Spotkanie zaczęło się od potwornego uderzenia w twarz Bendera. Diouf rozciął mu butem skórę, ale zalany krwią gracz gospodarzy wrócił wkrótce na boisko.
W 27. min. Lewandowski trafił po raz 15. w tym sezonie. Zapakował piłkę po ładnym biegu, z ostrego kąta, po czwartej asyście Piszczka w tym sezonie! A Piszczkowi podawał... Błaszczykowski.
Ta sama sytuacja z nieco odwróconą kolejnością miała miejsce w 54. min. Tym razem Piszczek podał Błaszczykowskiemu idealnie na klatkę, kapitan reprezentacji Polski świetnie wyprzedził obrońcę i spod linii końcowej wycofał do Lewandowskiego, który trafił wślizgiem.
Bramkę dla odważnie atakującego Hannoveru zdobył w końcu w 60. min. Yakonan, który kilkadziesiąt sekund wcześniej pojawił się na boisku. Pokonał Weidenfellera pięknym uderzeniem z dużej odległości.
Później sędzia nie zaliczył trzeciego gola Lewandowskiego, niesłusznie uznając, że podający mu Grosskreutz był na spalonym. Niedługo później nie podyktował też rzutu karnego za faul na Kagawie.
W 77. min. Lewandowski opuścił boisko przy ryku trybun, skandujących jego nazwisko. Zastąpił go Barrios.
Bardzo niepewną sytuację rozstrzygnął dopiero minutę przed końcem meczu Perisić, który wykorzystał kapitalne podanie Błaszczykowskiego z rzutu wolnego. Polak miękko przerzucił piłkę nad obrońcami i Borussia umocniła się na prowadzeniu w niemieckiej ekstraklasie. Po raz kolejny ogromna w tym zasługa polskiego tercetu.
W zespole gości nie wystąpił kontuzjowany Artur Sobiech.