Białostoczanie z 13. zespołem ukraińskiej ekstraklasy po raz pierwszy zmierzyli się w czwartek. Wówczas jednak w 38 minucie mecz został przerwany. Nad turecką miejscowością Side, gdzie piłkarze Jagiellonii przebywają na zgrupowaniu, najpierw zaczął padać deszcz, następnie grad. Trenerzy postanowili więc, że w piątek drużyny zagrają ponownie.
Powtórzone spotkanie, podobnie jak pierwszy pojedynek tych ekip, lepiej rozpoczęła drużyna z Ukrainy. Piłkarze Karpat nie potrafili udokumentować jednak swej przewagi. Wraz z upływającymi minutami do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy Jagiellonii. To oni też po pierwszej połowie prowadzili 2:0. Przy obu golach nie popisał się bramkarza rywali. Najpierw Andrij Tłumak tak niefortunnie interweniował po strzale Macieja Makuszewskiego, że żadnych kłopotów z umieszczeniem piłki w bramce nie miał Grzegorz Rasiak. Następnie, tuż przed końcem pierwszej połowy, golkiper zespołu z Lwowa odbił piłkę po dośrodkowaniu Marcina Burkhardta w taki sposób, że ta spadła pod nogi Tomasza Frankowskiego. Kapitan Jagiellonii takich sytuacji nie zwykł marnować.
- Nasz zespół w tym meczu miał dwa oblicza. W pierwszej połowie zaprezentowaliśmy się naprawdę dobrze. Graliśmy fajnie piłką, strzeliliśmy dwa gole, a mieliśmy też okazję, aby zdobyć trzecią bramkę. Rywale nie mieli w zasadzie żadnej klarownej sytuacji - mówi Tomasz Hajto, który wraz z Dariuszem Dźwigałą przygotowuje Jagiellonię do wiosennych meczów w ekstraklasie.
Drugą część spotkania białostoczanie rozpoczęli z sześcioma zmianami w składzie. To też przełożyło się na obraz
gry. Już dwie minuty po zmianie stron Grzegorz Sandomierski musiał skapitulować. Niestety nie był to wczoraj jedyny raz kiedy bramkarz, który niedawno wrócił do Jagiellonii, musiał wyjmować piłkę z własnej siatki. Dziesięć minut później był już bowiem remis. Potem było już tylko gorzej. Tak jak jesienią w lidze, tak we wczorajszym sparingu, defensywa białostoczan (grająca ponownie trójką obrońców) nie była zbyt szczelna. Ukraińcy strzelili cztery kolejne bramki i pojedynek zakończył się sromotną porażką Jagiellonii.
- Można oczywiście przegrać, ale bramek straciliśmy zdecydowanie za dużo, za dużo popełniliśmy błędów - tłumaczy Hajto. - Dostaliśmy niezłą lekcję, rywal pokazali nam nad czym musimy pracować. Były jednak też pozytywne akcenty w naszej grze.
W pewnym sensie pozytywnym akcentem można nazwać to, że na ostatnie pół godziny na boisko wszedł Bartłomiej Grzelak. Napastnik zagrał w pierwszy sparingu po kontuzji i długiej rehabilitacji.
Kolejny mecz kontrolny białostoczanie mają rozegrać w niedzielę. Według wstępnych planów ich rywalem ma być FC Gabala z Azerbejdżanu. W spotkaniu tym być może wystąpi Luka Gusić. 22-letni chorwacki obrońca w niedzielę ma się stawić na testach w Jagiellonii. Gusić jesienią występował w zespole lidera II ligi chorwackiej NK Dugopolje. W sezonie 2010/11 w barwach HNK Sibenik rozegrał trzy mecze w kwalifikacjach Ligi Europejskiej.
W niedzielę do przebywającej w Turcji Jagiellonii powinien też dołączyć Tomasz Bandrowski. Były pomocnik Lecha
Poznań podpisał bowiem w końcu kontrakt z białostocką Jagiellonią. Umowa będzie obowiązywać do końca sezonu, ale jest w niej opcja przedłużenia.
Jagiellonia Białystok - Karpaty Lwów 2:6 (2:0) Strzelcy bramek: Grzegorz Rasiak (19.),
Tomasz Frankowski (43.) - Wołodymyr Hudyma (47.), Ołeksandr Kasjan (57. i 86.), Lucas Perez (73.), Eric (76. i 84. - karny).
Jagiellonia (I połowa): Sandomierski - Norambuena, Cionek, Nowotka - Kupisz, Tymiński, Burkhardt, Makuszewski
Ż - Cetković - Rasiak, Frankowski.
II połowa: Sandomierski - Bartczak
Ż, Porębski
Ż, Pejović - Kupisz, Arłukowicz, Burkhardt, Dzalamidze - Cetković - Rasiak (60. Grzelak), Pawłowski.