Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kto psuje Smudzie dobrą atmosferę w kadrze?

- Dziwi mnie, że wtedy kiedy jest dobra atmosfera w kadrze, ktoś stara się ją zakłócić. Proszę, nie przeszkadzajcie nam w budowaniu zespołu - to słowa Franciszka Smudy po oskarżeniach dziennika Fakt, że kilku zawodników z reprezentacji spędziło wolny czas od zajęć w towarzystwie prostytutek. Oto kilka przykładów, jaka w reprezentacji Smudy jest świetna atmosfera i jak sam selekcjoner o nią dba.

Wymuszone pożegnanie Żewłakowa

Były kapitan kadry, który zagrał w niej rekordowe 102. razy nie doczekał się pożegnania w Polsce, na którymś ze stadionów budowanych na Euro 2012. Został pożegnany jakby przy okazji wobec garstki kibiców. Sam zawodnik został postawiony niejako pod ścianą. - Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że powinienem zakończyć reprezentacyjną karierę - powiedział piłkarz, który jeszcze w ubiegłym roku deklarował, że chce z kadrą pojechać na Euro 2012. Żewłakow nie krył swojego rozgoryczenia: - Czuję, że moja osoba jest raczej niemile widziana, żeby nie powiedzieć: zbędna. Franciszek Smuda ma do mnie taki, a nie inny stosunek. Nawet w niedzielę wieczorem, gdy widzieliśmy się po raz pierwszy od kilku miesięcy, zaczął od słów: trochę przytyłeś. Odpowiedziałem, że trener ciągle widzi mnie w krzywym zwierciadle, na co odparł, że to taki żart okolicznościowy.
Pożegnanie kapitana reprezentacji w taki sposób to nie jest dobry sposób na budowanie świetnej atmosfery w kadrze.

Kamil Glik i Franciszek Smuda. Z prawej Ireneusz Jeleń Kamil Glik i Franciszek Smuda. Z prawej Ireneusz Jeleń Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Sprawa Jelenia

Przed meczem z Grecją Ireneusz Jeleń znów przyjechał na kadrę kontuzjowany. Zdenerwował tym Smudę, który powiedział: - Jak mam liczyć na zawodnika, który wiecznie jest kontuzjowany? Znowu musiał wyjechać ze zgrupowania i znowu zablokował miejsce młodszemu i zdrowszemu.
Sam zawodnik przyznał, że już się w tym wszystkim gubi: - Trener Smuda jasno powiedział, że w przypadku kontuzji trzeba przyjechać na zgrupowanie, pokazać się lekarzowi kadry i dopiero ten oceni, czy można wrócić do klubu. Zrobiłem tak, choć wygodniej byłoby zadzwonić. W klubie ucieszyliby się - powiedział rozgoryczony.
- Franek sam stwarza konflikty - skomentował, były piłkarz, Grzegorz Mielcarski, obecnie piłkarski ekspert w Canal+.

Trening reprezentacji Polski w Kownie przed meczem z Litwą Trening reprezentacji Polski w Kownie przed meczem z Litwą Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Peszko wyrzucony i szybko przywrócony

- Dopóki będę selekcjonerem, Iwański i Peszko nigdy nie zagrają w mojej drużynie - powiedział Sport.pl Franciszek Smuda po tym jak obaj piłkarze po meczu z Australią (7 września 2010 r.) pili alkohol i awanturowali się na korytarzu krakowskiego hotelu, podważając przy tym kompetencje asystenta selekcjonera, Jacka Zielińskiego.
Smuda, kiedy obejmował kadrę, zapowiedział kategorycznie: U mnie nie będzie wybaczanek, nie będzie jak u Beenhakkera, który jednego dnia dyskwalifikował, a potem przywracał do zespołu. Kto mi podpadnie raz, ten nie ma powrotu nigdy.
Jak się okazało nigdy oznacza trochę więcej jak pół roku. Peszko wrócił do kadry na marcowe mecze z Litwą i Grecją, bo przeprosił i obiecał, że to jego pierwszy i ostatni błąd.
Kadra może i piłkarsko zyskała, ale Smuda mocno stracił na autorytecie.

Trener Franciszek Smuda i właściciel Polonii Józef Wojciechowski Trener Franciszek Smuda i właściciel Polonii Józef Wojciechowski Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Konflikt z Polonią Warszawa

Smuda cofnął powołania na sparingi z Mołdawią i Norwegią czterem piłkarzom Polonii Warszawa. Właściciel klubu Józef Wojciechowski chciał, by dojechali na zgrupowanie półtora dnia przed meczami. Smuda wymagał, by piłkarze byli co najmniej 48 godzin przed meczem. - Nie będę robił żartów z siebie ani z kadry. Nie potrzebuję piłkarzy, którzy przyjeżdżają tylko na rozruch. Dla mnie to skandal, że trenerowi polskiego klubu nie zależy na tym, by jego zawodnicy brali udział w przygotowaniach reprezentacji - powiedział Smuda Sport.pl.
Wojciechowski decyzję selekcjonera przyjął ze spokojem: - Jeżeli będą dobrzy, Smuda ich znów powoła. On potrafi przecież zmienić nawet obywatelstwo piłkarzom, których chce mieć w kadrze. Pojedzie za nimi na koniec świata. Jeśli moi zawodnicy będą mieli porównywalną formę z konkurentami na ich pozycje, pewnie doczekają się powołania.
Prezes Polonii miał rację. Na kolejne zgrupowanie powołania dostali: Adrian Mierzejewski, Maciej Sadlok i Tomasz Jodłowiec.

Michał Żewłakow i Artur Boruc Michał Żewłakow i Artur Boruc MARCIN TOMALKA / AG

Awantura samolotowa

To najbardziej spektakularna awantura w kadrze Smudy. Selekcjoner publiczne zbeształ Michała Żewłakowa i Artura Boruca za picie wina w samolocie w czasie powrotu kadry z USA i naganne - jego zdaniem - zachowanie tych dwóch piłkarzy wobec obsługi. Obaj zostali odsunięci od kadry na jeden mecz. Zupełnie inaczej tę sprawę widzieli zawodnicy. - 15 lat temu nasze zachowanie służyłoby za przykład, jak należy spędzić siedmiogodzinną podróż. A teraz jesteśmy wyrzucani z drużyny narodowej. Z perspektywy czasu przyznaję jednak, że powrót do Polski w stroju koszykarza Michaela Jordana nie był najlepszym pomysłem, mogłem się tak nie ubierać, ale nie spodziewałem się takiego negatywnego wydźwięku, takiego spotęgowania niechęci do mojej osoby. Nobody is perfect? - opowiadał Michał Żewłakow.
- Trenerowi może nie pasowało, że bawimy się lepiej od niego. Nie przekroczyliśmy granicy - stwierdził Boruc.
Obaj wylecieli za ten incydent z kadry i już do niej nie wrócili.

Artur Boruc/Franciszek Smuda Artur Boruc/Franciszek Smuda internet

Smuda i jego wulgarny język

Boruc w swoim wywiadzie w nSporcie, w który zadeklarował, że u Smudy już nie zagra, zarzucił selekcjonerowi, że nie przebiera w słowach, że często używa wulgaryzmów i łatwo mu one przychodzą. Zresztą nie trzeba być piłkarzem kadry, by się o tym przekonać. W wywiadzie z ''Polską The Times'' Smuda powiedział np.: - Ja nie jestem miękkim ch... robiony. Nie padam na kolana, nie lamentuję. Ja jestem Smuda. Mam swój charakter i dzięki temu dotrę do celu.
Co na to odpowiada Smuda: Jeśli komuś nie pasuje, że gdy ja mówię, to wióry lecą, to niech znajdzie drużynę, którą poprowadzi kapelan.
Selekcjoner nie w taki sposób powinien budować swój autorytet.

Rok 2009. Franciszek Smuda i Manuel Arboleda po meczu Lecha Poznań w Udine w Pucharze UEFA Rok 2009. Franciszek Smuda i Manuel Arboleda po meczu Lecha Poznań w Udine w Pucharze UEFA Fot. Tomasz Kaminski / AG

Przyszywani reprezentanci

Dobrej atmosfery w kadrze nie buduje także szukanie na siłę zawodników z polskimi korzeniami lub związanymi z naszym krajem w inny sposób, by wzmocnili kadrę. Jak mają się czuć polscy obrońcy, gdy co chwilę czytają, że oni grają tymczasowo, bo parę stoperów na Euro 2012 mają docelowo tworzyć Manuel Arboleda i Damien Perquis, a Sebastian Boenisch jak tylko jest zdrowy jest dla Smudy pewniakiem?
Sam Smuda w tym względzie szybko zmienił zadnie. ''Nie ma mowy, by Arboleda kiedykolwiek u mnie zagrał'' - twierdził po objęciu posady selekcjonera reprezentacji. Teraz mówi: Nie zamykam przed Arboledą drzwi do kadry. Jeśli będzie miał polski paszport, to sprawa jego gry dla Polski jest otwarta. Niemcy mają Cacau, to i my możemy tak zdobywać piłkarzy.

Pomysły na przyszywanych reprezentantów ostro skrytykował ostatnio Andrzej Niedzielan, co obrazuje co na ten temat mogą myśleć polscy ligowcy: Jeśli przyznanie paszportu Manuelowi Arboledzie ma być zbawieniem dla polskiej reprezentacji, to nie jest źle, tylko katastrofalnie źle. Po Euro 2012 Arboleda wyjedzie za granicę i nigdy więcej w niej nie zagra, a takich piłkarzy może być więcej. To ślepa droga. Jeśli nie mamy reprezentacji na miarę zwycięstw, trzeba uderzyć się w piersi i pracować. Sprawy nie rozwiąże przyznanie paszportów kilku piłkarzom - dodaje.

Więcej o: