Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Sebastian Szymański: Pozwoliliśmy Jagiellonii na zbyt wiele

- Nasz plan był taki, by wyjść na rywala niskim pressingiem, by pozwolić mu grać, ale pozwoliliśmy mu na zdecydowanie zbyt wiele. Z przebiegu gry z remisu możemy być zadowoleni, ale nie to sobie zakładaliśmy przed spotkaniem - powiedział po meczu z Jagiellonią Białystok pomocnik Legii Warszawa, Sebastian Szymański.
Jagiellonia - Legia Jagiellonia - Legia AGNIESZKA SADOWSKA

W niedzielę mistrzowie Polski bezbramkowo zremisowali z Jagiellonią w meczu 34. kolejki LOTTO Ekstraklasy. Na trzy spotkania przed końcem rozgrywek Legia jest liderem i ma dwa punkty przewagi nad Lechem Poznań, a białostoczan wyprzedza o trzy "oczka".

"Pozwoliliśmy rywalom na zbyt wiele"

- Mecz nie należał do najłatwiejszych, Jagiellonia bardzo mocno nam się postawiła. Trudno było grać w piłkę, bo ta bardzo często znajdowała się w powietrzu, było bardzo dużo walki. Nasz plan był taki, by wyjść na rywala niskim pressingiem, by pozwolić mu grać, ale pozwoliliśmy mu na zdecydowanie zbyt wiele. Z przebiegu gry z remisu możemy być zadowoleni, ale nie to sobie zakładaliśmy przed spotkaniem - powiedział po meczu Szymański.

"Brakowało świeżości"

To nie było najlepsze spotkanie zespołu Deana Klafuricia. Dość powiedzieć, że do przerwy mistrzowie Polski nie oddali żadnego strzału na bramkę gospodarzy. Legia popełniała sporo błędów, w jej grze dużo było niedokładności.

- Uważam, że to główną przyczyną tego, że nie tworzyliśmy sobie sytuacji, że nie panowaliśmy na boisku, był brak świeżości. W kilku sytuacjach widać było, że odstawaliśmy od rywala, że ktoś z nas zawsze był spóźniony. Mieliśmy mało ruchu z przodu, przez co nie udawało nam się wyprowadzać kontrataków. Często było też tak, że nie mieliśmy jakiejkolwiek opcji podania piłki. Wiemy, że zawiedliśmy, nie tak to miało wyglądać. Niestety takie mecze się zdarzają, więc musimy uszanować wywalczony punkt - skomentował Szymański.

"Druga połowa lepsza"

- W przerwie staraliśmy się uspokoić, rozmawialiśmy o tym co musimy poprawić, by nasza gra wyglądała lepiej. Uważam, że to się udało, bo w drugiej połowie walczyliśmy, skutecznie szukaliśmy okazji do zdobycia bramki. Do ideału nam jednak brakowało, bo nie strzeliliśmy gola. Przed nami analiza wideo, zrozumienie błędów i ruszamy dalej. W środę przed nami trudny mecz z Wisłą Płock - dodał.

"Nie skreślamy nikogo"

Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek Legia jest liderem rozgrywek. Warszawiacy mają dwa punkty więcej od Lecha i trzy przewagi nad Jagiellonią. Zespół Klafuricia zagra jeszcze u siebie z Wisłą Płock i Górnikiem, a sezon zakończy z Lechem. Poza tym, poznaniacy w środę podejmą Jagiellonię, później pojadą do Krakowa na mecz z Wisłą. Jagiellonia w dwóch ostatnich kolejkach zagra z Zagłębiem (wyjazd) i Wisłą Płock (dom).

- Nie skreślamy nikogo. O mistrzostwo wciąż walczą Legia, Lech i Jagiellonia. Wszystko jednak zależy od nas, wszystko mamy w swoich rękach. Nie interesują nas problemy naszych przeciwników. To co dzieje się w Lechu i Jagiellonii nie jest naszą sprawą. Skupiamy się tylko na sobie, naszym celem są trzy wygrane i zdobycie mistrzostwa Polski - powiedział Szymański.

"Szkoda, że kibice nie weszli na trybuny"

Pomocnik Legii został też poproszony o skomentowanie sytuacji sprzed meczu, kiedy wraz z kolegami doprowadził do opóźnienia spotkania. Mecz miał rozpocząć się o godz. 18.00. Miał, ale zaczął się dokładnie sześć minut później. Zawodnicy Klafuricia najpierw opóźnili wyjście z szatni. Po tym jak pojawili się na murawie, tylko na chwilę stanęli na jej środku. Arkadiusz Malarz dał sygnał zespołowi, który najpierw nie przywitał się z sędziami i rywalami, tylko ruszył w stronę pustego sektora, gdzie mieli zasiadać kibice Legii. Piłkarze bili brawo w stronę pustej trybuny a dopiero później przybili piątki z arbitrami i zawodnikami Jagiellonii.

- Nie ma co specjalnie komentować tej sprawy. Wszyscy widzieli jak wyglądała sytuacja. Dziękujemy kibicom za to, że jak zawsze byli z nami, że przejechali sporo kilometrów, by nas wspierać, chociaż ponownie nie weszli na trybuny. Nie wiem co dokładnie wydarzyło się pod stadionem, więc trudno mi się do tego odnieść. Szkoda, że fani nie mogli nas dopingować z trybun - zakończył Szymański

Więcej o: