Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Były szef piłkarskich sędziów pogrąża "Fryzjera"

- W maju 2003 roku Leszek Saks powiedział, że na polecenie prezesa PZPN-u Michała Listkiewicza będzie mnie informował o obsadzie sędziowskiej I ligi - zeznał były szef polskich sędziów.
Przed Sądem Okręgowym w Gliwicach odbyła się rozprawa w procesie apelacyjnym dotyczącym korupcji w Arce Gdynia. Powodem przeniesienia rozprawy z Wrocławia na Górny Śląsk był stan zdrowia jednego z oskarżonych - mieszkającego w Gliwicach byłego obserwatora i sędziego Mariana D., będącego po operacji usunięcia nerki.

Oprócz niego na rozprawie stawiło się dwóch innych spośród 17 oskarżonych - Ryszard F., ps. "Fryzjer", oraz były sędzia piłkarski Marek R.

Przesłuchany został także były przewodniczący kolegium sędziów PZPN-u Jerzy G., którego wezwano na świadka na wniosek prokuratury. G. swoją funkcję w strukturach piłkarskiego związku pełnił od września bądź października 2001 do czerwca 2004 roku. W tym czasie obsadą sędziowską zajmował się Saks.

- W maju 2003 roku Saks powiedział, że na polecenie prezesa PZPN-u Michała Listkiewicza będzie mnie informował o obsadzie sędziowskiej I ligi - zeznał wczoraj G. - Domyślam się, że miało to związek z kontrolą UEFA w PZPN-ie - odpowiadał G., który miał być informowany przez Saksa o obsadzie telefonicznie.

W lipcu 2003 roku G. spotkał się po raz pierwszy z F. w jednej z kołobrzeskich restauracji. Wspólnie zjedli obiad. - Zaczął mnie wypytywać, czy znam obsady, ale początkowo nie przyznawałem się do tego. Prowadził jednak rozmowę w taki sposób, że w końcu potwierdziłem, że znam, bo taka była prawda - informował sąd G.

Zdaniem G. "Fryzjer" miał zapytać, czy ten mógłby mu podawać obsadę meczów Pogoni Szczecin, za co dostałby "parę groszy". G. przystał na propozycję. - F. uznał, że będzie bezpieczniej, jeśli przekaże mi telefon komórkowy. Z niego miałem podawać mu tę obsadę. Telefon był na abonament, który opłacał F. - relacjonował G.

W kolejnych rozmowach "Fryzjer" miał go pytać również o obsadę sędziowską z udziałem innych klubów. - Arka Gdynia, Górnik Polkowice, Kujawiak Włocławek, Lech Poznań oraz Świt Nowy Dwór Mazowiecki - wyliczał je G. - W innych klubach też wyrywkowo podawałem obsadę, ale dokładnie nie pamiętam jakich - przekonywał, nie chcąc np. potwierdzić, czy dotyczyło to także GKS-u Bełchatów oraz Podbeskidzia.

Za samą usługę "wynegocjowaną" w Kołobrzegu G. miał otrzymać 5 tys. zł, za obie rundy - jesienną oraz wiosenną następnego sezonu - po 10 tys. zł za każdą.

G. pomagał także sędziom przy ich awansach. - W sezonie 2001/2002 F. prosił mnie, bym pomógł przy awansie do II ligi sędziemu Adamowi Konarskiemu - zeznawał G. Pomoc miała polegać na przyznawaniu pozytywnych ocen przez obserwatorów. - W tym przypadku nie udzieliłem tej formy pomocy, bo nie było takiej potrzeby - utrzymywał G.

Co innego z przekazywaniem sędziom pytań przed egzaminem. - Chodziło o pytania trudne, stanowiące w teście sędziowskim 20-30 proc. Podałem je F. Otrzymałem za to 20 tys. zł. Pieniądze trafiły do mnie przekazem pocztowym, który był anonimowy - kontynuował G.

Na zlecenie F. na podobnych zasadach miał też służyć pomocą sędziom Nowakowi (pytania egzaminacyjne) oraz Rutkowskiemu (telefon do obserwatora), za co w czerwcu i lipcu 2003 roku miał dostać łącznie kolejne 40 tys. zł.

Jedną z rat (10 tys.) miał mu wręczyć w plastikowej torbie wraz z szynką sędzia Marek R. - Nie przekazywałem Jerzemu G. żadnych pieniędzy ani szynki od Ryszarda F. - oświadczył potem R.

- Czy ktokolwiek poza Ryszardem F. zwracał się o informacje o obsadach? - dopytywał sąd. - Dzwonił Jerzy S., działacz klubowy Świtu Nowy Dwór Mazowiecki, kiedy ta drużyna walczyła o utrzymanie w I lidze. Błagał, wymuszał... - opisywał G. - W sumie podałem mu obsadę na trzy mecze (za sumę 5 tys. i dwukrotnie po 2 tys. zł). Za trzecim razem przekazał mi komórkę na kartę, z której miałem dzwonić. Potem stwierdził, że więcej nie będzie się kontaktował, bo jego klubowi przełożeni sami już znają obsadę - opowiadał G.

Według zeznań nigdy nie przekazywał podobnych informacji Marianowi D. ani też ten o nie nie zabiegał.

Powód rezygnacji G. z funkcji przewodniczącego był prozaiczny. - Wymagała ona zbyt dużo pracy, a ja poza tym pracowałem zawodowo. A tam tylko społecznie, po godzinach - tłumaczył G.

"Fryzjera" poznał w latach 90., gdy był obserwatorem na meczach Amiki Wronki. - On był wówczas działaczem. Było przyzwolenie, by każdy klub miał osobę opiekującą się sędziami - wspominał G.

Andrzej Grabiński, mecenas F., pytał G., jakie zarzuty postawiła mu prokuratura, ale ten z uwagi na toczące się postępowanie odmówił odpowiedzi. Wiadomo tylko, że łącznie zarzutów jest 91. W identyczny sposób uciekł od pytania, czy brał udział w grupie przestępczej kierowanej przez F.

W przerwie rozprawy "Fryzjer" kipiał ze złości. - To jest skandal - kręcił głową. A do prokuratora Krzysztofa Grzeszczaka rzucił: - Ładnie pan pogłaskał przed rozprawą G. po plecach, panie prokuratorze.

W swoim oświadczeniu F. stwierdził, że wyjaśnienia G. są "w znakomitej większości" nieprawdziwe. - Postawiono mi zarzuty za lata 2000-2006, a rewelacje Jerzego G. dotyczyły niespełna jednego sezonu. Co z pozostałymi dziesięcioma rundami? Od kogo miałem otrzymywać takie informacje? Poza okresem jesień 2003 - wiosna 2004 Jerzy G. dzwonił do mnie z prośbą o ustalenie obsady poszczególnych meczów. Świadczy to niewątpliwie o "szczelności" Leszka Saksa i innych ludzi z PZPN-u, w tym samego Michała Listkiewicza - odczytał swoje oświadczenie F.

Sesja wyjazdowa sądu apelacyjnego potrwa dwa dni. Później skład sędziowski wróci do Wrocławia, gdzie zostanie ogłoszony wyrok.