Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sześć spostrzeżeń po pierwszym meczu Górnika w ekstraklasie

Rozgrywki ligowe piłkarze Górnika Łęczna rozpoczęli od remisu z wielokrotnym mistrzem Polski, drużyną Wisły Kraków. Po meczu kilka wniosków odnośnie gry łęcznian nasunęło się samych. Oto one.

Napastnik nadal pilnie potrzebny

Zespół trenera Jurija Szatałowa nadal niezwłocznie potrzebuje wzmocnienia w postaci napastnika. Najlepiej rosłego, umiejącego dobrze grać głową i tyłem do bramki. W piątkowym meczu z Wisłą na "szpicy" zagrał filigranowy Paweł Buzała i do 55 minuty (bo tyle czasu spędził na boisku) odbijał się od Arkadiusza Głowackiego jak od ściany. Wydaje się, że 28-latek zdecydowanie więcej mógłby dać "zielono-czarnym" grając na skrzydle lub jako podwieszony napastnik. Na tych pozycjach jego atuty mogłyby zostać zdecydowanie bardziej uwypuklone.

Kaźmierczak będzie jeszcze lepszy

Były gracz Śląska i mistrz Polski z klubem z Wrocławia do drużyny z Łęcznej dołączył dopiero na kilka dni przed inauguracją T-Mobile Ekstraklasy. A mimo to trener Szatałow odważnie na niego postawił wystawiając w pierwszym składzie. "Kaz" odwdzięczył się szkoleniowcowi najlepiej jak mógł. Królował w powietrzu, bardzo dobrze wywiązywał się z zadań defensywnego pomocnika i wprowadził do środka pola dużo spokoju. Zabrakło tylko jego firmowych strzałów z dystansu, ale należy być pewnym, że Kaźmierczak po zgraniu z resztą zespołu odciśnie piętno na grze Górnika w ekstraklasie.

Silvio Rodić zagroził Sergiuszowi Prusakowi

Sergiusz Prusak czerwoną kartką w ostatnim spotkaniu I ligi ze Stomilem Olsztyn sam wykluczył siebie ze starcia z krakowską Wisłą. W związku z tym miejsce w bramce zajął Chorwat Silvio Rodić i zaprezentował się z bardzo dobrej strony. To, co miał do wybronienia wybronił, a gdy nie dałby rady pomogła mu poprzeczka. Przy bramce na 1:1 i rykoszecie piłki od Grzegorza Bonina nie miał nic do powiedzenia. Tak więc Sergiuszowi Prusakowi do gry w bramce przybył poważny konkurent i kto wie, czy popularny "Serek" na debiut w ekstraklasie nie będzie musiał poczekać dłużej niż się spodziewano.

Tomasz Nowak jest niezastąpiony

Pomocnik Górnika w 28. minucie doprowadził do eksplozji radości na trybunach, kiedy kapitalnym strzałem sprzed pola karnego pokonał Michała Buchalika. Zresztą w piątek był najlepszy na boisku. Dryblował, podawał, groźnie uderzał. Mógł sobie na to pozwolić, bo miał za swoimi plecami Lukasa Bielaka i Przemysława Kaźmierczaka, którzy wykonywali za niego bardzo dużo pracy w defensywie.

W zespole jest potencjał

Górnik nie przestraszył się wielokrotnego mistrza Polski i przy nieco większej dozie szczęścia mógł to spotkanie wygrać. W drugiej połowie, po znakomitej wymianie podań między Mierzejewskim, a Boninem piłkę do bramki mógł skierować Szałachowski, ale nie udało mu się jej sięgnąć. Jednak po pierwszym meczu widać, że łęcznianie mają swój pomysł na grę, a w zespole jest dość spory potencjał. Czas powinien w tym wypadku zadziałać na korzyść i drużyna trenera Szatałowa napsuje krwi jeszcze niejednemu faworytowi.

Trzeba było odstać swoje w korkach

Po spotkaniu kibice, którzy opuszczali Łęczną musieli uzbroić się w cierpliwość. Wyjazd wąskimi ulicami, na których ruchem kierowała policja trwał nawet 30 minut. Warto też pomyśleć o miejscach dodatkowych miejscach parkingowych, bo na kolejne mecze może przyjechać jeszcze więcej sympatyków. Na stadion może ich wejść 7500, a w piątek na trybunach zasiadło ich 5025.