Wisła, Legia, Lech - przed sezonem już tradycyjnie wymieniano właśnie te drużyny, gdy padało pytanie o faworytów do mistrzostwa Polski. Ruch mocno zamieszał w tym rankingu. Niebiescy wyprzedzają dziś zarówno Legię, jak i Lecha. Zła wiadomość jest jednak taka, że dotychczasowe spotkania z drużynami z "wielkiej trójki" raczej gładko przegrywali.
- To prawda, ale przypomnę, że z Wisłą zagraliśmy w pierwszej kolejce. To jeszcze nie był zarówno nasz optymalny skład, jak i forma. Z Legią i GKS-em Bełchatów [którego szkoleniowiec Ruchu też zalicza do ścisłej czołówki - przyp. red.] traciliśmy punkty także z powodu poważnych problemów ze zdrowiem i kontuzjami - przypomina trener Waldemar Fornalik.
Po meczach z Legią i Wisłą chorzowscy piłkarze powtarzali również, że przegrywali, gdyż "obleciał ich strach". Czy piłkarze Ruchu są tacy bojaźliwi?
- Bardzo indywidualna sprawa. Mogę mówić za siebie. Nigdy nie czuję strachu, co najwyżej respekt - odpowiada Marcin Zając, piłkarz niebieskich, który kilka sezonów temu stanowił o sile Lecha.
Zając wrócił jesienią do gry po poważnej kontuzji kolana. Stara się, ale kibice oczekują od niego więcej. W czasie ostatniego sparingu z Cracovią fani rozprawiali, że chcieliby w końcu zobaczyć Zająca w formie z meczów z Lechem i Wielkich Derbów Śląska.
- Każdy ma prawo do oceny mojej gry. Długo pauzowałem i ciężko tak wskoczyć do składu i odgrywać wiodącą rolę. Na pewno nie kalkuluję. Walczę, by udowodnić, że zasługuję na miejsce w podstawowej jedenastce - podkreśla.
O to jednak jest w ostatnich tygodniach niezwykle trudno - bowiem wyjściowy skład Ruchu jest teraz tak przewidywalny jak to, że po niedzieli przyjdzie poniedziałek. - Oczywiście pod warunkiem że omijają nas kartki, choroby i kontuzje. Stabilizacja ma swoje dobre strony, ale też podnosi poprzeczkę dla tych, którzy rywalizują o miejsce w składzie - przyznaje trener Fornalik, który jednak zdradza, że Zając nie jest bez szans na grę z Lechem. - Dopiero w środę indywidualne treningi rozpoczął Andrzej Niedzielan i trudno przesądzać, czy będzie gotowy do gry. Przeziębiony jest też Łukasz Janoszka - wylicza problemy szkoleniowiec.
Lech też będzie miał kłopot z zestawieniem składu. Dziura starszy szczególnie na środku obrony. Brak Bartosza Bosackiego i Manuela Arboledy na pewno będzie dla poznaniaków bolesny. - Lech na pewno jest pod kreską. Wiemy o jego problemach, ale też wciąż dostrzegamy olbrzymi potencjał tego zespołu. Szczególnie w ataku - przypomina trener Fornalik.
Chorzowski zespół liczy na punkty także dlatego, że Lech nadal rozgrywa swoje mecze we Wronkach. - Grałem w Lechu przez dwa lata i wiem, że publika na stadionie przy ulicy Bułgarskiej potrafi uskrzydlać. Stadion we Wronkach to jednak nie to samo - przyznaje Zając.
Trener Fornalik już myśli, co powie swoim piłkarzom przed spotkaniem z Lechem. W maju - gdy debiutował na trenerskiej ławce niebieskich w meczu ligowym - natchnął zespół wiarą, która pomógła drużynie zdobyć w Poznaniu cenny punkt. - Teraz to nas coraz częściej pyta się: "Czy jesteście faworytem?". Przypomnę, że pół roku temu ten zespół heroicznie walczył o utrzymanie w lidze. Poczekajmy z takimi pytaniami do końca rundy. To jeszcze tylko cztery kolejki - apeluje trener niebieskich. Początek sobotniego spotkania o godzinie 17. Bezpośrednią transmisję przeprowadzi nie tylko Canal +, ale i drugi program TVP.
Polecamy: To jest talent! Kibice niebieskich aż wstawali z miejsc