Rafał Rostkowski: Skorumpowani wciąż zatruwają polską piłkę

- Odrzucanie przez niektórych sędziów łapówkarskich ofert powodowało zemstę ludzi z korupcyjnego układu. Niestety, jeszcze nie wszyscy z nich zostali wyłapani. Ostatnio nawet się bardzo uaktywnili - mówi powiedział Rafał Rostkowski, zawodowy sędzia asystent, który miał pojechał w 2010 na mundial do RPA
Rostkowski to zawodowy sędzia asystent. Miał jechać z Grzegorzem Gilewskim na mundial, ale tamten, najlepszy polski arbiter ma korupcyjne zarzuty i zakaz sędziowania na polskich boiskach.

W grudniowym wywiadzie dla "Gazety" Rostkowski mówił tak: "Lojalnie uprzedziłem prezesa, że jeśli PZPN nie sprawi, że nieuczciwi i niewiarygodni sędziowie sami zrezygnują, to polska piłka straci uczciwych arbitrów, którzy mają dość piłki ubrudzonej śmierdzącym błotem. Ja mam już absolutnie dosyć. Mam dość tej podłej atmosfery, parszywej korupcji ( ) Kocham ten sport, ale jeśli w polskiej piłce nie ma miejsca dla uczciwych sędziów, a jest miejsce dla bandytów, oszustów i naciągaczy, to ja się wypisuję".

Artur Brzozowski: Prezes PZPN nie wykurzył przez zimę z hukiem nieuczciwych arbitrów, a pan wiosną wciąż sędziuje...

Rafał Rostkowski: Nie huk jest najważniejszy, lecz skuteczność. Dwa razy spotkałem się z prezesem Lato i odniosłem wrażenie, że jest przejęty sytuacją w środowisku sędziowskim i zaczyna działać. Rozmawiałem też z kilkoma innymi ważnymi osobami, nie tylko z PZPN. Usłyszałem bardzo przekonujące argumenty, że warto jeszcze trochę wytrzymać w takiej atmosferze, jaka jest, bo prawdopodobnie "najgorsze wkrótce będzie za nami" i powinno być lepiej. Jestem optymistą.

Co takiego PZPN zrobił, że zaraził pana optymizmem?

- O pewnych rzeczach lepiej jeszcze nie mówić, żeby nic nie zepsuć. Wiem jednak, że kilka ważnych osób zrozumiało, że dopóki lojalność wśród sędziów nadal będzie rozumiana tak opacznie jak dotychczas, dopóki sami nie wprowadzimy odpowiednich standardów antykorupcyjnych, dopóty kolejne grupy kabaretowe będą robić skecze o sędziach piłkarskich.

Bardzo pan tajemniczy. Może dyskretne rozmowy odbywał pan we wrocławskiej prokuraturze?

- Ostatni raz we Wrocławiu byłem miesiąc temu, gdy sędziowałem mecz Śląska z Polonią Bytom, a wcześniej w sierpniu na meczu Śląsk - Odra, ale prokuratorów nie spotkałem. Nie trzeba jednak z nimi rozmawiać, by wiedzieć, że zanim będzie lepiej, czeka nas kolejna fala zatrzymań. Prokuratura kilku osobom postawiła ostatnio blisko 200 zarzutów, jeden trener dostał ich ponad 100. Wstydliwych zatrzymań mogą chyba uniknąć tylko ci z poczuciem winy, którzy zdecydują się w porę wycofać z piłki i sami zgłoszą się do Wrocławia.

PZPN nie ma prawa śledzić i zakładać podsłuchów. Ważne jednak, żeby nie czekał tylko na wyniki pracy organów ścigania. Związek ma projekt rozwiązań profilaktycznych, które skutecznie zniechęcą do sędziowania zarówno zamieszanych w korupcję, jak i tych, którym sędziowanie na poziomie profesjonalnym z różnych powodów nie odpowiada.

Część sędziów na samą wieść o tym zaczęła się zastanawiać nad przyszłością. Jedni przypomnieli sobie może jakieś zdarzenia z przeszłości, inni wolą skupić się na pracy zawodowej w innej branży, zadbać o zdrowie albo spędzać weekendy z rodziną. Nie oskarżajmy o korupcję każdego, kto rezygnuje, bo niektórych skrzywdzimy, a innych niejako zmusimy do trwania w sędziowaniu, bo rezygnacja będzie przyznaniem się do winy.

Marcin Wróbel i Marek Mikołajewski mają zarzuty, nie przyznają się do winy, ale związek nie pozwala im sędziować. Seryjny laureat sędziowskich Oscarów Jacek Granat tłumaczy koniec z futbolem kontuzją, a Zdzisław Bakaluk wycofał się po cichu.

- Nie znamy szczegółów tych spraw, ale każda z nich jest inna. Nie wrzucajmy wszystkich do jednego worka, bo w ten sposób nigdy nie zrobimy porządku.

Dla pana to dobrze, że niektórzy sędziowie rezygnują, bo wówczas będzie mniejsza konkurencja?

- Proszę mnie nie rozśmieszać. Przecież jeśli Grzegorz Gilewski nie wróci wkrótce do sędziowania, to razem z Maciej Wierzbowskim nie będziemy mieli z kim pojechać na mistrzostwa świata w 2010, bo inni polscy sędziowie mają niestety zbyt niskie kwalifikacje. Mało tego, już teraz wiadomo, że teoretyczne szanse na Euro 2012 czy mundial w 2014 mają tylko Gilewski i Marcin Borski, ale ten drugi ma mało czasu, by spełnić warunki. Paweł Gil czy Hubert Siejewicz mogą marzyć o mundialu dopiero w 2018 roku. Tak więc słaba konkurencja nam szkodzi, a nie pomaga.

W grudniowym wywiadzie nie zostawił pan na skorumpowanych sędziach suchej nitki. Co na to pana środowisko?

- Nikt nie wezwał mnie przed kolegium sędziów ani do wydziału dyscypliny. Ale przecież nie powiedziałem w wywiadzie nic złego. Apelowałem jedynie o jak najszybsze uzdrowienie naszego środowiska. Dostałem wiele pozytywnych sygnałów od sędziów czy nawet etatowych pracowników PZPN: "Wywiad prawdziwy aż do bólu", "Wreszcie ktoś to powiedział głośno, wielki dzięki" czy "Rafał, podziwiam cię za odwagę". Ale jeden ostrzegał: "Uważaj, teraz skoczą ci do gardła". Pewien obserwator powiedział mi na ucho, że będą chcieli za wszelką cenę wykluczyć mnie z grona sędziów zawodowych. Słyszałem też, że pewien wpływowy w naszej piłce osobnik stwierdził, że "takich jak ja nie powinno się wyznaczać na mecze międzynarodowe". Co ciekawe, od dłuższego czasu sam jest oskarżany o korupcję i w ogóle tego nie wyjaśnia Być może dużo wie o pewnych sprawach czy osobach i może dlatego czuje się nieusuwalny. Na wszelki wypadek stara się pacyfikować wszelkie akcje antykorupcyjne.

Tylko tyle za obrzucenie błotem własnego podwórka?

- Podwórko jest zabłocone od dawna przez skorumpowanych, a nie przeze mnie. Z kilku źródeł wiem, że z inicjatywy paru arbitrów ekstraklasy zaproponowano kolegium sędziów, aby mnie oficjalnie potępić za wywiad w "Gazecie". Szef sędziów Kazimierz Stępień powiedział im, że jeśli mają coś do mnie, niech mi to przekażą osobiście. Mijają trzy miesiące, ale nadal nie powiedzieli mi nic krytycznego. Mam nadzieję, że niezadowolenie tych sędziów wynikało z niezrozumienia tekstu.

A jeśli zrozumieli?

- Wtedy ciężko ich zachowanie skomentować, bo co tu komentować. Dziwne tylko, że czekali aż miesiąc, żeby porozmawiać o tym akurat wtedy, kiedy FIFA zaprosiła mnie do Las Palmas na kurs dla czołowych europejskich sędziów asystentów. Jedno jest chyba pewne: żaden skorumpowany sędzia nie poprosi mnie o współpracę.

Kilka dni temu zatrzymano kolejnych sędziów Ekstraklasy: Mariusza Ż. I Piotra P., a już zapowiadane są następne zatrzymania.

- Miejmy nadzieję, że to tylko przyspieszy wprowadzenie rozwiązań zabezpieczających PZPN i ekstraklasę przed kolejnymi przykrymi niespodziankami. Powinno na tym zależeć wszystkim, którzy nie mają czegoś na sumieniu. Sędziom też.

Czy Mariusz Ż. i Piotr P. byli wśród tych, którzy chcieli pana potępiać?

- Słyszałem, że byli. Znam jeszcze inne nazwiska, ale wiem, że część z nich tylko przytakiwała swoim sędziom głównym, inni przyłączyli się, bo czuli presję, zadziałał instynkt stadny. Kilku przyznało potem, że nawet nie czytali tego wywiadu.

Prokuratorzy postawili zarzuty korupcyjne kilku ludziom, którzy należeli do najważniejszych w środowisku sędziowskim: Witowi Ż, Krzysztofowi P. czy Wiesławowi K. Zatrzymanie ich zrobiło wrażenie wśród arbitrów?

- Oczywiście, choć zatrzymanie Wiesława K. raczej dla nikogo nie było zaskoczeniem. W 2005 roku, jeszcze przed wybuchem afery korupcyjnej, opisałem - nie ja jedyny zresztą - zachowanie tego pana przed meczami i poprosiłem PZPN, aby nie wyznaczał mnie na spotkania, w których K. będzie obserwatorem. Moje uzasadnienie brzmiało: "Kiedy spotykam pana K. przed meczem w szatni, odczuwam brak komfortu psychicznego potrzebnego do prowadzenia meczu odpowiednio dobrze i obiektywnie". Nie mogłem napisać więcej, bo nie miałem dowodów. Miałem nadzieję, że to wystarczy, ale prezesowi Michałowi Listkiewiczowi powiedziałem, że jeśli będzie trzeba, złożę obszerne wyjaśnienia wydziałowi dyscypliny.

I co się stało?

- Pojawiły się kolejne skargi na K. i Listkiewicz usunął go z listy obserwatorów. Ale wcześniej dwie osoby starały się mnie uciszyć, obie teraz pokątnie atakują mnie za wywiad...

Tylko nieliczni z arbitrów, którzy prowadzili mecze kilka lat temu, uniknęli kontaktów z prokuraturą, a tych, co sędziują, do dziś można policzyć na palcach. Co zrobić z sędziami, którzy mają korupcyjne zarzuty, ale twierdzą, że zostali pomówieni i są niewinni?

- Każdy przypadek jest inny, więc trudno znaleźć uniwersalne rozwiązanie. Bez znajomości dowodów trudno kogoś osądzać. Ale jeśli nawet okaże się, że z 250-300 zatrzymanych sąd uniewinni kilku czy kilkunastu, to nie zmieni faktu, iż skala korupcji w Polsce była ogromna i tylko żmudna praca policji i prokuratury pozwoliła odkryć i zwalczać tę patologię.

Z drugiej strony wszyscy w środowisku piłkarskim wiedzą, jak wyglądał mechanizm korupcyjny. Działacz klubu czy kierownik drużyny zbierał pieniądze wśród piłkarzy, brał je od sponsora, prezesa lub z lewej kasy z biletów z zadaniem załatwienia meczu z sędzią. Czasem dochodziło do korupcji, a czasem nie, bo działacz zatrzymywał pieniądze dla siebie. Teraz taki oszust woli obciążać sędziego, bo gdyby się przyznał, że pieniądze zostawił sobie, naraziłby się na zarzut oszustwa, wyłudzenia i korupcji. No i nie mógłby spojrzeć w oczy dawnym kolegom z klubu, których oszukiwał.

Kiedyś w II lidze piłkarze gospodarzy dwa razy przewracali się w polu karnym, a ja nie dyktowałem karnego. Wtedy jeden podbiegł do mnie i mówi: "No co jest, przecież zrzucaliśmy się na pana?". Zaskoczony zażartowałem: "To idźcie z reklamacją do tego, któremu daliście pieniądze".

Adwokaci oskarżonych o korupcję działaczy Arki Gdynia twierdzą, że ich klienci są ofiarą systemu, który sędziowie i obserwatorzy stworzyli za aprobatą władz PZPN. Kto nie dawał łapówki, odpadał z gry. Co pan na to?

Nie chcę być stroną w tej sprawie. Nie słyszałem, żeby sędziowie dawali ogłoszenia o treści "mecz sprzedam, kupię". Korupcyjna inicjatywa prawie zawsze wychodziła ze strony działaczy klubowych, czasem oferty łapówek docierały do sędziów bezpośrednio od nich, czasem przez pośredników, czasem nie docierały. Pytanie, czy korumpowano sędziów, bo inaczej wygrać się nie dało, pozostaje otwarte. Środowisko sędziowskie ponosi winę szczególną, bo ulegało korupcji zamiast z nią walczyć. Ale nie wszyscy ulegli. Na szczęście są tacy, chociaż przez lata było im bardzo ciężko, bo odrzucanie ofert łapówkarskich często powodowało zemstę ludzi z korupcyjnego układu. Dlatego wielu dobrym i uczciwym sędziom nigdy nie udało się awansować do ekstraklasy. Niestety, jeszcze nie wszyscy z tego korupcyjnego układu zostali wyłapani i wciąż zatruwają polską piłkę.

Zobacz także
  • Jacek Sarzało o wyroku ws. korupcji: To przestroga
  • Afera korupcyjna: "Fryzjer" i Jacek M. skazani!
  • Ireneusz Jeleń Jeleń: mieliśmy nie podawać do Boruca
Skomentuj:
Rafał Rostkowski: Skorumpowani wciąż zatruwają polską piłkę
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje