Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Raw Air. Kamil Stoch odleciał w Trondheim. Rządzi jak Adam Małysz w najbardziej popisowym roku w historii

Peter Prevc miał sezon, w którym wygrał 15 z 29 konkursów, Janne Ahonen zaczął kiedyś zimę od 10 triumfów i jednego drugiego miejsca w pierwszych 11 startach, seriami zwyciężali Gregor Schlierenzauer, Thomas Morgenstern i Simon Ammann. Mimo to są powody, by stwierdzić, że żaden z nich nie dominował aż tak, jak teraz Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski wygrał czwartkowe zawody w Trondheim, wyprzedzając drugiego Stefana Krafta o 17 pkt. Stoch w półtora tygodnia trzy razy zdeklasował wszystkich rywali. Swoimi wyczynami przypomina to, czego w 2001 roku dokonywał Adam Małysz
Kamil Stoch, Trondheim Kamil Stoch, Trondheim Terje Bendiksby / AP / AP

Szkoda Oslo, ale i tak jest nokautująca seria

W czwartek w Trondheim Stoch ustanowił rekord skoczni w pierwszej serii, wspaniale lecąc na 146 metrów. W finale potwierdził klasę lądowaniem na 141. metrze, gdy do zwycięstwa wystarczało osiągnąć 132-133 m. Drugi w zawodach Stefan Kraft miał sumę odległości gorszą od Polaka o 7,5 metra, choć dwa razy startował z belki numer dwa, a nasz mistrz jako jedyny w obu seriach ruszał z "jedynki", mając najkrótszy rozbieg i przez to niższe prędkości na progu.

Gdyby nie pech do pogody w drugiej serii konkursu w Oslo w minioną niedzielę, Stoch miałby teraz serię czterech zwycięstw. I to odniesionych w imponującym stylu. W Lahti drugiego Markusa Eisenbichlera wyprzedził aż o 28,2 pkt. W Lillehammer drugi Dawid Kubacki stracił do niego 27,7 pkt. Teraz Kraft był gorszy o 17 pkt. W Oslo po pierwszej serii Stoch miał nad Kraftem 5,4 pkt przewagi, ale w drugiej loteria pogodowa była tak duża, że wygrał zajmujący na półmetku ósme miejsce i tracący do naszego lidera aż 13,5 pkt Daniel Andre Tande. A Kamil po dopiero 17. wyniku finałowej serii spadł ostatecznie na szóstą pozycję.

Kamil Stoch Kamil Stoch GEIR OLSEN/AP

Ostatnie takie przewagi? W 2004 roku

Pech w Oslo nie zaszkodził Stochowi w klasyfikacji turnieju Raw Air. W nim lider ma już 87,6 pkt przewagi nad zajmującym drugą pozycję Robertem Johanssonem. Szósta pozycja Polaka z niedzieli jedynie trochę psuje jego statystyki z ostatnich tygodni. Ale one i tak są rewelacyjne. Chcąc znaleźć poprzedniego skoczka, który w jednym sezonie wygrał co najmniej dwa konkursy na skoczniach dużych z przewagą ponad 20 punktów nad drugim zaawodnikiem, trzeba się cofnąć aż do 2004 roku. Wówczas bezkonkurencyjny był Janne Ahonen. Fin zaczął zimę 2004/2005 od dwóch zwycięstw w Kuusamo, dwóch w Trondheim, drugiego miejsca w Harrachovie (przegrał z Adamem Małyszem) i sześciu kolejnych triumfów (Harrachov, dwa razy Engelberg, Oberstdorf, Garmisch-Partenkirchen i Innsbruck). Ahonen 27 listopada 2004 roku wyprzedził w Kuusamo drugiego Alexandra Herra aż o 43,2 pkt, a dzień później sklasyfikowanego na drugiej pozycji Thomasa Morgensterna pokonał różnicą 20,1 pkt. W kolejnych konkursach Fin nie miał już takich przewag nad resztą stawki, wreszcie rywale doskoczyli do poziomu Ahonena i po 10 zwycięstwach w pierwszych 11 konkursach później zdobywca Kryształowej Kuli wygrał jeszcze tylko dwa razy, kończąc sezon z 12 triumfami na 28 indywidualnych zawodów.

Schlierenzauer wygrał tak tylko raz w karierze

W następnych sezonach błyszczeli Małysz (dziewięć zwycięstw w PŚ 2006/2007 i imponujący triumf na MŚ w Sapporo, gdy na skoczni normalnej drugiego Simona Ammanna wyprzedził aż o 21,5 pkt), Morgenstern (10 triumfów w sezonie 2007/2008), Schlierenzauer (13 zwycięstw zimą 2008/2009 i 10 triumfów w sezonie 2012/2013) czy niedawno Peter Prevc (w sezonie 2015/2016 wygrał aż 15 z 29 indywidualnych startów). Ale żaden z nich nie odskoczył rywalom aż tak bardzo, jak teraz robi to Stoch. Dość powiedzieć, że Schlierenzauer, czyli rekordzista wszech czasów pod względem wygranych konkursów w PŚ (ma aż 53 zwycięstwa, Stoch z 29 triumfami jest szósty w rankingu) tylko raz w karierze uzyskał notę o co najmniej 20 punktów wyższą od zawodnika sklasyfikowanego na drugim miejscu. Miało to miejsce 31 stycznia 2009 roku w Sapporo. W słabo obsadzonym konkursie, na starcie którego stanęło tylko 40 zawodników, "Schlieri" wygrał z przewagą 36,4 pkt nad drugim wtedy Morgensternem.

. . MARKKU ULANDER/AP

W lotach łatwiej o wielkie przewagi

Stoch w ciągu ostatnich kilkunastu dni wygrał dwa razy z przewagą prawie 30 punktów nad drugim zawodnikiem i raz z przewagą wynoszącą prawie 20 punktów. Jeśli utrzyma formę do końca sezonu - a wszystko na to wskazuje - będzie miał szansę zaznaczyć swoją dominację jeszcze wyraźniej, bo pozostały już tylko konkursy lotów (jeden indywidualny w Vikersundzie i dwa w Planicy). Na skoczniach mamucich, gdzie różnice w metrach są większe, łatwiej o duże przewagi. Pokazuje to choćby przykład Severina Freunda. Niemiec to ostatni przed Stochem zawodnik, który w jednym sezonie wygrał przynajmniej dwa konkursy z przewagą 20 punktów nad następnym skoczkiem. Oba takie wyniki uzyskał w lotach, a nie jak Stoch na skoczniach dużych. Najpierw, 10 stycznia 2015 roku, na Kulm pokonał Krafta o 26,1 pkt, następnie, 15 lutego 2015 roku, w Vikersundzie, uzyskał aż 42,7 pkt przewagi nad Andersen Fannemelem.

Co ciekawe, od świetnych startów Ahonena w Kuusamo w 2004 roku aż do ostatnich popisów Stocha przewagi zwycięzcy nad drugim zawodnikiem wynoszące co najmniej 20 punktów poza jednym wyjątkiem notowano tylko albo w lotach, albo w słabo obsadzonych konkursach w Sapporo. W szczegółach takie zestawienie wygląda następująco:

- 6.02.2005 r., Sapporo (41 skoczków na starcie): Roar Ljoekelsoey - Janne Ahonen 29,3 pkt przewagi

- 31.01.2009 r., Sapporo (40 zawodników na starcie): Gregor Schlierenzauer - Thomas Morgenstern 36,4 pkt

- 17.01.2010 r., Sapporo: Simon Ammann - Noriaki Kasai 37,4 pkt

- 5.02.2011 r., Oberstdorf, loty: Martin Koch - Tom Hilde 21,8 pkt

- 10.01.2015 r., Tauplitz: Severin Freund - Stefan Kraft 26,1 pkt

- 15.02.2015 r., Vikersund: Severin Freund - Anders Fannemel 42,7 pkt

I jeszcze zapowiadany wyjątek:

- 11.02.2005 r., Pragelato: Matti Hautamaeki - Michael Uhrmann 23,7 pkt

Adam Małysz i Kamil Stoch Adam Małysz i Kamil Stoch KUBA ATYS

Stoch przypomina pamiętną zimę Małysza

Krótka lista dużych różnic między zwycięzcami a drugimi zawodnikami każe docenić to, co w sezonie 2000/2001, a właściwie w całym 2001 roku wyczyniał Małysz. Najpierw na listę odpowiedzmy listą.

- 4.01.2001 r., Innsbruck: Adam Małysz - Janne Ahonen 44,9 pkt

- 6.01.2001 r., Bischofshofen: Adam Małysz - Janne Ahonen 31,9 pkt

- 13.01.2001 r., Harrachov: Adam Małysz - Martin Schmitt 27,5

- 20.01.2001 r., Park City: Adam Małysz - Wolfgang Loitzl 26,9 pkt

- 27.01.2001 r., Sapporo: Adam Małysz - Wolfgang Loitzl 25,8

- 4.02.2001 r., Willingen: Adam Małysz - Risto Jussilainen 36,5

- 1.12.2001 r., Neustadt: Małysz - Schmitt 38,8 pkt

Dodać można by jeszcze rezultat z Villach z 8 grudnia 2001 roku, bo na skoczni normalnej, gdzie najtrudniej o wielkie przewagi, Małysz pokonał drugiego M. Hautamaekiego aż o 19,5 pkt. Ale i bez posiłkowania się tym wynikiem trudno zapomnieć tamten czas dominacji Polaka. W 2001 roku Małysz wygrał 17 konkursów. To niepobity rekord liczby zwycięstw w PŚ w roku kalendarzowym. Na podium PŚ w 2001 roku Małysz wskoczył 22 razy. To również najlepszy wynik w historii. Punktów też zdobył wówczas najwięcej - 2307. A przecież w tamtym 2001 roku rozegrano tylko 26 indywidualnych konkursów.

Stoch teraz, jak Małysz wówczas, w wielkim stylu wygrał Turniej Czterech Skoczni. Nasz trzykrotny mistrz olimpijski jako drugi po Svenie Hannawaldzie zawodnik w historii zwyciężył we wszystkich czterech konkursach jednej edycji turnieju. Natomiast nasz czterokrotny mistrz świata w 49. Turnieju Czterech Skoczni zdeklasował największą legendę tej imprezy, czyli Ahonena, wyprzedzając go ostatecznie o niespotykane nigdy wcześniej i nigdy później 104,4 pkt.

W tamtym niezapomnianym sezonie 2000/2001 Małysz wyprzedzał resztę stawki o kilka długości. Kiedy stawał na najwyższym stopniu podium, zawodnika zajmującego drugie miejsce pokonywał średnio o 21,4 pkt. Prevc w swoim najlepszym sezonie wygrywając konkurs, drugiego skoczka wyprzedzał średnio o 12,8 pkt, Ahonen o 9,2 pkt, Schlierenzauer - o 7,2 pkt. Sporo, ale bez porównania z "liczbami" Małysza. Nawet największy w historii Nykaenen w swoim najlepszym sezonie w życiu, a więc w latach 1987/1988, gdy w PŚ wygrał 10 z 20 rozegranych konkursów, a został też zwycięzcą Turnieju Czterech Skoczni i zwyciężył w obu indywidualnych konkursach na igrzyskach olimpijskich w Calgary, nie odskakiwał całej reszcie na taki dystans, jak robił to 13 lat później Małysz. Legendarny Fin w czasach swojej największej świetności wygrywając, wyprzedzał drugiego zawodnika średnio o 15,6 pkt. Bliżej wyniku Małysza był inny Fin, Toni Nieminen. W sezonie 1991/1992 16-letni wówczas chłopak zdobył dwa olimpijskie złota, a w PŚ wygrał osiem konkursów, średnio wyprzedzając drugiego zawodnika o 19,5 pkt.

Jak w porównaniu z tymi mistrzami wygląda Stoch? W kończącym się z wolna sezonie Kamil wygrał siedem konkursów. Był najlepszy w: Oberstdorfie, Ga-Pa, Innsbrucku, Bischofshofen, Lahti, Lillehammer i Trondheim. Średnio drugiego zawodnika wyprzedzał o 14,6 pkt.

Kamil Stoch Kamil Stoch Ned Alley / AP / AP

Do końca sezonu tylko siedem dni

Jeszcze tylko siedem dni ze skokami zostało do końca sezonu 2017/2018. Oto rozkład ostatnich startów tej zimy:

Piątek 16 marca, godz. 17.30 - kwalifikacje w Vikersundzie

Sobota 17 marca, godz. 16.15 - konkurs drużynowy w Vikersundzie

Niedziela 18 marca, godz. 16.30 - konkurs indywidualny w Vikersundzie

Czwartek 22 marca, godz. 11 - kwalifikacje w Planicy

Piątek 23 marca, godz. 15 - konkurs indywidualny w Planicy

Sobota 24 marca, godz. 10 - konkurs drużynowy w Planicy

Niedziela 25 marca, godz. 10 - konkurs indywidualny w Planicy

Relacje na żywo w Sport.pl