Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Alfabet Lechii Gdańsk anno domini 2012

Kończący się 2012 rok był w historii Lechii Gdańsk rokiem trudnym. Zespół w wielkich bólach utrzymał się w ekstraklasie, nastąpiły znaczące zmiany w kierownictwie klubu, które wciąż szuka formuły na sposób jego dalszego funkcjonowania. Jesień przyniosła szczyptę optymizmu, drużyna pod wodzą Bogusława Kaczmarka grała nieźle i szczęśliwie. Na horyzoncie pojawili się też rzekomi inwestorzy milionerzy, którzy mieliby zainwestować w Lechię porządną kasę. Zapraszamy na alfabet Lechii anno domini 2012.
A jak Augiasza stajnia

Dziwna polityka transferowa klubu spowodowała, że w ostatnich miesiącach w szatni Lechii aż zaroiło się od zawodników, których w potocznej nowomowie piłkarskiej określa się pieszczotliwie mianem szrotu. Lawety z wybrakowanym sprzętem nadciągały w ostatnich latach ze wszystkich możliwych kierunków: z zachodu (Bedi Buval, Fred Benson), wschodu (Aleksandr Sazankow, Sergejs Kożans, Vytautas Andruskevicius), Bałkanów (Luka Vucko, Josip Tadić), eksplorowane były również polskie rynki zbytu (Kamil Poźniak, Patryk Tuszyński, Piotr Grzelczak). Roli Herkulesa podjął się dopiero Bogusław Kaczmarek, który - działając "w określonych warunkach finansowych" - tak "zarządził materiałem ludzkim", że najsłabsze ogniwa powoli zaczęły z Gdańska znikać. Ale misja nie jest jeszcze zakończona, wietrzenie szatni cały czas trwa.

Kto powinien odejść z Lechii, zobacz TUTAJ.

B jak Bobo

Bobo Kaczmarek to dla Lechii prawdziwy skarb. Przede wszystkim robi kawał dobrej roboty, choć i on popełnia po drodze błędy. Jednak w przeciwieństwie do większości swoich kolegów po fachu potrafi się do nich przyznać. Ale jest jeszcze tak zwana wartość dodana. Dzięki jego barwnej osobowości o Lechii jest głośno niemal we wszystkich mediach, bo trener biało-zielonych wypowiada się na każdy temat chętnie i, co najważniejsze, barwnie. Do swojego nauczyciela Wojciecha Łazarka pewnie jeszcze mu trochę brakuje (popularny "Baryła" to absolutny mistrz bon motów), ale niektóre stwierdzenia już na zawsze przejdą do kanonu słowa mówionego. Garść najciekawszych cytatów poniżej.

C jak Coimbra

Brazylijska zawodniczka Atomu Trefl Sopot sprawiła, że obrońca Lechii Deleu stał się wielkim fanem żeńskiej siatkówki. Ostatnio nie opuszcza żadnego meczu mistrzyń Polski, a potem z gwiazdą sopockiego zespołu długo i wnikliwie omawia wszystkie taktyczne niuanse właśnie zakończonego spotkania. Według naszych informacji Deleu już wie, co to jest podwójna krótka oraz "pipe", ale wciąż nie może zrozumieć, po co siatkarki cały czas chodzą w kółko po boisku. Kolejne lekcje siatkówki już w 2013 roku.

D jak doradca podatkowy

Franz Josef Wernze, czyli skromny doradca finansowy z Koloni, który obraca majątkiem na poziomie kilkuset milionów euro. Podobno chce zostać właścicielem Lechii i odkupić większościowe udziały od Andrzeja Kuchara. Najpierw musi jednak ubiec Józefa Wojciechowskiego, arabskich szejków, rosyjskiego oligarchę, chińskiego plantatora bawełny, brazylijskiego potentata kawowego oraz włoskiego producenta butów ze skóry krokodyla. No i oczywiście prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Uff, będzie ciężko.

E jak epizod

Jakub Kosecki przemknął przez Lechię niczym meteor, w rundzie wiosennej sezonu 2011/12 zagrał raptem w ośmiu meczach, ale i tak zdążył zostać najlepszym skrzydłowym w nowożytnej historii klubu. Albo świadczy to o niezwykle wysokich umiejętnościach młodego "Kosy", albo o tym, że do tej pory w Lechii grali na tej pozycji... Stop! Kosecki świetnie grał jesienią w Legii, więc pierwsza wersja jest prawdziwa i jedynie obowiązująca (w tle słychać wielki oddech ulgi Ivansa Lukjanovsa).

F jak Fornalik

Waldemar, selekcjoner reprezentacji Polski. Trener, który ma wyjątkowe baczenie na zespół Lechii. Do gry w reprezentacji Polski kandydują przecież Mateusz Machaj, Sebastian Madera, Bartosz Kaniecki, powołany na mecz z Urugwajem Piotr Brożek, a i Grzegorz Rasiak pewnie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Tylko patrzeć, aż zrobi nam się w Gdańsku mała reprezentacyjna kolonia.

G jak gdański Abramowicz

Anton Zingarewicz nigdy nie będzie tak bogaty jak właściciel Chelsea, to oczywiste. Podobnie jak to, że Rafał Janicki nigdy nie zagra w Premiership. Ale przez kilka tygodni i my żyliśmy swoją własną przypowieścią o gdańskim Abramowiczu. Co dowiedzieliśmy się o rosyjskim milionerze? Że bardzo lubi piłkę nożną i ma piękna żonę - Katsię. Dla niektórych to drugie było nawet ważniejsze. Być może Zingarewicz jeszcze kiedyś wjedzie do Gdańska na białym koniu, a aktualny włodarz naszego pięknego grodu wręczy mu pod Złotą Bramą symboliczne klucze do miasta. Tylko co na to wszystko powiedziałby Jarosław Kaczyński?

I jak introwertyk

Paweł Janas przyszedł do Lechii z zadaniem utrzymania zespołu w ekstraklasie i cel osiągnął. A że w tym czasie wypowiedział zaledwie 17 słów? Cóż, każdy ma swój styl pracy. Wiadomo nie od dziś, że "Janosik" najlepiej czuje się w podwronieckiej głuszy, którą zresztą często w trakcie pobytu w Lechii odwiedzał. Najważniejsze, że jest lubiany przez piłkarzy, niektórzy nawet skoczyliby za nim w ogień. Janas po kilku miesiącach grzecznie podziękował za występy w Gdańsku i znów poluje. Ale grubego zwierza to on już raczej nie ustrzeli.

J jak Japończycy

Kiedy w trakcie rundy jesiennej na sprawdzianach w Lechii pojawili się Japończyk Seiji Saito, Hiszpan Cuqui oraz Kongijczyk Christopher Clark Oualembo, powiało grozą. Od razu przypomniały się czasy słynnych castingów Tomasza Kafarskiego, który testował taką liczbę zawodników, jakby co najmniej nosił się z zamiarem stworzenia piłkarskiej wersji bitwy pod Grunwaldem. Niemal przez cały sezon przez gdański klub przetaczały się tłumy statystów, którzy liczyli na szybki angaż za niezłe pieniądze. Na szczęście niedawny zaciąg był dość dobrze wyselekcjonowany, a jeden z gagatków (Oualembo) nawet wywalczył sobie kontrakt. Na razie przebywa w Gdańsku za wikt, opierunek i kieszonkowe, ale jeśli się postara, być może wskoczy na wyższy pułap finansowy.

No więc niby wszystko OK, ale w grudniu na szybką prezentację wpadł kolejny Japończyk o nazwisku trudnym do wymówienia oraz koleżka Abdou Razacka Traore z Burkina Faso (o nim poniżej). Czyżby Bobo chciał nakręcić swoją wersję bitwy pod Grunwaldem?

K jak karabin

Wyższy stopień abstrakcji. Do Gdańska przyjeżdża na testy 21-letni gość z Burkina Faso, który do tej pory nigdy nie grał w zawodowym klubie. Zachodzi podejrzenie, że John Wilfried Siessima Karambiri - bo o nim mowa - wcale nie jest piłkarzem, tylko globtroterem hobbystą, który uwielbia odwiedzać różne ciekawe miejsca. No więc skorzystał z zaproszenia swojego kumpla Traore i przy okazji wpadł na stadion Lechii. A że dostał dres i kazali mu się przebrać, to trochę pokopał piłeczkę. W końcu sport to zdrowie! Na dodatek dorobił się bardzo fajnej ksywki - Karabin. Będzie co wspominać po powrocie do domu podczas rodzinnych spotkań przy kominku.

M jak magister

"Ocena składników pokarmowych w dietach piłkarzy Lechii i Potoku Pszczółki". Tak brzmi tytuł pracy magisterskiej pomocnika biało-zielonych Marcina Pietrowskiego, zresztą obronionej na ocenę bardzo dobrą. Przykład świetnie dobranego tematu, wzorowo przeprowadzonej kwerendy i przystępnego opisania skomplikowanego na pierwszy rzut oka zagadnienia. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że to musi być pasjonująca lektura!

N jak nowe stare rozdanie

Maciej Turnowiecki i Błażej Jenek przeprowadzili Lechię przez największy sztorm, potem jednak mocno się pogubili. Po nich pałeczkę przejęli prezes Bogdan Magnowski (był już wcześniej w zarządzie klubu) i wiceprezes Bartosz Sarnowski. Na razie najgłośniej było o nich w momencie, kiedy przed wyborami na szefa PZPN zarekomendowali znanego i lubianego Zdzisława Kręcinę oraz znanego i nieco mniej lubianego Grzegorza Latę, a także kiedy rzucili na stół miliony złotych, aby zatrzymać w klubie Traore. Gwiazdor Lechii oferty nie przyjął, tak więc duet M-S wciąż nie może pochwalić się jakimś znaczącym sukcesem. Czekamy!

O jak obiecanki cacanki

Grzegorz Rasiak podczas dwóch sezonów poprzedzających przyjście do Lechii strzelił wszystkiego dwie bramki. Jednak po podpisaniu kontraktu z gdańskim klubem z właściwą sobie flegmą oświadczył: - Moim celem na ten sezon jest strzelenie 10 goli!

Ponieważ Rasiak to bardzo sympatyczny i miły człowiek, komentując tę wypowiedź, przypomnimy tylko znane polskie przysłowie: "Obiecanki cacanki, a głupiemu radość". Interpretację zostawiamy czytelnikom tego alfabetu.

P jak przodownik pracy

Czas na chwilę powagi. 400 występów w ekstraklasie to piękny wyczyn. Na dodatek nasz bohater w aż trzech klubach rozegrał minimum 100 meczów. Łukasz Surma wielkim ligowcem jest, i basta! Biorąc pod uwagę, że podczas zdecydowanej większości rozegranych przez siebie spotkań harował jak stachanowiec, szacunek dla jego osoby jeszcze wzrasta. A do tego jest jednym z nielicznych piłkarzy Lechii, z którym naprawdę można porozmawiać. Nasz tribute to Surma TUTAJ.

R jak Rysiek

Ricardinho, czyli Rysiek, Rysiu, Ryśku, Rysiula. Bardzo pozytywna postać. Wiecznie uśmiechnięty sunny boy z Brazylii, choć aklimatyzacja w Gdańsku i Lechii przebiegała z niejakimi problemami. Głównie dlatego, że Rysiek nie mówił ani po polsku, ani po angielsku. Na szczęście w klubie jest jego rodak Deleu, który robi niesamowite postępy w naszej ojczystej mowie i już dawno wyszedł poza ramy klasycznego dla obcokrajowców zasobu słownictwa: moja, twoja, podaj, jestem, k..., ch... i ja pie.... Dzięki niemu Rysiek każdego dnia uczy się kilku nowych polskich słów, chociaż to poznane jako pierwsze wchodzi oczywiście w skład zestawu podanego powyżej. Dodajmy, że jest to słowo wykropkowane.

S jak Spiderman

Abdou Razack Traore gwiazdą polskiej ekstraklasy stał się niemal natychmiast po przybyciu do Polski, ale nie od dziś wiadomo, że aspiracje pomocnika Lechii sięgają dużo wyżej. Niedawno stał się bohaterem YouTube, co oznacza, że w niektórych kręgach społecznych osiągnął absolut (kto ani razu nie widział teledysku PSY "Gangnam Style" niech pierwszy rzuci kamieniem). Po meczu z Koroną, kiedy podanie rywala z rzutu wolnego postanowił zablokować, stając na rękach, koledzy z drużyny nazwali go "Spiderman". W sumie nie wiadomo dlaczego, przecież Spiderman nie chodził na rękach.

Wyczyn Traore zobacz TUTAJ.

T jak transfer na lata

Jedne jest pewne: Lechia już nigdy nie powinna podpisywać długoterminowego kontraktu (czyli powyżej trzech lat). Z nikim! Najpierw niemal dożywotni kontrakt w gdańskim klubie parafował Kamil Poźniak (na pięć lat!), tyle że potem gdzieś się zawieruszył i po 1,5 roku, jakoś w wakacje, niezauważony przez nikogo wyruszył w Polskę w poszukiwaniu nowego miejsca pracy. Z kolei zimą tego roku po heroicznej walce udało się wyszarpać z Widzewa Łódź Piotra Grzelczaka i od razu zaproponowano mu solidnego "longera": umowę na 3,5 roku! Tymczasem Grzelczak wygląda w Lechii jak produkt piłkarskopodobny i trener Bobo chciałby się go pozbyć. Idea po stokroć słuszna, nie wiadomo tylko, jakie plany ma sam zawodnik.

W jak Wenezuela

Ten południowoamerykański kraj słynie z produkcji tasiemcowych seriali o szeroko rozumianej miłości. Telenowela pt. "Czy Abdou Razack Traore zostanie w Lechii?" była produkcją o trudnym uczuciu. Miłość Traore do Lechii uzależniona była bowiem od liczby zer na kontrakcie. A to nie sprzyja spontaniczności. Piłkarz rodem z Wybrzeża Kości Słoniowej (a grający w reprezentacji Burkina Faso, w tym przypadku również najważniejsze było uczucie) długo wił się jak piskorz, ale nowego, bajecznego jak na polskie warunki kontraktu podpisać nie zechciał. Pewnie w ostatniej chwili dopadła go prawdziwa miłość. Kochanych zer nigdy za mało.

Z jak Zorro

Jeśli Anna Przybylska oglądała mecz Lechii w Bielsku-Białej z Podbeskidziem (prawdę mówiąc, nie podejrzewamy jej o taki heroizm), musiała być przerażona. Złamany nos to nigdy nie jest przyjemna sytuacja, na dodatek mogła jeszcze ucierpieć niebanalna uroda jej Jarka. A kiedy ten oświadczył, że mimo kontuzji grać będzie dalej, pewnie do końca opadły jej ręce. Na szczęście obrońca Lechii załatwił sobie w Niemczech maskę na rozmiar i choć utrudniała mu ona przegląd sytuacji na boisku, nos i cała reszta górnej części twarzy była w niej bezpieczna. Na wiosnę ten niewygodny rynsztunek już nie będzie potrzebny.

Bieniuk nie był pierwszy. Piłkarzy w maskach zobacz TUTAJ.

Więcej o:

Lechia Gdańsk - Wyniki/Terminarz wydarzeń

Lechia Gdańsk - Wyniki/Terminarz »