Sport.pl

Mistrzowski sezon z uwierającą Ligą Mistrzów. Ćwiąkała: To było absurdalne. Na początku każdy fan Barcelony podwójną koronę wziąłby w ciemno

- Barcelona z nowym trenerem miała dostać zastrzyk pewności. Zamiast tego dostała masę wątpliwości. Im dłużej trwał sezon, tym stawała się jednak do bólu solidna - ocenia triumfatora La Liga dziennikarz Eleven Sports, Tomasz Ćwiąkała. Praca Ernesto Valverde procentowała, rysą pozostaje Liga Mistrzów.

FC Barcelona's Andres Iniesta, centre, with teammates as they celebrate during an award ceremony after defeating Sevilla 5-0 in the Copa del Rey final soccer match at the Wanda Metropolitano stadium in Madrid, Spain, Saturday, April 21, 2018. (AP Photo/Paul White)
PAUL WHITE/AP

Kacper Sosnowski: - Początek sezonu Barcelona miała koszmarny. Wyraźna przegrana z Realem o Superpuchar, strata Neymara, dziwne transfery z Paulinho, z którego śmiano się od prezentacji. Myślałeś wtedy, że sezon może być stracony?

Tomasz Ćwiąkała: - Wtedy w Barcelonie każdy obawiał się, że tak może być. Podsumowaniem tego, co tam się działo był właśnie transfer Paulinho, dla wielu absurdalny. Zdaniem fanów to był piłkarz, który swoją charakterystyką zupełnie nie pasował do Barcelony. Do tego Chińczycy zażądali za niego 40 mln euro. Ja jednak w Brazylijczyka wierzyłem, bo komentowałem sporo meczów Canarinhos, w których on prezentował się świetnie. Do tego odszedł jeszcze Neymar, a Ernesto Valverde najzwyczajniej nie zdążył wszystkiego poukładać przed spotkaniami z Realem. W tych dwóch meczach o Superpuchar Hiszpanii, "Królewscy" pod każdym względem zdominowali Barcelonę. Tego nie można było bagatelizować. Argumenty, że to był tylko mecz o Superpuchar do mnie nie trafiały. "El Clasico" jest ważne w każdej postaci. Poza tym to był czas w którym Barcelona, z nowym trenerem miała dostać zastrzyk pewności przed sezonem. Zamiast tego dostała masę wątpliwości. Im dłużej trwał sezon, tym "Blaugrana" stawała się jednak do bólu solidna.

- Przynajmniej w lidze. To zasługa?

- W dużej mierze trenera. To, że miał pod górkę przez stratę Neymara, nieudany dwumecz z Realem, to już pamiętamy. Do tego doszła jeszcze kontuzja Ousmane'a Dembele w meczu z Getafe i zbieranie podpisów pod wotum nieufności dla prezesa Bartomeu. Trochę później był ten zamknięty mecz z Las Palmas, po którym Barca była krytykowana, głównie przez katalońskich dziennikarzy, że w ogóle do niego dopuściła. Pojawiały się głosy, że skoro to "Mes que un club", to mecz nie powinien zostać rozegrany. Nawet kosztem straty punktów. Takie poglądy słychać było nawet w szatni. Valverde z tymi zawirowaniami sobie poradził. Wydaje mi się, że sama twarz trenera pokazuje kim on jest. "El Pacificador" - ktoś kto pacyfikuje trudną sytuację, idealny na trudne czasy. Podejrzewam, że gdyby wtedy pracę w Barcelonie zaczynał Luis Enrique to przy takich trudnościach, by sobie z tym wszystkim nie poradził. On był zbyt nerwowy. A Valverde? Ponoć wzięto go też by wprowadzić, spokój i ład na konferencje prasowe - chociaż to wydaje się nieco śmieszne. Za jego poprzednika jednak było na nich nerwowo. Często iskrzyło. Enrique czasem nie odpowiadał na pytania, lub odszczekiwał dziennikarzom. Opanowanie Valverde na konferencjach, przekładało się też na spokój na ławce rezerwowych. On okazał się znakomitym człowiekiem na trudne czasy. Oczywiście spotykał się z zarzutami, że Barca grała w sposób wyrachowany, momentami defensywny. Z drugiej strony potrafił wyciągnąć maksimum z wszystkich piłkarzy. Najlepszym tego przykładem jest Jordi Alba. To on okazał się największym beneficjentem odejścia Neymara. Ono mu nawet pomogło.

FC Barcelona's Andres Iniesta, right, and Lionel Messi celebrate during an award ceremony after defeating Sevilla 5-0 in the Copa del Rey final soccer match at the Wanda Metropolitano stadium in Madrid, Spain, Saturday, April 21, 2018. (AP Photo/Paul White)
PAUL WHITE/AP

- Pożegnanie z Barceloną Andresa Iniesty problemem przy tym wszystkim będzie chyba najmniejszym. A może na początku sezonu Camp Nou jednak się zachwieje?

- Zachwiania chyba nie będzie. Po coś przecież ściągnięto Philippe Coutinho. Poza tym wszyscy od dłuższego czasu wiedzieli, że Iniesta nosił się z takim zamiarem. Mówimy tutaj o człowieku, który odchodzi w najlepszym dla siebie momencie. Czyli jest tak jak chciał, by pamiętano go z gry na najwyższym poziomie, a nie siedzenia na ławce. Zresztą niedawny mecz z Sevillą był chyba jego najlepszym w sezonie, a może i karierze. Hiszpan odchodzi w takim momencie, że Barcelona raczej będzie za nim tęskniła. Z pewnością będzie go brakowało w szatni, bo to była wielka osobowość.

Jeśli chodzi o boisko, to w teorii wydaje się, że będzie można go łatwiej zastąpić niż Neymara. Za Brazylijczyka nie wszedł żaden zawodnik, raczej pomogła taktyka, cała drużyna i wprowadzenie równowagi w kilku miejscach. Wszystko to przy jednoczesnym wykorzystaniu Jordi Alby. Zawodnikiem zbliżonym charakterystyką do Iniesty jest natomiast Coutinho, jego aklimatyzacja przebiega też dużo lepiej niż Dembele, który często denerwuje głupimi stratami. Ostatnio widziałem statystyki dotyczące Iniesty i Coutihino. Pierwszy w meczu notował średnio 30 podań w okolice pola karnego rywala. Liczba niemal niewiarygodna. Brazylijczyk miał takich podań 27. To pokazuje jak podobnymi są zawodnikami. Poza tym Coutinho sprawia wrażenie porządnego gościa, to też istotne.

- Zrobiło się mocno pozytywnie, a przecież mówimy o klubie, który w sposób zaskakujący odpadł z Romą w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

- To będzie uwierało, ale przed wszystkim ze względu na sposób w jaki Barcelona odpadła z Champions League. Gdyby to był dwumecz wyrównany, z klubem na poziomie Liverpoolu czy Manchesteru City to pewnie każdy by to szybciej zaakceptował. To w jakim stylu się z rozgrywkami pożegnali było absurdalne. Chociaż na początku sezonu każdy z fanów Barcy podwójną koronę w kraju wziąłby pewnie w ciemno, to pod koniec tak solidnego sezonu, ten brak finału Ligi Mistrzów trudno jest zaakceptować. Oni mają jakiś z tym problem. Ligowy dominator z siedmioma tytułami na dziesięć możliwych, ostatnio regularnie odpada w ćwierćfinałach europejskich rozgrywek. To nie do zaakceptowania i trudne do wyjaśnienia. To dobra misja dla Valverde. Wydaje się, że skład ekipy jest znakomicie zbalansowany, z drugiej strony to też drużyna krytykowana za wydanie dużych pieniędzy, na zawodników którzy zupełnie się nie liczą: Andre Gomes, Paco Alcacer, nawet wspomniany Dembele - zobaczymy jak trener będzie korzystał z tych zawodników.

FC Barcelona's Coutinho reacts during the Spanish La Liga soccer match between FC Barcelona and Valencia at the Camp Nou stadium in Barcelona, Spain, Saturday, April 14, 2018. (AP Photo/Manu Fernandez)
SLOWA KLUCZOWE:
XLALIGAX
MANU FERNANDEZ/AP

- I czy skład Barcelony jakoś się zmieni

- Ważne będą rotacje, planowanie gry, by rozkładać ją na ligę i Ligę Mistrzów, robić tak by grali wszyscy, ale ci wchodzący z ławki dawali podobną jakość. Problem z rotacjami miała Sevilla i pod koniec sezonu się na tym wywróciła. Zobaczymy jakie wzmocnienia zafundują nam działacze Barcelony i jak będą wyglądały sprawy przedłużenia kontraktów. Przypomnę, że Samuel Umtiti ma klauzulę odstępnego wynoszącą 60 mln euro, czyli absurdalnie mało, a to postać w drużynie niepodważalna. Gdzieś tam jest jeszcze temat Antoine'a Griezmanna. Gdyby ten zawodnik trafił do Barcelony, to strach pomyśleć jakby to Valverde poukładał. Miałby piłkarza, który mógłby wejść za Iniestę, a miałby jednocześnie znakomitego Coutinho. Gdyby do tej Barcelony doszedł właśnie Francuz, to mielibyśmy w ofensywie dream-team. Nikt by nawet nie pamiętał o Neymarze.

- Ale to sprawa na lato. Teraz wszyscy znów przypomną sobie o Realu, bo jeden z faworytów do wygrania Ligi Mistrzów przyjeżdża na ligowy bój na Camp Nou.

- To dla Barcelony będzie mecz o uniknięcie podwójnego niesmaku. Pierwszy po Lidze Mistrzów już był. Teraz jest wielka szansa by zakończyć ten sezon bez ligowej porażki. W pierwszy meczu Valverde ograł Zinedine'a Zidane'a pod każdym, taktycznym względem. Teraz wystarczy nie przegrać tego spotkania. Remis chyba byłby tu zwycięski. Jedno "El Clasico" wygrane przy absolutnej dominacji i potem podział punktów, pewnie wszystkich zadowoli. Ja typuję jednak, że Real to spotkanie wygra, a Barcelona zakończy ligę z ta jedną porażką na koncie.

Więcej o:
Komentarze (3)
Mistrzowski sezon z uwierającą Ligą Mistrzów. Ćwiąkała: To było absurdalne. Na początku każdy fan Barcelony podwójną koronę wziąłby w ciemno
Zaloguj się
  • kleopatra51

    Oceniono 1 raz 1

    et am, nie kracz Panie Ćwiąkała. Real gra okropnie - bez finezji, bez uroku, bez koncepcji, taktyki, ot kopanina. Barca wrzuci im piąteczkę i ciao

  • boliver

    0

    Vamos Barça,,

  • gerwazy31

    Oceniono 1 raz -1

    Jakim to wielkim klubem jest, panie Ćwiakala, niby Manchester City skoro w ciągu ostatnich 10 lat awansował do półfinału Ligi Mistrzów tyle samo razy co AS Roma ? Ligę wygrało i Leicester, zeby byc wielkim klubem do półfinału LM trzeba dochodzic regularnie jak Real, Juventus,Atletico czy Bayern..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX