Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Studiowanie futbolu, kompromis z manią wielkości i talent, który bez pracy nic nie znaczy. Ronaldo znów osiągnął swój cel

- Zapytałem go czy chce być najlepszym piłkarzem świata? Potwierdził, choć wiedziałem co ma w głowie - wspominał kiedyś Rene Meulensteen, jeden z dawnych trenerów Cristiano Ronaldo. Portugalczyk drugi rok z rzędu osiągnął swój cel i odebrał nagrodę dla Piłkarza Roku FIFA. To nie tylko wynik uznania dla jego tytułów, ale efekt konsekwentnie realizowanego planu i tytanicznej pracy.

Było lato 2007 roku. Ronaldo był wykluczony z trzech kolejnych meczów Manchesteru United. Czasu dla siebie miał trochę więcej. Oczywiście pożytkował je na treningi. Ćwiczył razem z Rene Meulensteenem, ówczesnym asystentem Alexa Fergusona. To był człowiek o niesamowitym podejściu do zajęć, nazywany przez Robina van Persiego  "jednym z najlepszych fachowców na świecie". Z tymi słowami pewnie zgodziłby się też CR7.

 Studiowanie futbolu

- Zapytałem go czy chce być najlepszym piłkarzem na świecie? Potwierdził, choć nie musiał odpowiadać. Wiedziałem co ma w głowie – wspominał  Meulensteenem na łamach „Daily Telegraph”. Panowie przynajmniej jasno zdefiniowali swój cel. To zresztą był element filozofii trenera. - Badania pokazują, że ludzie którzy mają jasno określone cele, częściej cieszą się z sukcesów niż ci, którzy takich celów sobie nie stawiają – wyjaśniał szkoleniowiec.

By być najlepszym napastnik musi strzelać gole. Asystent Fergusona na zajęciach z Ronaldo starał się uczyć go myślenia, przewidywania, analizowania i dobierania odpowiednich środków, by piłka częściej wpadała do bramki. Ćwiczyli więc różne scenariusze w polu karnym, ale system zachowania zawsze był podobny. Ronaldo miał odpowiedzieć sobie na cztery proste pytania: Gdzie jestem? Skąd przyjdzie piłka? Gdzie jest bramkarz? Gdzie jest bramka? Z czasem ta analiza stawała się automatem, a doradcą była podświadomość.

Meulensteenem zresztą wymyślał Portugalczykowi różne ćwiczenia. Dzielił pole karne na części i i wraz z nim sprawdzał w jakich strefach, jakie wykończenia akcji są skuteczniejsze. Razem badali też zachowania bramkarzy. Ich reakcja na dany ruch, włączała najbardziej efektowny, program strzelenia gola.

To było raczej studiowanie piłki niż zwykłe treningi. Holender przesuwał też granice Ronaldo. 23 strzelone w jednym sezonie gole zamieniały się na 42 trafienia w kolejnym. Portugalczyk z artysty od pięknych bramek, stawał się maszyną do ich zdobywania. - Zrozumiał, że gole perfekcyjne i zwyczajne mają taka samą rangę – tłumaczył trener.

Nauka nie poszła w las. W sezonie 2007/08 Ronaldo zdobył mistrzostwo Anglii, wygrał Ligę Mistrzów i pierwszy raz dostał nagrodę Piłkarza Roku FIFA oraz zgarnął Złotą Piłkę „France Football”.

Kompromis z manią wielkości?

Chociaż Ronaldo od zawsze kojarzony był z osobą przesadnie dbającą o swój wizerunek to ci którzy go znają, nie oceniają go jako narcyza czy wpatrzonego w siebie egoistę, ale osobę z wielkim sercem. Nażelowane włosy, utleniona grzywka, kolczyk w uchu, biżuteria, to tylko jedna strona Cristiano. - On zawsze był  chłopakiem z Madery, który nigdy nie zapominał skąd się wziął. Dostawał setki listów z prośbą o wsparcie operacji chirurgicznej, zapłacenie kredytu bankowego, pomoc dla bezrobotnego i dużo tych próśb spełniał. Wydał wielkie pieniądze na pomoc osób, których nawet nie znał – wspominał dziennikarz „Asa” i jego kolega Manu Sainz. O swej pomocy mówić nie lubił. Kibice i tak bardziej odbierali go jako boiskowego aroganta i pępek świata. Sam sobie na to za zapracował. - Wydawało się, że szuka blasku reflektorów, by powiedzieć wszystkim: „Zobaczcie jaki jestem wspaniały” - relacjonował Meulensteen, który starał się pracować, by na to miano zawodnik pracował swoją grą, a nie gestami czy sposobem bycia. Trener prezentował mu zatem nagrania wielkich sportowych nazwisk z Pele czy tenisistami Borgiem i Federerem na czele. Radził, by grał w piłkę tak jak oni grali w tenisa, na chłodno. „Jeśli piłkarz gra dla drużyny, to drużyna będzie grała dla piłkarza” - miała brzmieć nowa maksyma Portugalczyka. Pewnie coś z tego w jego głowie zostało. A może ze swoją manią wielkości poszedł tylko na mały kompromis?

1000 pompek, 3000 brzuszków? Mity, ale tytanem jest

Ci, którzy z nim pracowali, lub po prostu go znali, jednej rzeczy nigdy nie mogli mu zarzucić. Tego, że do sukcesów i piłkarskiego geniuszu doszedł tytanicznym wysiłkiem. „To ktoś kogo podziwiam.  Nawet jeśli wiele osób twierdzi, że on jest najlepszy, to on się tym nie zadawała, tylko wciąż podnosi swoje umiejętności”. Takie słowa w ustach Gerarda Pique, gracza Barcelony, mają swoją wymowę. Ronaldo zawsze najwięcej wymagał od siebie. Nawet jeśli wracał z meczu wyjazdowego, to i tak zawsze zaglądał do centrum treningowego Valdebebas. Godzina ćwiczeń, rozciąganie mięśni i zanurzenie nóg w lodzie – to było niemal rytuałem. - Odnowa biologiczna jest dla mnie nawet ważniejsza niż treningi. Muszę być w topowej formie i wydłużać moją karierę jak się tylko da – tłumaczył wtedy w dzienniku „AS”, będąc jeszcze przed trzydziestką. 

Tych ćwiczeń u Ronaldo jest sporo. Właściwie to jego tydzień składa się z zaplanowanych od rana do wieczora zajęć. Jedyną przerwą od żmudnej roboty są... mecze. Zwykły dzień nie ma wiele wspólnego z bajecznym życiem gwiazdy.

Po wczesnej pobudce i zaplanowanym przez dietetyka śniadaniu, Portugalczyk ma pół godziny joggingu, potem ćwiczy sprinty. Po nich zwykle jedzie do klubu, na trening z zespołem. Po zajęciach z piłką dodatkowo udaje się na siłownię i trenuje poszczególne partie ciała. Je obiad. 

Wraca do domu, a jeszcze przed kolacją dorzuca sobie pompki i brzuszki. Wiadomości o tym, że skłonów miałby robić 3000 można między bajki włożyć. Sam przyznał kiedyś, że robienie więcej niż 300 brzuszków mija się z celem, bo jest niekorzystne dla pleców. 1000 pompek to też mit, choć pewnie oddalony od rzeczywistości tylko o kilka długości. W każdym razie ćwiczenia fizyczne są dla niego kluczowe. Gdy w Realu pojawił się Karim Benzema, Ronaldo wziął go na bok. -Musisz wyrzeźbić swoją sylwetkę, nawet jeśli tego od ciebie nie wymagają. Tu jest inny poziom. By osiągnąć sukces musisz pracować więcej niż inni – doradził Francuzowi. Benzema nie zdradził czy coś odpowiedział koledze. Ronaldo raczej nie przekonałby go do swojego dość ascetycznego trybu życia. Portugalczyka raczej nie robi wypadów na miasto, nawet na kolacje. Nie spożywa alkoholu, nie pali papierosów. Po meczach często lubi dłużej być sam. Jak opisuje jego matka „siedzi sobie w ciszy”. Spać chodzi wcześnie. Wieczór przed każdym meczem pije herbatę z miodem lub mleko i bierze 20-minutową gorącą kąpiel. To cały przepis na sukces, mistrzostwa i coroczne nagrody. Pewnie trochę wyidealizowany, ale główne punkty tej recepty są prawdziwe. Jak sam mówi „talent bez pracy nic nie znaczy”.

Ronaldo jest na topie niemal od 10 lat. Na pytanie, zadawane już nie przez Meulensteena, a dziennikarzy dalej odpowiada tak samo. Dalej chce być najlepszy. W 2017 roku był faworytem do zgarnięcia nagrody FIFA. Mistrzostwo Hiszpanii, wygrana Liga Mistrzów i piąta korona jej króla strzelców – to wszystko ma swoją wymowę. Czas żniw się jeszcze nie skończył. W grudniu „France Football” przyzna „Złotą Piłkę”. Ronaldo nie może narzekać, że tygodnik odłączył się od plebiscytu FIFA i ponownie sam przyznaje prestiżowe wyróżnienie. Dwie nagrody zawsze cieszą bardziej niż jedna.

Kylian Mbappe z tytułem "Złotego Chłopca"

Więcej o:
Skomentuj:
Studiowanie futbolu, kompromis z manią wielkości i talent, który bez pracy nic nie znaczy. Ronaldo znów osiągnął swój cel
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX