłkarzy powołanych na mecz ze Szwajcarią gra na co dzień w klubie Al-Sadd u boku Xaviego, kapitana drużyny, który oceniając grę reprezentacji Kataru mówi „my”. – Robimy postępy, jesteśmy na dobrej drodze – mówił były piłkarz Barcelony po zwycięstwie nad Szwajcarią. Jesteśmy na dobrej drodze do mundialu, w którym jeszcze nigdy nie graliśmy, bo byliśmy za słabi żeby się do niego zakwalifikować (w 11 podejściach Katar tylko dwa razy był blisko kwalifikacji, najbliżej przed MŚ 1998, gdy zdecydowała porażka z Arabią Saudyjską). A gdy już ten mundial się zacznie za cztery lata, nie chcielibyśmy odpaść już w rundzie grupowej.

Katar w roku 2019: mistrzostwa Azji, mundial U-20 w Polsce i Copa America

W środę 21 listopada zacznie się odliczanie równo czterech lat do meczu otwarcia MŚ w Katarze. Rok 2019 ma być rokiem wielkiej próby dla kadry, bo w styczniu zagra w mistrzostwach Azji, w czerwcu pierwszy raz w Copa America, jako gość turnieju organizowanego przez Brazylię (a w maju kadra U 20 przyjedzie na MŚ organizowane w Polsce). A już dziś Katar kończy europejskie tournée meczem z Islandią (godz. 19:30). Z reprezentacją, która też może wybierać piłkarzy tylko spośród niewiele ponad 300 tysięcy obywateli, a jednak zakwalifikowała się na mundial. I zrobiła to bez przysposabiania obcokrajowców.  Ale też ma zupełnie inne sportowe tradycje. W Katarze olimpijski sport jest implantem. Nie ma korzeni, nie było tam tradycji ani wyczynu, ani nawet rekreacji. Wszystko zostało zaszczepione dopiero po wzbogaceniu się Kataru. Islandia ma ponad 20 tysięcy zarejestrowanych piłkarzy i piłkarek. Katar nie ma nawet 10 tysięcy. Gdy FIFA robiła ostatni spis powszechny, w 2005 roku, miał niespełna 7 tysięcy i był pod tym względem na poziomie Vanuatu czy Aruby. W 2004 powstała Aspire Academy i zaczęła dbać również o upowszechnianie sportu. Ale w chwili zdobycia (właściwie: kupienia) w 2010 praw do organizacji mundialu 2022 Katar był w drugiej setce rankingu FIFA (jego najwyższe historycznie miejsce to 53, w 1993 roku). I wiedział już wtedy, że reprezentantów na mundial u siebie nie kupi tak łatwo, jak kupował sobie np. lekkoatletów (najsłynniejszym był Stephen Cherono, Kenijczyk który stał się Katarczykiem Shaheenem Saifem Saaeedem). Nie zbuduje kadry tak, jak reprezentację na mistrzostwa świata piłkarzy ręcznych w 2015: kilku  Katarczyków, a reszta ściągnięta z Hiszpanii, Francji, Bałkanów. Bo w piłce ręcznej by przejść do innej reprezentacji wystarczą trzy lata karencji. A w FIFA jest wspomniany próg pięciu lat zamieszkania, jeśli się nie ma innych związków z przybraną ojczyzną. Reguły te zresztą zaostrzono po tym, jak Katar próbował sobie na początku XXI wieku kupić do kadry hurtowo Brazylijczyków, m.in. Ailtona i Dede z Bundesligi.

Reprezentacja. Bójka w szatni Polaków i zła atmosfera? - Plotki - odpowiadają w kadrze

Dwie drogi Kataru: na rympał i po cichu

Metoda na rympał się nie udała, Katar się z tym pogodził i zaczął szukać nowych dróg. Wiele z nich prowadzi do małego belgijskiego miasteczka, w którym Katar zmierzy się z Islandią. W Eupen, czyli u siebie. W jednym ze swoich europejskich przyczółków w futbolu. Dużo mniej znanym niż Paris Saint Germain, niż sponsorsko-szkoleniowe więzi z Barceloną. Ale dla przyszłości katarskiej piłki bardzo ważnym. A dla szkolenia dużo ważniejszym niż PSG. Paryż jest Katarczykom potrzebny, by narobić rabanu na wielkiej scenie, obłaskawiać prezydentów państw, na kryzysy dyplomatyczne odpowiadać kupowaniem Neymara. A Eupen jest potrzebne, żeby robić swoje po cichu.

W 2012, a więc rok po katarskim przejęciu Paris Saint Germain, delegacja z Aspire Zone Foundation zjechała do Belgii, by za te same państwowe pieniądze, z których budowano Aspire Academy i jej filię w Senegalu, kupić niepozorny klub z belgijskiej drugiej ligi: KAS Eupen. KAS jest skrótem od Königliche Allgemeine Sportvereinigung, bo w tej części Belgii mówi się po niemiecku.  KAS miało w chwili przejęcia około 4 miliony euro długu. Ale co to jest dla Aspire Zone Foundation, zwłasza gdy przejęcie otwierało takie perspektywy: możliwość oswajania z europejską piłką tych uczniów Aspire, dla których akademia stała się już za mała. Do tego oswajania ich w lidze która ma bardzo liberalne przepisy dotyczące obcokrajowców, w kraju którego paszport można dostać już po trzech latach mieszkania w nim, i zostać obywatelem Unii Europejskiej.  Do tego można się porozumieć po francusku, a wielu uczniów Aspire jest rekrutowanych z Afryki frankofońskiej.

Aspire Football Dreams: program charytatywny, czy kaptowanie nieletnich?

W reprezentacji Kataru są dziś sami piłkarze z krajowej ligi, nazwanej kiedyś szumnie Qatar Stars League. Ale kilku piłkarzy  miało epizody w europejskich klubach, dokąd byli wypożyczani, by się uczyć w drużynach młodzieżowych (zwłaszcza klubów hiszpańskich), albo by próbować już sił w dorosłej piłce. Staż w KAS Eupen to oczywisty przystanek na tej drodze. Z jedenastki która pokonała Szwajcarów, trenowali w Eupen Akram Afif, Abdul Karim Hassan, Assim Madibo.  Tarek Salman był na stażach w Hiszpanii, Almoez Alli w Hiszpanii i Austrii, Afif oprócz KAS był też w klubach hiszpańskich. Ale KAS to też przystań dla tych piłkarzy z Aspire , których ściągnięto tam z całego świata, i którzy nawet jeśli nigdy nie zagrają dla Kataru, bo nie spełnią wymogów naturalizacji, to zapracują na markę Aspire i Kataru. Katarczycy przedstawiają program Aspire Football Dreams jako przedsięwzięcie charytatywne, odmieniające życie młodych ludzi z biednych rejonów świata. Przeciwnicy tego programu mówią o kaptowaniu nieletnich. Bo piłkarze byli przenoszeni do Aspire z Afryki, Ameryki Południowej i Azji do Kataru na długo przed pełnoletnością. Niektórzy już jako  trzynastoletnie dzieci, niektórzy później. Jeden z tych chłopaków, ściągnięty do Kataru gdy miał 16 lat, ma już za sobą pokonanie Polski w mundialu: boczny obrońca Senegalu Moussa Wague, który przeszedł przez Aspire, przeszedł przez KAS Eupen, a ostatniego lata został wytransferowany do Barcelony. Przed nim z Eupen do Barcelony B trafił Diawandou Diagne. Ale to był jednak piłkarz innego formatu niż Wague.

Portugalia - Polska. Szczęsny: Kac po mistrzostwach świata niedługo minie

Jeden KAS to za mało. Katarczycy kupili też klub w Hiszpanii

Od przejęcia CAS Eupen przez Katarczyków minęło sześć lat, KAS Eupen jest dziś jest w pierwszej lidze belgijskiej, ma za trenera słynnego Claude’a Makelele, i coraz trudniej o miejsce w kadrze tego klubu dla absolwentów Aspire. Dlatego Katarczycy kupili w międzyczasie jeszcze jeden klub trampolinę: Cultural Leonesa z hiszpańskiej trzeciej ligi. A z kolei Cultural Leonesa użyczyła w imieniu Katarczyków sztabu szkoleniowego innemu klubowi z hiszpańskiej prowincji, Atletico Astorga.  W Leonesie ćwiczył np. Almoez Ali. W Atletico Astorga Tarek Salman.

– Chcemy wychowywać najlepszych na świecie. I potrzebujemy do tego swojego klubu – tłumaczył w 2012 zakup KAS Andreas Bleicher, wówczas odpowiedzialny w Aspire za program Football Dreams. Ale Football Dreams z czasem stało się największym na świecie programem wyszukiwania piłkarskich talentów, Katar wydał na niego  ponad 100 milionów dolarów, tylko w pierwszym roku w ramach Aspire Africa przetestowano blisko pół miliona piłkarzy z siedmiu krajów, a w następnych latach przetestowanych piłkarzy uzbierało się kilka milionów, z 17 krajów. I jeden KAS to już było za mało. Doktor Bleicher, były szef ośrodka przygotowań olimpijskich w Leverkusen, do prowadzenia KAS sprowadził  Christoph Henkela, byłego szefa akademii piłkarskiej FC Koeln, potem pojawił się tam też Josep Colomer jako dyrektor sportowy. Na zarzuty o kaptowanie młodych, o przygotowywanie gruntu do naturalizacji przyszłych kadrowiczów z dalekich stron świata, wszyscy zaangażowani w projekt odpowiadali zawsze: nikogo nie kaptujemy, odmieniamy życie młodych ludzi. Jeśli będą chcieli zostać Katarczykami, czemu nie. Ale już samo to że są w akademii wymagającymi partnerami treningowymi dla przyszłych katarskich reprezentantów jest bardzo cenne. Doktor Bleicher już przy przejmowaniu KAS Eupen mówił: „Ja bym nie stawiał pieniędzy na to, że Katar odpadnie w mundialu na własnych stadionach już w rundzie grupowej”. Dziś, na cztery lata przed mistrzostwami, coraz trudniej jest takie deklaracje wyśmiać.

Więcej o:
Komentarze (6)
Jak po cichu nadmuchać Katar
Zaloguj się
  • swerd

    Oceniono 1 raz 1

    jaka szwajcaria jak tam albańczycy i jugole grają

  • grundol1

    Oceniono 1 raz 1

    Mikroskopijna, ale w miarę zamożna Islandia pokazała, że szkoleniem można wejść prawie na sam szczyt.

  • diesel_poznan

    Oceniono 1 raz -1

    Ironizując na temat tytułu "Katar na MŚ u siebie może być mocny!" - dla polskiej reprezentacji na pewno!

  • boliver

    Oceniono 5 razy -5

    Dziennikarzyny,, to bylo dawno temu,,

    Wczoraj szwajcarzy rozniesli w strzepy below,,

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX