Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłka nożna. Jak kibol został dziennikarzem

Piotr O., szef stowarzyszenia Fanatycy Widzewa z prokuratorskim zarzutem udziału w kibolskiej ustawce, w której zginął człowiek, ogląda mecze ekstraklasy jako dziennikarz.
O styczniowej bitwie chuliganów Widzewa i ŁKS-u pod Poddębicami było głośno na całą Polskę. Jeden ze 150 bijących się kiboli dostał cios w głowę, stracił przytomność i udusił się własną krwią. To był 24-letni Piotr, szalikowiec Widzewa.

Zatrzymania zaczęły się tego samego dnia. Jednym z pierwszych, który trafił na komendę, był Piotr O., prezes stowarzyszenia Fanatycy Widzewa. - Podobnie jak 40 innych osób usłyszał zarzuty udziału w bójce ze skutkiem śmiertelnym - mówił wtedy Józef Mizerski, rzecznik sieradzkiej prokuratury, która prowadzi postępowanie.

Piotr O. twierdził, że jest niewinny, ale sąd zastosował wobec niego dozór policyjny. Mizerski dziś: - Według materiału dowodowego, który do tej pory zebraliśmy, Piotr O. był na miejscu bijatyki. Śledztwo trwa. W tej chwili z kilkudziesięciu przedmiotów znalezionych na miejscu bitwy pobierany jest materiał do badań DNA. Chodzi m.in. o kastety, ochraniacze na zęby i bandaże do owijania dłoni. Potrwa to jeszcze co najmniej kilka miesięcy.

Piotr O. czeka na rozstrzygnięcie sprawy, oglądając mecze ekstraklasy. Ale już nie jako kibic, tylko dziennikarz portalu Widzewtomy.pl. To strona Fanatyków Widzewa. Relacjonowane są na niej m.in. wyjazdy na mecze, prezentowane są filmy i zdjęcia ze stadionowych opraw. Autorzy portalu namawiają też na niej, by oddawać na stowarzyszenie 1 proc. podatku. Na stronie nie są podane nazwiska jego szefów, a teksty podpisane są co najwyżej pseudonimami.

Na piątkowym meczu z Legią nie było szalikowców Widzewa, bo łódzki klub jest ukarany zakazem wyjazdów za łamanie prawa podczas wcześniejszych spotkań.

Piotr O. miał jednak być na trybunach. Miał dziennikarską akredytację. - Podczas weryfikacji niektórych wniosków kontaktowałem się z biurem prasowym Widzewa, aby sprawdzić wiarygodność takich portali, jak Widzewiak.pl, Widzewlodz.pl oraz Widzewtomy.pl. Dostałem odpowiedź, że przedstawiciele tych stron są wpuszczani na mecze na stadionie przy al. Piłsudskiego. Przyznaję jednak, że o konkretne nazwiska dziennikarzy nie pytałem - wyjaśnia Michał Kocięba, rzecznik prasowy Legii.

Kiedy dowiedział się od "Gazety" o zarzutach dla Piotra O., akredytację natychmiast anulował. - Na pewno nie wpuścimy tego człowieka na stadion - obiecywał około południa. Niedługo potem oddzwonił. - Rozmawiałem właśnie z Cezarym Świątczakiem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo na Widzewie. Powiedział mi, że Piotr O. nie ma zakazu klubowego. Mimo to i tak go nie wpuścimy na Legię.

Ze 172 obowiązujących w Polsce do kwietnia zakazów klubowych aż 145 nałożył Widzew. Dlaczego więc wśród nich nie ma zakazu dla Piotra O.? - Najwyraźniej nie dotarły do nas wszystkie informacje na jego temat - tłumaczy Michał Kulesza, rzecznik łódzkiego klubu.

Piotr O. ogląda więc mecze Widzewa w Łodzi i na wyjazdach. - W rundzie wiosennej nie opuściłem żadnego - chwali się. - I nie widzę nic złego w tym, że się akredytuję. Przecież piszę relacje z meczów Widzewa na naszą stronę. Nie wiem, w czym widzicie problem. Jakie to ma znaczenie, że mam zarzuty?

Więcej o: