Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Mateusz Wieteska: W Górniku stałem się pewniejszy siebie. Nie boję się rywalizacji w Legii [WYWIAD]

- Kiedy miałem 17 lat i wchodziłem do drużyny, chciałem się czuć jej pełnoprawnym członkiem, ale z pewnością takim nie byłem. Teraz jest inaczej. Zagrałem pół sezonu w pierwszej lidze, cały w ekstraklasie i wiem na co mnie stać. Mogę pomóc Legii - mówi obrońca mistrzów Polski, Mateusz Wieteska.

21-letni środkowy obrońca do juniorskich zespołów Legii trafił w 2010 roku z Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Już cztery lata później Wieteska awansował z rezerw do pierwszej drużyny. Henning Berg, wraz z trzema innymi młodymi piłkarzami, zabrał go na letni obóz przygotowawczy do Gniewina.

W rozgrywkach 2014/15 Wieteska zaliczył trzy występy w pierwszym zespole. Kolejne trzy dorzucił dwa lata później. Rundę wiosenną sezonu 2016/17 zawodnik spędził na wypożyczeniu w pierwszoligowym Chrobrym Głogów. Dobra postawa obrońcy spowodowała, że rok temu na wykupienie go z Legii zdecydował się beniaminek ekstraklasy - Górnik Zabrze.

Wieteska, podobnie jak cała drużyna Marcina Brosza, w poprzednim sezonie zaskoczył. Górnik awansował do europejskich pucharów, a 21-latek zdobył w lidze aż siedem bramek. Jego forma sprawiła, że latem tego roku, Legia zdecydowała się skorzystać z zapewnionej klauzuli pierwokupu. Wg nieoficjalnych informacji, mistrzowie Polski zapłacili za obrońcę około 500 tys. złotych.

Konrad Ferszter: Czy kiedy rok temu Legia sprzedawała cię do Górnika z opcją pierwokupu, spodziewałeś się, że do Warszawy wrócisz tak szybko?

Mateusz Wieteska: Nie.

Dlaczego?

- Nie liczyłem, że rok dobrej gry w Zabrzu wystarczy do powrotu do Warszawy. Ale się cieszę, że znowu tutaj jestem, że mnie obserwowano i zdecydowano na ściągnięcie z powrotem. To duże wyróżnienie.

Nie obawiałeś się, że twoja kariera w Warszawie skończy się tak samo, jak Bartłomieja Kalinkowskiego, Adama Ryczkowskiego czy Roberta Bartczaka? Oni jechali z tobą na pierwszy seniorski obóz w Legii za kadencji Henninga Berga [lato 2014 roku], a dzisiaj w klubie ich już nie ma.

- Szczerze? Obawiałem się, że to może się tak skończyć. Z drugiej strony wiedziałem, że muszę dać od siebie dwa razy więcej, by udowodnić sobie i otoczeniu, że stać mnie na grę na wysokim poziomie. Wypożyczenie do Chrobrego Głogów i zeszły sezon w Górniku pokazały, że mogę dawać drużynom wiele dobrego. Teraz chciałbym udowodnić to też w Legii.

Kiedy dowiedziałeś się, że wracasz do Warszawy?

- Na początku czerwca. Zdążyłem pojechać na wakacje z przeświadczeniem, że przygotowania do sezonu zaczynam z Górnikiem. Aż pewnego dnia zadzwonił do mnie Ivan Kepcija i powiedział, że Legia zdecydowała się skorzystać z opcji pierwokupu.

Wraz z informacją o twoim powrocie do Legii pojawiły się też plotki, że klub może od razu sprzedać cię do Francji.

- Doszły do mnie takie słuchy i plotki, ale ja żadnych konkretów nie otrzymałem, więc nie zaprzątałem sobie tym głowy.

Nie wahałeś się, czy chcesz wracać do Legii?

- Nie. Każdy trenuje po to, by grać na jak najwyższym poziomie. Zdaję sobie sprawę, że o miejsce w składzie Legii będzie trudniej niż w Zabrzu, ale nie boję się rywalizacji. Na każdym treningu mogę nie tylko stawać się lepszym piłkarzem, ale też dawać trenerowi argumenty, by na mnie stawiał. Kiedy po raz pierwszy wchodziłem do szatni Legii, nastawiałem się przede wszystkim na naukę. Teraz przede wszystkim chcę grać.

Na razie jest ci o to łatwiej, bo treningi po mundialu dopiero rozpoczęli Michał Pazdan i Artur Jędrzejczyk.

- To klasowi i doświadczeni piłkarze, ale ja rywalizacji się nie boję. Ich powrót na pewno utrudni mi walkę o miejsce w pierwszym składzie, ale właśnie o to chodzi. Nie zapominajmy też, że co najmniej do końca wakacji meczów będzie dużo i trener będzie zmuszony do stosowania rotacji. Każdy będzie miał szansę pokazania się. Ja taką mam teraz i wiem, że jeśli ją zmarnuję, to na kolejną będę musiał długo pracować. Czas spędzony poza Warszawą dodał mi jednak pewności siebie.

Ta bardzo potrzebna jest w formacji 3-5-2, którą do Legii wdraża Dean Klafurić. Jak czujecie się w nowym ustawieniu?

- Z każdym dniem coraz lepiej. Ale pamiętajmy, że nad tym ustawieniem pracujemy dopiero od kilku tygodni i w tak krótkim czasie nie da się go perfekcyjnie opanować. Codziennie je trenujemy, ale też potrzebujemy meczów, by złapać niezbędne zachowania na boisku i poczuć się komfortowo. Efekty na pewno przyjdą, ale potrzebujemy jeszcze trochę czasu.

Miałeś wcześniej styczność z takim ustawieniem?

- Tylko raz, w reprezentacji Polski do lat 21, kiedy w takim ustawieniu rozegraliśmy mecz z Finlandią [el. ME U-21, wynik 3:3]

Czym dla środkowego obrońcy różni się gra systemem z trójką środkowych obrońców od klasycznego ustawienia z czwórką z tyłu?

- Kiedy gramy trójką, to skrajni stoperzy w znacznie większym stopniu odpowiadają za boczne sektory boiska. Przede wszystkim nie mogą się bać indywidualnych pojedynków. Różnica odczuwalna jest też w rozegraniu piłki - mamy po prostu więcej swobody. Stojąc szeroko w jednej linii mamy możliwość szybkiego rozciągnięcia gry, ale też więcej możliwości gry do przodu, którą daje nam ruch zawodników w drugiej linii.

W krótkim czasie stałeś się obrońcą uniwersalnym. W Legii grasz w ustawieniu z trójką z tyłu, gdzie zajmujesz pozycję półlewego stopera. W Górniku grałeś nie tylko na środku defensywy, ale też na jej prawym boku. To pomaga?

- Tak, bo dzięki nabytemu doświadczeniu żadnej pozycji się już nie obawiam. Wiem dokładnie, co mam robić na każdej z nich, na pewno nie mam mętliku w głowie.

Stałeś się obrońcą uniwersalnym, ale też bardzo skutecznym. W poprzednim sezonie strzeliłeś siedem goli, co było drugim wynikiem w ekstraklasie. Więcej bramek od ciebie zdobył tylko Michał Helik z Cracovii.

- Dobra passa trwa, bo wcześniej, w Chrobrym Głogów, strzeliłem trzy gole w jednej rundzie. Mam trochę szczęścia, bo piłka przy stałych fragmentach gry mnie szuka, ale to też efekt treningów, jakie wykonaliśmy przy dopracowywaniu rzutów wolnych czy rożnych. Sam też ćwiczyłem odpowiednie nabieganie na piłkę i uderzanie jej głową. Taka skuteczność mnie cieszy, bo zdobywanie bramek jest dodatkowym smaczkiem.

Górnik Zabrze - Zagłębie Lubin 2:2 Górnik Zabrze - Zagłębie Lubin 2:2 JAN KOWALSKI

Czy Klafuricia można porównać do Marcina Brosza, który prowadził cię w Górniku?

- Obaj dużą wagę przywiązują do taktyki i do indywidualnego sposobu poruszania się po boisku. To rzeczy, które w ich stylu pracy, do siebie są najbardziej podobne.

Po dobrej rundzie spędzonej w Głogowie, do Zabrza jechałeś z myślą o tym, że od razu będziesz zawodnikiem pierwszego składu?

- Nie. Spodziewałem się, że czeka mnie bardzo ciężka walka o miejsce w podstawowym składzie. Wchodziłem przecież do drużyny, która miała za sobą sukces w postaci awansu do ekstraklasy i liczyłem się z tym, że stabilizacja pozycji w zespole może trochę zająć.

Jak się później okazało, trener Brosz chyba od początku miał na mnie konkretny pomysł. Już na pierwszym treningu po podpisaniu kontraktu, grałem w teoretycznie silniejszym składzie. Miałem się zgrywać z zawodnikami, którzy mieli stanowić o sile zespołu. Od pierwszego dnia dostałem ogromne zaufanie i to mi pomogło, bo poczułem się pewniej. Nam wszystkim pewności siebie dodała też wygrana na inaugurację ligi z Legią [3:1]. Wtedy wszyscy zobaczyliśmy na co nas stać i że wykonana praca przynosi efekty.

Co było kluczem do sukcesu Górnika w poprzednim sezonie?

- Złożyło się na to wiele rzeczy, ale dwie najważniejsze, to świetny warsztat i praca trenera Brosza oraz doskonała atmosfera w zespole. Mieliśmy bardzo zgraną i otwartą drużynę, w której nowi piłkarze aklimatyzowali się nadzwyczaj szybko. Lubiliśmy się, nie było ani jednej chwili, w której poczulibyśmy się sobą zmęczeni, każdy tylko czekał na kolejny trening. Wielka w tym zasługa trenera Brosza, który poukładał drużynę, zaufał i dał szansę wielu młodym chłopakom, w tym mnie. Każdy z nas powinien być mu wdzięczny, bo trudno dziś znaleźć w ekstraklasie zespół, który w takim stopniu składa się z zawodników młodych i niedoświadczonych.

Górnik jesienią prowadził w lidze, do Warszawy na mecz z Legią przyjeżdżał jako lider, ale podobno w Zabrzu nikt nie nosił głowy wysoko, nikt nie wybiegał w przyszłość?

- To kolejny z elementów składowych naszego sukcesu. Nikt z nas nie kalkulował, nie patrzył na rywali, nie myślał, że dobrze by było, gdyby taka czy inna drużyna przegrała w danej kolejce. Koncentrowaliśmy się przede wszystkim na sobie i na naszych słabościach. Patrzyliśmy tylko na każdego kolejnego przeciwnika i to jemu i jego grze poświęcaliśmy uwagę. Skromność połączona ze świadomością własnych atutów oraz ciężka praca pozwoliły nam awansować do europejskich pucharów.

Co najbardziej zawdzięczasz trenerowi Broszowi?

- To, że stałem się lepszym i dojrzalszym zawodnikiem. Z pracy z nim zapamiętam przede wszystkim indywidualne rozmowy. Mieliśmy też mnóstwo odpraw dotyczących tylko gry obronnej - jak się przesuwać, jak kryć, jak wyprowadzać piłkę itd. Trener zwracał nam uwagę na nasze ruchy, pokazywał co robimy dobrze, a co wymaga natychmiastowej poprawy. Pewne rzeczy katowaliśmy do znudzenia, ale efekty ciężkiej pracy było widać na boisku.

W czym jesteś dzisiaj lepszy, niż przed rokiem?

- Przede wszystkim lepiej poruszam się po boisku. Trener Brosz szczególnie zwracał uwagę na ruch bokiem, by zawsze być możliwie jak najlepiej ustawionym do sytuacji. Wydaje mi się, że ten element poprawiłem najbardziej, ale to nie znaczy, że już wykonuję go perfekcyjnie.

Mówisz, że jesteś też pewniejszy siebie. A przecież na początku kariery w Legii bałeś się Tomasza Jodłowca.

- Na każdym młodym chłopaku wchodzącym do szatni pierwszego zespołu Tomek robił wrażenie, wzbudzał duży szacunek. Kiedy miałem 17 lat i wchodziłem do drużyny, chciałem się czuć jej pełnoprawnym członkiem, ale z pewnością takim nie byłem. Teraz jest inaczej. Zagrałem pół sezonu w pierwszej lidze, cały w ekstraklasie i wiem na co mnie stać. Mogę pomóc Legii.

Jak? Stawiasz sobie jakieś indywidualne cele?

- Tak, mam kilka w głowie, ale niech one pozostaną moją tajemnicą. To chyba najważniejsza lekcja, jaką wywiozłem z Zabrza. Pracować sumiennie, rozwijać się krok po kroku, nie wybiegać daleko w przyszłość. Jeśli tak będę trenował w Warszawie, efekty na pewno przyjdą.

Więcej o: