Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

'Piechniczek. Tego nie wie nikt' [FRAGMENTY KSIĄŻKI]

Dlaczego Antoni Piechniczek wyrzucił piłkarzy ze zgrupowania kadry? Czym podpadł mu Janusz Wójcik? Jaki niesamowity prezent dostał od Ruchu Chorzów Ajax Amsterdam? - przeczytajcie fragmenty dostępnej w księgarniach książki 'Piechniczek. Tego nie wie nikt' Pawła Czado i Beaty Żurek.
Antoni Piechniczek w swoim domu w Wiśle Antoni Piechniczek w swoim domu w Wiśle Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG

Trumna w prezencie dla Ajaksu

W drugiej rundzie Pucharu Miast Targowych sezonu 1969/70 Ruch Chorzów trafia na Ajax Amsterdam. Rok wcześniej Holendrzy dochodzą do finału Pucharu Mistrzów. Przegrywają z Milanem, ale najlepsze  dla nich dni  mają dopiero nadejść w pierwszej połowie lat 70.

Chorzowianie chcą się pokazać. Na pierwszy mecz do Amsterdamu działacze zabierają trumnę, a dokładniej - jak wspominają zawodnicy - "drewnianą skrzynię przypominającą trumnę".

Antoni Piechniczek, wówczas zawodnik Ruchu: - Zastanawialiśmy się z kolegami, co to do cholery jest?

Okazuje się, że chorzowscy działacze uzgadniają z kierownictwem Ajaksu wymianę prezentów. Chcą zrobić wrażenie i idą na całość. Zamawiają w hucie szkła w Stroniu Śląskim gigantyczny kryształ, wazon wielkości człowieka. Huta realizuje zamówienie, prezent jest elegancko zabezpieczony, skrzynia wymoszczona sianem. Czterej najmłodsi piłkarze Ruchu dostają zadanie opieki nad skrzynią, ale nikt im nie mówi co jest w środku. Błąd! Piłkarze krzywią się, ale niosą. W końcu jednak nie wytrzymują i rzucają skrzynię na ziemię. Kryształ na szczęście nie pęka. Dolatuje do Amsterdamu w całości.

Do wymiany prezentów dochodzi w polskiej ambasadzie. Piechniczek: - Holendrzy byli pod ogromnym wrażeniem. My zresztą też, bo nigdy dotąd czegoś takiego nie widzieliśmy. Żartowaliśmy, że gdyby nalać wody do wazonu, można by się na stojąco wykąpać.

Holendrzy nie chcą być gorsi. Ruch dostaje piękny stojący zegar z odważnikami. W chorzowskim klubie nikt dzisiaj nie wie co się z nim stało.

Ruch przegrywa w Amsterdamie 0:7. Marzy żeby choć częściowo zmazać plamę z pierwszego meczu. Kibice chcą honorowego wyniku. Niebiescy się starają. Po kwadransie mogło być 3:0, ale nieskutecznie grają napastnicy. Znowu porażka, ale tym razem tylko 1:2. Mecz w Chorzowie jest pamiętny dla Johanna Cruyffa. Sławny Holender musi wcześniej zejść z boiska. Za atak na rywala dostaje czerwoną kartkę. - Cruyff kopnął Jurka Wyrobka, który był wtedy chudziutki i bardzo zwrotny. Cruyff nie umiał sobie z nim poradzić. Nie wytrzymał i nakładką wszedł mu w brzuch. Słuszna czerwień - ocenia Piechniczek.

Od autorów:

W Chorzowie jedyną bramkę zdobywa Antoni Piechniczek. Do dziś jest jedynym piłkarzem polskiego klubu, który w europejskich pucharach strzelił bramkę Ajaksowi.

Zdjęcie Lanki Nike 081233-08123303 Zdjęcie Lanki Nike 085200-08520016 Zdjęcie Lanki Nike 201330-20133018
Lanki Nike 081233-08123303 Lanki Nike 085200-08520016 Lanki Nike 201330-20133018
Sprawdź ceny Sprawdź ceny Sprawdź ceny
źródło: Okazje.info

Twoja nadzieja, że mnie szybko zmienią

Rok 1996. Przed towarzyskim meczem z Cyprem dochodzi do potężnej awantury między selekcjonerem, a piłkarzami Widzewa Łódź.

Antoni Piechniczek: - Musiałem ich odstawić, bo zlekceważyli reprezentację. Gdybym nie zareagował, weszliby mi na głowę. Mecz z Cyprem zaplanowano w Bełchatowie na wtorek, mecze ligowe były w poprzedzającą go sobotę. Zdecydowałem się rozpocząć zgrupowanie kadry w niedzielę późnym popołudniem. Chciałem jeszcze tego dnia zrobić rozruch i się z piłkarzami zapoznać, bo jeszcze nie wszystkich znałem.

Do Piechniczka dzwoni Andrzej Pawelec, współwłaściciel Widzewa i biznesmen, wówczas jeden z najbogatszych Polaków.

- Panie trenerze, mam serdeczną prośbę. Chłopcy zrobili mistrza, mamy od dawna zaplanowane garden party u mnie w domu. Chcę im wypłacić premie. Czy kadrowicze z Widzewa mogliby na zgrupowanie dojechać trochę później? Czy byłby pan w stanie się na to zgodzić? - pyta Pawelec.

Piechniczek bije się z myślami. Jeśli się nie zgodzi, będą źle nastawieni i trudno będzie się z nimi porozumieć. A przecież nie chodzi o rozdmuchiwanie konfliktów.

Zgadza się. - Pawelec zapewnił mnie, że dopilnuje by zawodnicy najpóźniej o godzinie 22 byli w hotelu - mówi Piechniczek.

Godzina 22. - piłkarzy nie ma.

Godzina 23. - nie ma ich.

Północ - wciąż ich nie ma.

O pierwszej w nocy Piechniczek dzwoni do Mariana Dziurowicza, prezesa PZPN: - Marian, piłkarze Widzewa nie dojechali na zgrupowanie. Zgłaszam ci to, bo jestem gotowy podjąć decyzję, żeby im podziękować.

Poniedziałek rano. Godzina 8., śniadanie - nie ma ich.

Godzina 9. - nie ma ich.

Godzina 10. - nie ma ich.

Piechniczek organizuje krótką odprawę z pozostałymi piłkarzami, omawia z nimi trening. - Chłopcy z hotelu przechodzą na boisko. W tym momencie podjeżdża taksówka i wysiadają z niej widzewiacy: Maciej Szczęsny, Ryszard Czerwiec, Radosław Michalski, Paweł Wojtala i Marek Citko.

- Wyczułem wtedy u pozostałych piłkarzy, że niewiele brakuje, żeby się na nich rzucili - mówi Piechniczek. Bierze widzewiaków na stronę.

- Panowie, poszedłem wam na rękę, czekałem cierpliwie, nie bombardowałem telefonami - mówi. - Pomyślałem sobie, że jesteście przynajmniej na tyle solidni, że może wstaniecie rano i zdążycie na śniadanie. Widziałbym wtedy, że okazujecie zaangażowanie, że wam zależy. Ale żeby przyjechać na luzie i spóźnić się na poranny trening?!

Selekcjoner zarządza, żeby nawet się nie rozpakowali. Mają wracać do Łodzi.

Maciej Szczęsny rzuca: - To mnie już zostało tylko zagrać w reprezentacji Polski oldbojów. Piechniczek: - Twoja nadzieja w tym, że mnie szybko zmienią.

Piłkarze Widzewa stosują się do polecenia Piechniczka. Taksówka odjeżdża do Łodzi.

***

Od autorów

To jeden z wielu konfliktów za drugiej selekcjonerskiej kadencji Piechniczka. Oczywiście najsłynniejszy to ten z Wojciechem Kowalczykiem, Andrzejem Juskowiakiem i Tomaszem Iwanem. Nigdzie tak naprawdę nie było dotąd wyjaśnione o co tak naprawdę poszło. Nawet Antoni Piechniczek był zdumiony kiedy się o tym od nas dowiedział...

Antoni Piechniczek z psem Antoni Piechniczek z psem Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG

Brelok zdradza Wójcika

W 1994 roku do Emiratów przyjeżdża Janusz Wójcik, opromieniony wicemistrzostwem olimpijskim, zdobytym z Polakami na igrzyskach w Barcelonie. Z reprezentacją olimpijską Emiratów ma za zadanie awansować do kolejnych igrzysk w Atlancie. Nie udaje mu się. Traci pracę w 1996 roku.

Trener Zdzisław Podedworny w tym czasie pracuje w Emiratach: - Janusz Wójcik na asystenta chciał wziąć Pawła Janasa. W Emiratach jednak uznali, że mają mnie na miejscu.

- Kiedy Wójcik przyjechał, dziwne zdarzenie sprawiło, że przestałem go szanować - mówi Antoni Piechniczek. - Zaprosił nas do siebie z Józkiem Młynarczykiem na whisky. Miałem ze sobą teczkę ze wszystkimi dokumentami, ważnymi obserwacjami dotyczącymi kadry. Położyłem ją przy fotelu. O tym, że gdzieś ją posiałem, zorientowałem się po powrocie do domu. Zadzwoniłem do Janusza, odparł, że żadnej teczki u niego nie ma. Nazajutrz poszedłem do niego. Zapukałem, otwarłem drzwi i oniemiałem. Przy teczce miałem charakterystyczny brelok, który wystawał z szafki w kuchni. Wyjąłem z niej teczkę, powiedziałem Wójcikowi co o nim myślę i wyszedłem.

Wójcik w wydanych niedawno wspomnieniach opisuje, że był świadkiem, jak Piechniczek zostaje zwolniony z funkcji selekcjonera Emiratów, a na jego miejsce przychodzi Walery Łobanowski. Nie wiadomo jakim cudem, bo było dokładnie odwrotnie.

Od autorów:

Antoni Piechniczek prowadzi w Emiratach trzy kluby: Al-Shabab Dubaj (dwukrotnie), Al-Wahda Abu Zabi i Al-Nasr Dubaj. Szejkowie są tak zadowoleni, że powierzają mu drużynę narodową. Piechniczek  zdobywa drugie i czwarte miejsce w Pucharze Zatoki Perskiej, walkę o awans do mistrzostw świata przegrywa z Japonią. Wcześniej jako trener tunezyjskiego Esperance Tunis dochodzi do finału afrykańskiego Pucharu Zdobywców Pucharów

Więcej o:
Komentarze (13)
'Piechniczek. Tego nie wie nikt' [FRAGMENTY KSIĄŻKI]
Zaloguj się
  • mark_kram57

    Oceniono 2 razy 2

    Nie handlowal w Czestochowie z Widzewem. To byl dobry szybki, na wysokim poziomie final o Puchar Ligi. Odra do 1979 byla w czolowce I ligi (dzisiaj extraklasy). A mecz na Lazienkowskiej w Warszawie kiedy ODRA wygrala strzelajac Legii 5 goli tracac 3. Wtedy Odra byla mocna I nie musiala nic kupowac. Gdyby kupowala to nie oddala by mistrza jesieni 1978 na wiosne, tylko by sobie pomogla.

  • muminos1975

    Oceniono 1 raz 1

    Pamiętacie łączenia w przerwie meczu z domem Pana Antoniego w Wiśle w tle kominek......

  • malone01

    0

    A Szarmacha przeciw Włochom w półfinale nie wystawił.

  • edza4

    0

    Trener bez zasług,który karierę zrobił na plecach Górskiego a póżniej Kuleszy,ci dwaj zaszczepili w piłkarzach dobrego ducha i tę swobodną wesołą grę,po objęciu reprezentacji przez Piechniczka to okres najbrzydszej gry,zachowawczej i asekuracyjnej.Okres do czasów Benhakera można nazwać syndromem Piechniczka gdzie brzydota gry była codziennością.Piechniczek przecież był selekcjonerem po raz drugi z zerem sukcesów bo sam nie potrafił piłkarzy nauczyć czegoś dobrego i zbrakło mu poprzedników z charyzmą Górskiego czy Kuleszy.Nie ma czym się chwalić jego niskość.

  • bestcjanek

    Oceniono 1 raz -1

    Fajnie wydana książka o jednym z największych polskich trenerów. I nie jest to wywiad rzeka, który przedstawia jedynie prawdę bohatera - co jest chyba największą jej zaletą. Do tego arcyciekawe archiwalne fotki. Świetna pozycja - polecam!

  • rekin2008

    Oceniono 5 razy -1

    mam nadzieję, że tam będzie o tym jak P. handlował meczami, między innymi Odry Opole w Częstochowie na stadionie Rakowa z Widzewem.

  • kalasanty18

    Oceniono 4 razy -4

    Nie przeczytam!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX