Sport.pl

Widzew - Legia. Czy to znów będzie klasyk?

Wracający po dwóch latach do Ekstraklasy Widzew znów zagra z Legią. Ćwierć wieku po wywiadzie, jakiego udzielił Dariusz Dziekanowski, rozpalając tę rywalizację na dobre
Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

"Sportowiec", jeden z niewielu dostępnych wówczas tygodników, w Łodzi i Warszawie rozszedł się błyskawicznie. W rosnących na potęgę blokowiskach obu miast, skąd brało się najwięcej kibiców obu klubów, przekazywany był z rąk do rąk, z piętra na piętro, z mieszkania do mieszkania. O "Spowiedzi napastnika" dyskutowano w zakładach pracy, szkołach, na stadionach i w partyjnych gabinetach. Mało kto potrafił pojąć, skąd u 22-letniego młokosa tyle odwagi, by w czasach cenzury i powszechnego koniunkturalizmu walić między oczy działaczom, trenerom, kibicom i kolegom z szatni.

O "Spowiedzi napastnika" czytaj też na blogu autora »


Dziekanowski przeszedł właśnie za horrendalne 21 mln zł z warszawskiej Gwardii do Widzewa. Starsi zawodnicy łódzkiego klubu, m.in. Włodzimierz Smolarek, nie akceptowali jego niezależności, kibice zarzucali warszawski rodowód i wysokie zarobki. - Wszyscy myśleli, że to Darek dostał te 21 mln zł - wspomina Jerzy Chromik, który przeprowadził wywiad z Dziekanowskim.

Jako początkujący dziennikarz pojechał do Łodzi rozmawiać z Mirosławem Jaworskim, jedynym widzewiakiem, który miał dobry kontakt z młodym napastnikiem. - Przede wszystkim nie jechałem z zamiarem przywiezienia sensacyjnego materiału, co - niestety - cechuje obecne dziennikarstwo. Mirek powiedział, że Dziekanowskiemu jest w Łodzi źle. Umówiliśmy się. Po całonocnej rozmowie wróciłem do Warszawy, zacząłem spisywać ją kwadrans po wyjściu z pociągu. Wypowiedzi były autoryzowane, bo nasz naczelny Jacek Żemantowski nie dowierzał, że takie słowa mogły paść.

- To były długie godziny rozmowy, Jurek trafił w krytyczny moment, moja frustracja była ogromna - opowiada Dziekanowski. - Wierzyłem w to, co robię, byłem pewny tego, co potrafię. Ten wywiad był protestem, chodziło nie tylko o piłkę nożną, ale przede wszystkim o relacje w szatni, które były dotąd tematem tabu. W sposób odważny powiedziałem, że niektórzy nie grają fair.

Kibicom najbardziej zapadły w pamięć uwagi o warszawskim powietrzu. "Wsiadam wtedy do samochodu i wyjeżdżam do stolicy na dyskotekę. Po minięciu tablicy z napisem «Warszawa » otwieram szybę i powiew innego powietrza wpływa na mnie kojąco. Za dwie godziny czuję się jednak znów łodzianinem" - mówił wtedy Dziekanowski.

Dziś komentuje: - Nie kierowałem tego do kibiców, do łodzian. Nawiązywałem do tego, jak gęsta była atmosfera w widzewskiej szatni. Było tam jak w wulkanie. Spotykam się teraz z chłopakami z tamtego Widzewa, śmiejemy się z tego wszystkiego.

Jerzy Chromik: - Może dlatego tak niechętnie do tego wracamy, że wywiad ten jest wykorzystywany do podsycania niechęci Widzewa do Legii, Łodzi do Warszawy.

Dziś emocje związane z wypowiedziami Dziekanowskiego opadły, a wywiad sprzed lat nigdy nawet we fragmentach nie znalazł się w internecie. Także dlatego że Widzew wypadł na dwa sezony z ekstraklasy. Czy męcz między tymi drużynami znów będzie klasykiem, jaki porywał kibiców w latach 80. i 90.?

- Nie znoszę, kiedy nadużywa się słowa "klasyk". To musi być coś naprawdę wyjątkowego, owianego tradycją. W naszej ligowej rzeczywistości klasyczne są tylko mecze Legii z Górnikiem Zabrze, a później rzeczywiście Legii z Widzewem - dodaje Jerzy Chromik.

Spotkanie Widzewa z Legią w piątek od 20 na żywo w Sport.pl.



Jesteś ligowym ekspertem? Zagraj w Wygraj Ligę »

Więcej o: