Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rozwój był na zakręcie. Znów pomogła zaradność działaczy, Milik i dobra wola Napoli. Przyszłość klubu jest jednak niepewna

Rozwój Katowice do II ligowych rozgrywek miał nie przystąpić. Brakowało pieniędzy. Nie było zawodników. Ratunkiem znów okazała się zaradność działaczy i... Arkadiusz Milik. Na rękę poszło też Napoli. Ekipę zmontował mający własne problemy zdrowotne Marek Koniarek. Udało się, bo Rozwój ma zdolną młodzież. 16-latkowie w seniorskiej drużynie to jednak próba gaszenia pożaru. Do końca roku nic tu nie wybuchnie, ale potem?

Sprzed bram stadionu przy Zgody 28 w Katowicach, wszystko wygląda normalnie. Zawodnicy powoli schodzą lub zjeżdżają się na trening. Przed budynkiem wita nas rzecznik, informuje, że trener za moment się pojawi. W środku kręcą się jego asystenci. Korytarzem przemyka wiceprezes. Prezesa spotkać nie mogliśmy, bo klub go wtedy nie miał. Pomieszczenia Rozwoju Katowice do ogromnych nie należą. „Dzień dobry” od razu można powiedzieć tu właściwie wszystkim. Do normalnego funkcjonowania kilku osobom na etacie i sztabowi szkoleniowemu, to w zupełności wystarcza. Z drugiej strony normalne funkcjonowanie jest tu pojęciem względnym.

Od pożegnania jeden krok i znów Milik

Niewiele brakowało by w tym sezonie Rozwój nie przystąpił do rozgrywek II-ligi. Rozgrywek, o które bił się przez 34 mecze poprzedniego sezonu. Utrzymanie zapewnił sobie zresztą w ostatniej serii gier. Brawa kibiców wybrzmiały, radość minęła i szybko trzeba było wrócić na ziemię. Z klubem pożegnało się ponad 20 zawodników. W żadnym innym drugoligowcu nie było takiego ich odpływu. Z Rozwoju odszedł m.in. znany z gry w ekstraklasie, kapitan drużyny Grzegorz Fonfara. Ekipa straciła jeszcze kilku doświadczonych graczy.  Trudno było łatać dziury w składzie przy pustej klubowej kasie.

 - Każdy klub, który szuka pieniędzy ma trudny moment. My na pewno taki mamy. Powoli sobie to jakoś ułożyliśmy. Do końca roku powinno być dobrze, dalej zobaczymy – nie ukrywał Sławomir Mogilan, wówczas wiceprezes zarządu Rozwoju. Oficjalnego prezesa klub długo nie miał. Po tym jak w wakacje po 2,5 roku działalności z drużyną pożegnał się Zbigniew Waśkiewicz na stanowisku był wakat.

- To była ciągła walka o to, by domknąć budżet i przetrwać. Na dłuższą metę tak się nie da. Ja pracowałem społecznie, nie brałem za to ani grosza. Któregoś dnia stwierdziłem, że kosztuje mnie to za dużo zdrowia i emocji - wyjaśnia nam Waśkiewicz. Z klubu odchodził już w momencie, w którym pieniądze na rundę jesienną się znalazły.

Pomógł... Arkadiusz Milik, a właściwie euro, które klub czerpie z jego przejścia do Napoli. Co prawda nieco ponad 2%, które Rozwojowi należy się od Włochów za wyszkolenie gracza, było rozłożone na cztery raty. Ostatnia przypadała na marzec 2018 roku, ale sprytni katowiccy działacze poprosili w Neapolu, by tę transzę przyspieszyć. Gra toczyła się o niemałą stawkę. 2 procent z 32 mln euro to około 640 tysięcy euro. Jedna czwarta z tej kwoty w przeliczeniu na polską walutę to 670 tysięcy złotych. Włosi problemów nie robili. Milik jeszcze raz uratował klub. Już wcześniejsze procenty z jego transferów pozwalały przetrwać. Czasem były nawet dość niespodziewane. 

- Kiedyś była nawet taka sytuacja, że zgłosił się do nas sam Ajax i powiedział, że przeleją nam dodatkowo kilkanaście tysięcy euro bonusu za transfer Milika, za występy w jakichś rozgrywkach. Myśmy nawet nie mieli świadomości, że należą nam się jeszcze jakieś pieniądze – przypomina sobie Waśkiewicz.

Sponsorzy? To nie tu

Wpływy z Napoli, własne kontakty, drobni partnerzy, skromna dotacja z miasta – zera w excelu powoli zaczęły znikać. Chociaż wpływy rokrocznie były mniejsze. Kiedyś samo miasto przekazywało klubowi 800 tysięcy złotych. Po awansie do I Ligi paradoksalnie było to już tylko pół miliona. Teraz jest to podobna kwota. Przy 6 milionach dla GKSu Katowice, nie robi to dobrego wrażenia. Zresztą w 1. lidze Rozwój mierzył się z całą Polską z  milionem w portfelu. Mniej nie miał chyba nikt.

Klub wspierany kiedyś przez Kopalnię Wujek, a później KHW, teraz na konto kompanii pieniądze wpłaca sam. Środki pozyskiwane od sponsora były bowiem mniejsze niż koszty wynajmu od niego boiska. O innych darczyńców raczej trudno. 

- Sponsorzy? Grając w Katowicach należy się pogodzić z tym, że sponsorzy idą do GKSu. To z jednej strony jest zrozumiałe. Poza tym na Śląsku jest cała masa klubów. My już dawno zrozumieliśmy, że na dużego sponsora szans nie mamy – wyjaśnia Waśkiewicz.

Klub środkami zawsze stara się gospodarować oszczędnie. Podpisuje takie umowy na jakie go stać. Nikt nie che tu powtórki z Bytomia. Polonia spadła z II ligi, narobiła długów, nie popłaciła zawodnikom i klub zlikwidowała. Potem powołano nową drużynę i przywrócono nazwę. - To draństwo – słyszymy tylko w komentarzu.

Tłumy na trampkarzach i młodzież w pierwszej drużynie

Wracając do łatania dziur w składzie – skoro pieniądze już były można było starać się skompletować drużynę. Do Rozwoju przychodzili kolejni piłkarze. - Ściągnęliśmy z 10 zawodników trochę starszych. Na bazie 10 osób trudno zbudować jednak mocny zespół – tłumaczy Mogilan. Sięgnięto też po własną młodzież.

- Do gry weszli chłopy 16-letni. Od juniora do seniora, to był dla nich duży przeskok. W tamtym roku w ogóle nie było ich w kadrze. Nie mieliśmy innego wyjścia– mówi trener zespołu Marek Koniarek. - Dają sobie radę - dodaje.

Rozwój na tej płaszczyźnie  jest ewenementem. Na szczeblu centralnym ze świecą szukać drugiej drużyny, która regularnie gra mecze chłopakami w wieku gimnazjalnym. Siłą rzeczy znalazło to przełożenie w systemie Pro Junior System. To program prowadzony przez PZPN. Kluby dostają w nim punkty za występy młodzieżowców i wychowanków w drużynie seniorskiej. Chodzi o piłkarzy do lat 21. Rozwój jest w nim na trzecim miejscu. Tyle, że od prowadzącej Siarki młodzieżowców ma młodszych.

-Jeśli w każdym meczu gra u nas trzech chłopaków którzy nie skończyli 17 lat, no to widać z czym się mierzymy. Za dwa lata, kiedy ci chłopcy będą starsi, nabiorą doświadczenia, będzie lepiej. To na prawdę utalentowani zawodnicy. Będą wzmocnieniami, tylko musi trochę minąć – mówi z nadzieją Mogilan.

Nadzieją może być też narybek Rozwoju i to co dzieje się w najmłodszych rocznikach. W trampkarzach klubu ćwiczy ponad 300 dzieciaków. - Czasem to już nawet nie ma jak przyjmować nowych, bo mamy ograniczoną liczbę boisk – słyszymy w klubie.

Kolejka chętnych, by być nowymi Milikami cieszy. Mogilan uważa to za wyraz dobrego szkolenia i uznania.  - Ktoś kto trenuje tu 10 lat, robi to nie dlatego, że kiedyś grał tu Arek, tylko dlatego, że mu się tu podoba. Oczywiście jak ktoś zajrzy do nas, z powodu Milika, to też się z tego ciszymy. Myślę, że za moment będziemy mieć jego następców, których chcielibyśmy wypuścić w Polskę, a może i dalej, by też odnosili sukcesy. Nie możemy żyć tylko Arkiem Milikiem – tłumaczy Mogilan. Warto dodać, że kilku kolejnych wychowanków Rozwoju już wypływa na szerokie wody.

Przemysław Szymiński w te wakacje trafił do Palermo. Kiedyś w Katowicach grał z Milikiem. Podobnie zresztą jak Konrad Nowak, który ma kontrakt z Górnikiem Zabrze. Pech chciał, że niedawno drugi raz zerwał więzadła w kolanie. Milik sfinansował operację kolegi w klinice w Rzymie. Miły gest. Zresztą sytuacja klubu cały czas jest reprezentantowi Polski znana. 

- Arek śledzi nasz każdy mecz w internecie. Często dzwoni, rozmawiamy. On dalej jest dla tego klubu bardzo bliską osobą – mówi nam Mogilan.

- Dużo pomaga. Przywozi chłopakom sprzęt, buty. Jak tylko może zagląda na młodzieżowe treningi Rozwoju – dodaje Waśkiewicz.

Król strzelców z boku

Od czerwca tego roku trenerem Rozwoju jest Marek Koniarek, były reprezentant Polski i król strzelców najwyższej klasy rozgrywkowej. To też osoba blisko związana z drużyną. Był tu dyrektorem sportowym, działaczem, niegdyś także szkoleniowcem, w sumie cztery razy. To on awansował z drużyną do I ligi. Na dalszą pracę w klubie nie pozwoliło zdrowie. Miał ropień w nodze. Praktycznie nie mógł chodzić. Przeszedł kila operacji. Teraz jest trochę lepiej chociaż leczenie trwa dalej. Kolejny poważny zabieg, przesunął na koniec rundy, lekarz się zgodził. 

Formą oderwania się od własnych problemów jest właśnie praca w Rozwoju. Korków nie założy i piłki nie kopnie, ale całe zajęcia zaplanuje, a potem stanie z boku, podpowie, dopilnuje, krzyknie. Więcej biegania mają jego asystenci - Rafał Bosowski i Michał Majsner.

- Ciężko jest człowiekowi, które całe życie się ruszał stanąć z boku i tylko patrzeć. Brakuje tego fizycznego zmęczenia. Widać to ciężki rok dla nas wszystkich – mówi nam Koniarek.

Rozwój radzi sobie jak może, rywalizując m.in. z Wartą Poznań, ŁKSem, Olimpią Elbląg w tabeli jest tuż nad strefą spadkową. Klubowa Przyszłość do końca roku jest zabezpieczona. Co będzie dalej? Trener Koniarek sparingi przed rundą rewanżową planuje. Pytanie tylko kim lub czy w ogóle Rozwój w nich zagra?

Więcej o:
Komentarze (6)
Rozwój był na zakręcie. Znów pomogła zaradność działaczy, Milik i dobra wola Napoli. Przyszłość klubu jest jednak niepewna
Zaloguj się
  • darrek11

    Oceniono 2 razy 2

    Wlasnie z takich malych lokalnych klubow wychodza najwieksze talenty. Szkoda, zeby Rozwoj mial podzielic los wielu takich malych klubow.

  • Sebastian Paw

    Oceniono 1 raz 1

    Dostali od losu kasę za Milika.Nic nie zrobili na stadionie,kasę przejedli.Jeden Milik przez 80 lat to trochę słabo.Pchanie się do I ligi pogrążyło ten klub.Klub bez kibiców i bez infrastruktury.Klub nikomu niepotrzebny.Ale mimo to trzymam kciuki może jakiś sponsor.

  • a.k.traper

    Oceniono 1 raz -1

    Jest tyle dyscyplin w których można się realizować a tu się pchaja na kopaczy, z których większośc kariery nie zrobi a sporo się zmarnuje w życiu.

  • 1234qwerty

    Oceniono 1 raz -1

    Takie właśnie kluby szkolące młodzież powinny dostawać kasę. Bo to jest narybek dla większych i reprezentacji no ale na wszystko jest a na to nie ma.

  • y.woodoo

    Oceniono 1 raz -1

    Slunskie pieruny za malo dostaja zasilkow od rzadu by wspomoc sport na swoim podworku. ledwo starcza na flaszke i krupniok na zimno.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX