W czwartek Atlas, były dziennikarz, a ostatnio etatowy pracownik PZPN, został mianowany tymczasowym rzecznikiem. Niektórzy działacze PZPN są zaniepokojeni jego nominacją i otwarcie stawiają pytania o nadużywanie przez Atlasa alkoholu.
Robert Błoński: Co się teraz zmieni w polityce informacyjnej PZPN? Janusz Atlas: - Będą odpowiedzi na wszystkie pytania i zaczepki.
Dotąd nie było? - Nie było głównie na zaczepki. Teraz obiecuję, że będą. Równie brutalne jak te zaczepki.
Związek pójdzie na wymianę ciosów z mediami? - Dotąd PZPN był bombardowany w narożniku. Przedstawiano go jako organizację przestępczą, mafijną, co oczywiście nigdy nie miało i nie ma nic wspólnego z prawdą. Czy dementowanie kłamstw i odpowiadanie na chamskie zaczepki to będzie wymiana ciosów? Jeśli skończą się ciosy poniżej pasa, sami nie będziemy zaczynać się boksować z kimkolwiek.
Będziecie walczyć na internetowej stronie PZPN, żądać sprostowań w gazetach, kierować sprawy do sądu? - Mam nadzieję, że nie będzie drastycznych kroków, ale są tysiące sposobów, skorzystamy ze wszystkich dostępnych. Dotąd byle pętak mógł obrażać senatora RP, który jest jednocześnie wiceprezesem PZPN, i uchodziło mu to bezkarnie. Teraz nie będzie uchodzić.
Są sprawy, które do sądu się nie nadają, a są takie, które tylko tam mogą być rozstrzygnięte. Np. jeśli kwestionuje się czyjąś uczciwość albo zaczepia jego rodzinę. Osoby publiczne, a wybitni działacze PZPN nimi z natury są, wzbudzają zainteresowanie mediów i zaczepia się ich. Gdy zainteresowanie jest życzliwe, to dobrze. Jak ktoś kłamie, trzeba dać odpór. Nie widzę w tym nic dziwnego. Mediom radzę, by nie zamieszczały zdjęć nieprawdziwych, obraźliwych i obrzydliwych.
Nie boi się pan, że na pana też ktoś coś wyciągnie? - A jakie można postawić mi zarzuty? Napadłem kogoś? Ukradłem coś? Uczestniczyłem w przygotowaniu ustawy o grach hazardowych?
Ryszard F. zwany Fryzjerem mówi o panu „imprezowicz”. - Ooooo... każdy człowiek w swoim życiu miał czas imprez. Ja również. Ale od dawna jestem stateczną głową rodziny. Od lat nikt mnie nie widział pijącego.
Skończył pan z alkoholem? - Zdecydowanie.
Zbigniew Lach... - ...wiem, wiem. Kiedy przyjmowano mnie do pracy w związku, zapytał na posiedzeniu zarządu, czy piję. Dostał negatywną odpowiedź od prezesa Laty i ją przyjął. Ze Zbyszkiem jesteśmy w jak najlepszych stosunkach i nic się nie zmieniło. W PZPN nie miałem, bo nie mogłem mieć żadnej wpadki. Pracuję tu od 6 stycznia i karta dyscyplinarna jest czyściutka. Za to wypełnioną mam kartę nagród.
Jeśli zadzwoni do pana dziennikarz z zagranicy i poprosi o wywiad z prezesem... - ...poradzę sobie. Oczywiście, że mówię po angielsku i rosyjsku. Już nawet do mnie dzwonili, mejlowali z zagranicy. W PZPN naprawdę nie pracują półanalfabeci i idioci.
Czuje się pan człowiekiem na pierwszej linii związku? - Związek doświadcza niezasłużonego czarnego PR-u. To trzeba kompromitować. Sprostam zadaniu, by wyśmiewać łobuzerstwo. Będę nazywał je po imieniu, nie zamierzam udawać, że nic się nie dzieje.
Podobno „podkopywał” pan poprzedniego rzecznika Jakuba Kwiatkowskiego? - W żadnym wypadku. Pana Kubusia, jak się do niego zwracałem, poznałem na konferencji z Michelem Platinim. I zwróciłem uwagę, że robienie sobie zdjęć z prezydentem
UEFA to dziecinada. Później nie miałem nawet wbitego w komórkę numeru jego telefonu służbowego. Bo nie zwrócił się do mnie z ani jednym problemem.
A gdyby zaproponowano panu stałą funkcję rzecznika? - Twarzą związku powinien być chyba ktoś młodszy, ale nigdy nie ucieknę od odpowiedzialności. Systemu komputerowego nie zorganizuję, bo nie umiem. Potrafię co innego. Np. dawać odpór chamskim atakom na związek.