GKS Bełchatów jedną nogą w finale PE » - Zdecydowaliśmy, że duża część pieniędzy, które klub uzyska dzięki występom w pucharze, trafi do piłkarzy. Od łącznej sumy odejmiemy tylko koszty występów w tych rozgrywkach. Nasi zawodnicy rywalizują więc o sporą premię - mówi wiceprezes klubu Piotr Mazur.
Do tej pory Śląsk zarobił na tych rozgrywkach około 200 tys. zł, ale znacznie więcej jest jeszcze do wzięcia. Za awans do finału zespoły dostaną od Ekstraklasy SA kolejnych 200 tys. zł, a zwycięzca pucharu aż 600 tys. zł. W sumie więc wychodzi około miliona, z czego przy ewentualnym zwycięstwie w rozgrywkach do zawodników powędruje około 700 tys. zł.
- Na razie dzięki swoim występom w pucharze klub nie ponosi strat. O zysku będziemy mogli mówić dopiero w przypadku wyeliminowania Arki - podkreśla Mazur. - Przez przekazanie ich piłkarzom chcemy ich dodatkowo zmotywować, jak również docenić fakt, że od początku podchodzą do tych rozgrywek bardzo poważnie. W innych drużynach nie jest to regułą - zaznacza wiceprezes Śląska.
Faktycznie, dla wielu klubów w Polsce Puchar Ekstraklasy jest raczej przykrą koniecznością. Trenerzy wystawiają w nim głębokie rezerwy, a do prowadzenia zespołów wysyłają swoich asystentów. Szkoleniowiec Lecha Poznań Franciszek Smuda wprost nazywa te rozgrywki rywalizacją "o pasztetową".
W Śląsku mówią inaczej. - Takimi opiniami trenerzy chcą przykryć brak wyników w pucharze, bo gdyby doszli tak jak my do półfinału, twierdziliby inaczej. Mnie zresztą w ogóle denerwuje takie gadanie. Ile my w Polsce gramy meczów w sezonie, żeby cokolwiek lekceważyć? Niech wszyscy patrzą na Anglię, gdzie nikomu takie podejście do głowy nie przyjdzie, mimo że zespoły występują na różnych arenach znacznie częściej - zaznacza trener wrocławian Ryszard Tarasiewicz. I dodaje: - Od moich zawodników oczekuję dużego zaangażowania. Jak komuś się nie chce walczyć w Pucharze Ekstraklasy, to niech sobie w ogóle szuka innej roboty.
Dla rywali Śląska będzie to dopiero drugi mecz pod wodzą nowego trenera Marka Chojnackiego. Tydzień temu zastąpił on na stanowisku szkoleniowca gdynian Czesława Michniewicza. Chojnacki miał debiutować we Wrocławiu, ale ostatecznie rywalizacja wrocławian z Arką została przełożona z powodu żałoby narodowej.
Rewanżowe spotkanie półfinałowe obędzie się za tydzień w Gdyni, a trzy dni później oba zespoły spotkają się ponownie, tym razem w rywalizacji o ligowe punkty.
Finał PE zaplanowano na 13 maja.
Śląsk Wrocław - Arka Gdynia, środa, godz. 17.30, stadion przy ul. Oporowskiej.
Solorz wpłacił pieniądze Rozpoczęła się już procedura przejmowania piłkarskiego Śląska przez Zygmunta Solorza. Najbogatszy Polak już wcześniej podpisał stosowne porozumienie z władzami Wrocławia, ale by przedsięwzięcie formalnie mogło dojść do skutku, konto klubu musiało wpłynąć 2,7 mln zł. To 25 proc. kwoty, jaką Solorz wyłoży w sumie za pakiet 51 proc. akcji wrocławskiego klubu. Teraz sprawą zajmie się sąd rejestrowy, do którego wpłynęły odpowiednie dokumenty, i po ich analizie musi on zatwierdzić całą transakcję. - Myślę, że wszystkie dokumenty mamy w porządku, więc powinno to potrwać około tygodnia - informuje przewodniczący rady nadzorczej Śląska Włodzimierz Patalas.