Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Problemy faworytów. 'Niektórzy wyglądają tak, jakby nie wiedzieli co mają robić'

Lech Poznań, Jagiellonia Białystok, Legia Warszawa - wszyscy faworyci przegrali swoje mecze w pierwszej kolejce grupy mistrzowskiej Lotto Ekstraklasy. W najbliższy weekend będą musieli zdecydowanie poprawić swoją grę, bo każda kolejna strata punktów może być katastrofalna w skutkach. - Na przegrane złożyło się kilka czynników, m.in. presja, brak umiejętności, czy koncentracji - mówi w rozmowie ze Sport.pl były reprezentant Polski, Dariusz Dziekanowski. - Porażki wszystkich faworytów w jednym momencie były dziełem przypadku, teraz powinno być zupełnie inaczej - komentuje natomiast Tomasz Frankowski, były znakomity napastnik m.in. Jagiellonii Białystok, czy Wisły Kraków.

"Brak umiejętności piłkarzy" czy "dzieło przypadku"?

Lech Poznań przegrał z Koroną Kielce (0:1), Jagiellonia Białystok z Górnikiem Zabrze (1:2), natomiast Legia Warszawa z Zagłębiem Lubin (0:1). Porażki wszystkich faworytów do zdobycia mistrzostwa z jednej strony były sporą niespodzianką, z drugiej - dowodem na to, że każda z tych drużyn nie prezentuje aktualnie optymalnej dyspozycji.

- Na takie wyniki wpływ miało kilka czynników, m.in. presja, czy koncentracja, a przede wszystkim brak umiejętności piłkarzy. Zawodnicy nie chcieli wziąć spraw w swoje ręce. Niektórzy wyglądali tak, jakby nie do końca wiedzieli co mają robić myśleli, że "teraz już będzie z górki" - mówi w rozmowie ze Sport.pl Dariusz Dziekanowski, były reprezentant Polski. 

Zupełnie inaczej o nieudanym początku faworytów mówi inny były napastnik kadry, i klubów z Ekstraklasy, Tomasz Frankowski. - Porażki całej trójki walczącej o mistrzostwo, były raczej niefortunnym zbiegiem okoliczności, niż sygnałem do tego, że wszystkie zespoły obniżyły formę. Wydaje mi się, że to nie będzie sytuacja, która powtórzy się jeszcze w następnych meczach.

Tak słabo już dawno nie było

Odkąd w sezonie 2013/14 do rozgrywek Ekstraklasy wprowadzono podział na grupę mistrzowską i spadkową, jeszcze nigdy po fazie zasadniczej lider nie miał tak małej ilości punktów, jak ostatnio Lech Poznań (54). To może świadczyć o tym, że czołowe polskie kluby wciąż zmierzają w złym kierunku. - To prawda - zgadza się Dziekanowski.

- W najlepszych zespołach zachodzą zmiany, ale nie takie, jak powinny. Sprzedają najlepszych zawodników zastępując ich piłkarzami gorszymi, nie potrafiącymi wziąć na siebie odpowiedzialności. Lech, Legia, Jagiellonia, czy Wisła Kraków, to kluby, w których rotacja jest bardzo duża, przez co często transfery są nietrafione, a zespoły niezgrane, z wahaniami formy. Kluby, które mają możliwości finansowe, które powinny sprowadzać wartościowych zawodników, po prostu nie spełniają oczekiwań, nie potrafią wywiązać się ze swoich zadań. Wśród najlepszych dominuje przeciętność - dodaje.

- Mimo wszystko nie skupiałbym się tylko na Lechu, a zwróciłbym uwagę na Legię. To przecież ona w ostatnich latach nadawała tempo rozgrywkom. Zazwyczaj znajdowała się na czele tabeli, a reszta zespołów ją goniła. W tym sezonie rozpoczęła źle, od konfliktu właścicielskiego, a kończy na problemach organizacyjnych. Kiedy Legia zwolniła tempo, zwolniła je również cała liga - komentuje natomiast Frankowski.

Legia Warszawa - Lech Poznań Legia Warszawa - Lech Poznań FOT. KUBA ATYS

Miał być drugi Ljuboja, a jest Arruabarrena

W tabeli Lotto Ekstraklasy różnica pomiędzy pierwszym a ósmym miejscem wynosi obecnie zaledwie 10 punktów. Tak małe rozbieżności zmuszają do rozważań na temat tego, czy powodem takiej sytuacji jest rozwój, czy zacofanie ligi. Czy kluby z dolnej połowy tabeli dorównują tym z górnej, czy wręcz przeciwnie. - Topowe zespoły pokazują słabość. Źle świadczy to o zawodnikach. Przede wszystkim o tych, którzy przychodzili podbić tę ligę, a nie wnoszą do swoich zespołów kompletnie nic - ocenia Dariusz Dziekanowski.

Jednym z piłkarzy, którzy przychodząc do Polski mieli odgrywać role gwiazd jest Eduardo. Napastnik Legii, który w przeszłości występował m.in. w barwach Arsenalu, na razie nie spełnia jednak oczekiwań - w dziewięciu spotkaniach (8 w Ekstraklasie, 1 w Pucharze Polski) nie strzelił żadnego gola. - Pojawił się na chwilę i zniknął z pola widzenia. Dużo osób myślało, że będzie to drugi Danijel Ljuboja, a niestety okazało się, że to drugi Mikel Arruabarrena, czy Daniel Chima Chukwu. Piłkarze tacy jak on zarabiają ogromne pieniądze, a do gry nie wnoszą zupełnie nic. Efektu nie ma żadnego. Takich zawodników szybko powinno się żegnać, a zaoszczędzone środki przeznaczać na pracę z młodzieżą - dodaje Tomasz Frankowski. 

Były napastnik reprezentacji Polski o całej lidze wypowiada się jednak zupełnie inaczej. - Moim zdaniem poziom nie spadł, wręcz przeciwnie - wciąż się podnosi. Głównie za sprawą pozaboiskowej otoczki. Nowe stadiony, organizacja klubów, frekwencja na trybunach, czy dostępność w mediach - to wszystko stoi na wysokim poziomie - mówi.

Były trener Legii Warszawa - Romeo Jozak Były trener Legii Warszawa - Romeo Jozak KUBA ATYS

Bez wizji i planu

Słabe wyniki w ostatnim czasie utratą posady przypłacił Romeo Jozak. Chorwacki trener został zwolniony z Legii Warszawa, a jego tymczasowym następcą został dotychczasowy asystent, Dean Klafurić. - Zwolnienie to słuszna decyzja, ale jeszcze lepiej Legia zrobiłaby w ogóle nie zatrudniając tego szkoleniowca. Był to doskonały dowód na to, że mistrzowie Polski nie mają wizji rozwoju. Nie mają pomysłu na to, kogo zatrudnić, i w jakim kierunku zmierzać. Bez długofalowego planu, trudno o jego dobrych wykonawców - mówi słynny "Dziekan". - Z drugiej jednak strony to nie piłkarze, czy trenerzy mają za to odpowiadać, oni są jedynie wykonawcami. To osoby decyzyjne powinny wiedzieć, czego chcą, a tak nie jest - kontynuuje.

- Samo zatrudnienie Jozaka było błędem. To było działanie paradoksalne, skoro nawet w Chorwacji mówiło się o tym, że to raczej się nie sprawdzi - zgadza się Frankowski. I dodaje: W każdej lidze dochodzi do zmian trenerów. Niezależnie od tego, czy jest to liga w kraju piłkarskiej potęgi, czy w Azerbejdżanie bądź Kirgistanie. Wszędzie dochodzi do zwolnień, i jest to normalna sprawa. Trenerów rozlicza się bowiem za ich wyniki, a jeżeli takowych nie ma, to trzeba podejmować pewne kroki. Taka jest piłka i tego nie zmienimy. 

- Nie znam Deana Klafuricia, nie wiem czy sobie poradzi, ale uważam, że sezon spokojnie mógł dokończyć Jacek Zieliński lub Aleksandar Vuković.

Potrzeba kogoś, kto stworzy zespół

Romeo Jozakowi zarzucano wiele błędów. Jednym z głównych była nieumiejętność zbudowania atmosfery zespołu. - W Legii nie widać chemii między zawodnikami, nie ma zgrania, atmosfery. Nie ma wzajemnej pomocy na boisku, a to potem przekłada się na szatnię - komentuje Dziekanowski.

Po czym dodaje: Jozak nie stworzył zespołu, nie potrafił tego zrobić. Kupił 10 nowych zawodników, a z połowy nie skorzystał. Inni okazali się słabi. Do drużyny mistrzów Polski trzeba wprowadzić inny sztab, innych zawodników, i zatrudnić trenera, który stworzy atmosferę i poukłada zespół. Potrzebna jest osoba, która będzie się identyfikować z klubem. Potrzebny jest ktoś taki, jak Dariusz Wdowczyk, mający doświadczenie i odpowiednie umiejętności. Doskonale zna język angielski, poradziłby sobie z komunikacją z piłkarzami zagranicznymi. To jedno z najlepszych rozwiązań.

Zdaniem ekspertów Jozak zbyt szybko przeprowadził rewolucję w szatni. Zimą sprowadził bowiem aż 10 nowych piłkarzy, w większości obcokrajowców, co negatywnie wpłynęło na morale i poziom gry. - Trochę nad tym ubolewam, ale to nie ja jestem właścicielem klubu, i nie ja za to odpowiadam. Nie wiem, jakie są kryteria sprowadzania polskich zawodników, ale z własnego doświadczenia - i prowadzenia akademii piłkarskiej w Krakowie - wiem, że wyciągnięcie młodego piłkarza jest banalnie proste. Często kluby nie płacą nawet ekwiwalentu za wyszkolenie. Powinny płacić, ale obchodzą ten zapis wysyłając rodziców do właścicieli akademii, by ci prosili o zwolnienie syna za darmo - zdradza Frankowski.

Trzech faworytów

O miejsce dające udział w kwalifikacjach do Ligi Europy wciąż walczy Wisła Płock i Górnik Zabrze. Walczą również piłkarze Korony Kielce, Zagłębia Lubin i Wisła Kraków, ale - jak zgadza się Tomasz Frankowski - o tytuł mistrzowski walczą już tylko trzy zespoły. - Biorąc pod uwagę terminarz do końca sezonu, faworytem jest Lech. Idąc za głosem serca, faworytem jest Jagiellonia [Frankowski pochodzi z Białegostoku - red.], natomiast patrząc na możliwość rozwoju i podniesienia poziomu, faworytem jest Legia. To drużyna, która ma największy potencjał, i zawodników, którzy jeszcze mogą wypalić. Któraś z tych trzech opcji sprawdzi się na pewno, ktoś tylko po ten tytuł musi wyciągnąć rękę - kończy były reprezentant Polski.

Więcej o:
Komentarze (6)
Ekstraklasa. Problemy faworytów. 'Niektórzy wyglądają tak, jakby nie wiedzieli co mają robić'
Zaloguj się
  • 23tryt

    Oceniono 1 raz 1

    ja jestem ciekawy czy była w historii polskiej ligi kolejka, gdzie pierwsza trójka w tabeli przegrała swoje mecze grając u siebie........

  • groznyiwan

    0

    Franek ma racje: lepsza otoczka, dostepnosc w mediach itp. Tylko brakuje najwazniejszego: lepszej gry w pilke.

  • eberhard_mock_breslau

    0

    Ekstraklasa to dno. Po co promować to coś, co ogląda garstka ludzi?

  • 0

    Wszystko ustawiane jest pod buka. Więc nie ma co się dziwić. Nie było dziełem przypadku trzech przegranych faworytów. Fortuna i STS liczą hajsy bo koncówka sezonu. Kiedy jak nie teraz?

  • Oceniono 1 raz -1

    Drużyna bez rodzimych graczy mających ja w sercu a korzystająca z najemników nie ma perspektyw bytu wyciągną kasę i spadną Właściciel klubu wygracie daje milion a kilku uderza w śmiech Co to dla nich milion do podziału ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

"> Media: Robert Kubica znalazł nowy zespół! Zostaje w Formule 1
 
  • Purya Fayazi: Nie mogę zrozumieć zachowania Michała Kubiaka
  • Jest rekord, którego nawet Lewandowski nie pobije. "Daleko mu do jego geniuszu"
  • Hannawald: Stoch wygra Puchar Świata, a Polak będzie czarnym koniem nowego sezonu
  • Jarosław Niezgoda może odejść z Legii Warszawa. Jest zapytanie!