Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lokomotywa pierwsza na mecie. Maciej Rybus mistrzem Rosji!

Gdy Maciej Rybus przechodził do Lokomotiwu po dość rozczarowującym epizodzie w Lyonie, na pewno nie spodziewał się, że scenariusz tak się potoczy. Zresztą, w kraju gospodarzy najbliższego mundialu, nikt nie odważyłby się obstawić triumfu mniej znanego moskiewskiego klubu. A jednak, po wygranej nad Zenitem 1:0, stał się on faktem. Lokomotiw podążył wydeptaną przez Spartak ścieżką i całkowicie zasłużenie może cieszyć się największym sukcesem, po raz pierwszy od 2004 roku.

Długa droga na szczyt

Lokomotiw, na własne życzenie, wydłużył sobie drogę po mistrzostwo. W trzech poprzednich spotkaniach wywalczyli jedynie dwa punkty, remisując bezbramkowo z Ufą, Achmatem i przegrywając z Krasnodarem na wyjeździe. Drużyna z Moskwy poległa po bramkach Fiodora Smołowa i fatalnych błędach na środku obrony, które nie miały prawda przydarzyć się na takim etapie. Być może faktycznie presja i deptanie po piętach przez Spartak, wywołało niepotrzebne rozproszenie. W tym momencie najważniejsza jest dobre strona tej sytuacji - dzięki tej porażce Lokomotiw może cieszyć się z osiągnięcia celu z własnymi kibicami, na własnym stadionie. Co ciekawe, jedynego gola strzelił Eder, który błysnął tak jak na Mistrzostwach Europy w 2016 roku. Wtedy jego trafienie zapewniło złoto Portugalii, dziś moskiewskiej Lokomotywie.

Warto podkreślić, że poprzedni sezon przyniósł Lokomotiwowi dopiero ósme miejsce w tabeli. Jednak wtedy, klub Jurija Siomina, po istotnej rewolucji w zarządzie, która miała zakończyć posuchę w trofeach, wykonał "plan minimum" i zapewnił sobie awans do pucharów tylnymi drzwiami - po pokonaniu jekaterynburskiego Urału w finale rozgrywek o Puchar Rosji, zdobył bilet na podróż do Ligi Europy. Ta przygoda była dość udana - wyeliminowali francuskie Nice w 1/16 finału, a ich przygoda zakończyła się dopiero po starciu z gigantem jakim jest Atletico. W lidze pokazali taką samą klasę. Oprócz zebrania odpowiedniej liczby punktów dających koronę, mogą bezsprzecznie nazywać się królami Moskwy - w bezpośrednich sześciu starciach z pozostałymi drużynami ze stolicy, wygrali cztery razy i zapewnili sobie dwa remisy, zdobywając przy tym szesnaście goli. Stracili ich jedynie sześć.

Mistrz taktyki

Drużyna Jurija Siomina pokazała się jako jedna z najlepiej ułożonych mentalnie i taktycznie ekip rosyjskiej ligi, zdecydowanie jednak silniejszą w grze z kontry, aniżeli w pojedynkach z ultradefensynymi drużynami. Nie zmienia to jednak faktu, że grając standardowo 4-2-3-1 (wielokrotnie też systemem z trzema obrońcami) pokazywali dynamiczne zagrania, zaś ofensywni zawodnicy, tacy jak Farfan czy Aleksiej Miranczuk, często wymieniali się stronami i perfekcyjnie szukali sobie miejsca, by wyprowadzić w pole obrońców przeciwnika. Siomin, który z kilkoma przerwami, prowadzi drużynę Lokomotiwu od 1986 roku, wygląda może staroświecko i wręcz niepozornie, ale mimo siedemdziesiątki na karku, ma umysł otwarty na nowoczesny futbol. To zdecydowanie typ motywatora, który miał przed meczami mówić piłkarzom o tym, by "grali sercem", dla kibiców, którzy coraz tłumniej przychodzili na stadion. Znakomicie czyta grę, często dokonywał zmian tuż po pierwszej połowie, by błyskawicznie poprawić to co zgrzytało w danej formacji. To pozwalało na prawdziwe powroty i diametralną zmianę przebiegu gry. Tak było chociażby w pojedynku ze wspomnianą Niceą, gdy wpuszczając na boisko Farfana i Rybusa, przechylił szalę zwycięstwa na moskiewską stronę.

Polski pierwiastek i bliźniacza kreatywność

To, że Rybus czuje się w Rosji jak ryba w wodzie nie jest tajemnicą. Po udanym czasie w Tereku Groznym nasz reprezentant stał się ważną postacią innej rosyjskiej drużyny. Co prawda, początki nie były łatwe, obrońca początkowo odgrywał niewielką rolę w zespole - miał problem z drobnymi lecz uciążliwymi kontuzjami, które nie pozwalały na złapanie rytmu meczowego. W pierwszej części sezonu rozegrał jedenaście spotkań z czego tylko osiem w wyjściowym składzie, co dało 745 minut na boisku (najmniej z wszystkich reprezentantów grających w Rosji). Od marca, tj. od wznowienia sezonu po zimowej przerwie, Rybus znów miał możliwość pokazania klasy. Stał się kluczowym zawodnikiem, pokazywał charakter, boiskową inteligencję czy determinację. Świetne komunikował się z partnerami z defensywy, w czym pomagała mu także znajomość języka. Zwykle grał na lewej obronie jednak szkoleniowiec wystawiał go kilkukrotnie także i po drugiej stronie boiska, jak chociażby w prestiżowym meczu z Atletico w Lidze Europy. Często utrzymywał celność podań na poziomie nie niższym niż 90%.

Bardzo ważnymi ogniwami w drużynie Rosjanina byli też bliźniacy Miranczuk. Swego czasu odrzuceni przez Spartak z powodu, jak uznali, braku odpowiednich warunków fizycznych, zasłużyli na niezwykłe zaufanie od Siomina. Lewonożny Aleksiej nie raz pokazał, że cechuje go dobry przegląd pola czy przyspieszenie pozwalające na rozpracowanie defensywy rywala. To też zawodnik uniwersalny, który potrafi szybko przystosować się do nowej pozycji. Co prawda, wiele ma do poprawy - m.in. skuteczność i neutralizacja dopadającej go czasem dekoncentracji, ale to wciąż przyszłość reprezentacji i być może materiał na eksport. Jego brat, Anton, wykazuje się także nie lada kreatywnością, która pozwalała na zawiązanie akcji ofensywnych przez Lokomotiw.

Peruwiańska maszyna

Na sukces piłkarskiego kopciuszka złożyły się także znakomicie wykorzystywane stałe fragmenty gry wykonywane przez Manuela Fernandesa, dyrygowanie środkiem pola przez Igora Denisowa oraz zmysł defensywny Krwilkwelii, ale jednak najważniejszą postacią Lokomotiwu był człowiek, który w bieżącym sezonie mógł cieszyć się prawdziwą eksplozją formy. Jefferson Farfan, bo o nim mowa, nie tylko zaprowadził swoją reprezentację na mundial, ale też był prawdziwą gwiazdą tego sezonu. Warto uwzględnić fakt, że Peruwiańczyk to pierwszy zawodnik Lokomotiwu, który w ostatnich czterech sezonach przekroczył barierę dziesięciu bramek w lidze. Oczywiście komfortowe warunki, zaufanie trenera czy boiskowa nić porozumienia z kolegami, miały na to największy wpływ. Ale być może zadziałała też zasada, która mówi, że dobro wraca. Piłkarski los zaczął się do niego uśmiechać odkąd, wraz z kolegą z drużyny Arim, pomógł ofiarom wypadku samochodowego, do którego doszło na trasie A2 niedaleko Tuły. Jedną z poszkodowanych była kobieta w ciąży, która dzięki zainteresowaniu zawodników szybko uzyskała medyczną pomoc.

Walka o Ligę Mistrzów

Lokomotiw zapewnił sobie udział w najbardziej prestiżowych piłkarskich rozgrywkach, ale wciąż nie jest jasne kto dołączy do tego zacnego grona. Po dzisiejszym meczu Zenitu z Lokomotiwem jest już jasne, że klub z Petersburga może liczyć jedynie na Ligi Europy. O dwa kolejne miejsca, dające możliwość grę w Lidze Mistrzów, walczy jeszcze CSKA, Spartak oraz FK Krasnodar.

Więcej o: