Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Obraniak mistrzem Francji: Ta połowa maja jest dla mnie kompletnie szalona

- Ta połowa maja jest dla mnie jakaś kompletnie szalona. Tyle emocji, przeżyć, bramki, trofea... Ale co za szczęście - mówi ?Gazecie? i Sport.pl nowy mistrz Francji, reprezentant Polski Ludovic Obraniak.
Kiedy w 5. minucie spotkania na Parc des Princes w Paryżu Obraniak strzelił gola dla Lille, w sektorze gości rozległo się gromkie: "On est champions, on est champions". Ale to był dopiero początek meczu. Walczące z Lyonem o trzecie miejsce w Ligue 1, które daje prawo do gry w eliminacjach Ligi Mistrzów Paris Saint-Germain nie poddawało się. I dwa razy doprowadzało do wyrównania. Ale w dziesiątkę - na początku drugiej połowy drugą żółtą kartką ukarany został Guillaume Haorau - nie było w stanie sprostać nowemu mistrzowi Francji. Remis 2:2 dał Lille trzecie w historii mistrzostwo Francji, pierwsze od 1954 roku.

Obraniak swoją obecnością i postawą nawiązał do dawnej świetności Lille. Na przełomie lat 40. i 50. w zdobywaniu mistrzostw i pucharów zespołowi z północy Francji również pomagali piłkarze polskiego pochodzenia - Bolek Tempowski, Joseph Jadrejak, Cesar Ruminski, Guillaume Bieganski.

Dla obecnego reprezentanta Polski decydującą rolę odgrywa teraźniejszość. Dzięki bramce przed tygodniem w finale Pucharu Francji na Stade de France i w sobotę na Parc des Princes w meczu decydującym o mistrzostwie dla Lille jego pozycja w klubie i francuskiej piłce znacznie wzrosła. Mimo że był to dopiero czwarty mecz ligowy w podstawowej jedenastce, na tytuł zasłużył jak podstawowy zawodnik.

Olgierd Kwiatkowski: Francuscy dziennikarze podkreślają, że intensywnie uczy się pan polskiego.

Ludovic Obraniak: Ale rozmawiajmy po francusku. Powiem ci tylko: mówię trochę po polsku.

Czy ten tytuł, tak jak wcześniej Puchar Francji z bramkami strzelonymi w decydujących meczach, ma dla pana jakieś osobiste znaczenie?

- Szczęście jest wspólne. Wszyscy jesteśmy zdobywcami Pucharu Francji i mistrzostwa. W piłkę nie gra się w 11, a na cały sezon potrzeba ponad 20 zawodników.

Ale czy dla pana był to tak wspaniały sezon jak dla Lille?

- Wspaniały koniec sezonu. Początek, a potem jego znaczna część były bardzo trudne. Mało grałem, byłem rezerwowym. Ale cały czas walczyłem o swoje, próbowałem wykorzystać każdą nadarzającą się okazję. I zrobiłem to. Wszedłem na boisko w ostatnich minutach meczu na Stade de France w finale Pucharu Francji i strzeliłem gola, dziś znowu bramka. To jest właściwa nagroda dla mnie, ale i dla drużyny. Będę się przy tym upierał, bo mówimy o sporcie zespołowym.

Był moment kryzysu, kiedy czuliście, że może się nie udać?

- Źle zaczęliśmy, ale potem na długo zostaliśmy liderami. W kwietniu wyprzedziła nas Marsylia. Mieliśmy prawo się bać tej chwili, oni bronili tytułu, są piłkarzami utytułowanymi, bardziej dojrzałymi i doświadczonymi. Ale zażegnaliśmy tę chwilę słabości. Myślę, że zaważyła na tym wspaniała atmosfera w drużynie. Mamy teraz świadomość, że dokonaliśmy czegoś historycznego, wpisaliśmy się do historii klubu, francuskiego futbolu.

Sukces wieńczy dzieło i dla Lille nastąpił też koniec pewnej ery, kilku piłkarzy odejdzie: Rami do Valencii, Gervinho do Anglii. W nowym sezonie będziecie inną drużyną.

- Trzeba to przyjąć i się nie obrażać. Żyliśmy razem, graliśmy wspólnie, osiągnęliśmy wielki sukces. Futbol nie znosi rutyny. Dobrą rzeczą jest wprowadzić do drużyny trochę świeżej krwi. Odejdzie jeden piłkarz, przyjdzie drugi. Szkoda by było, żeby miało się to wszystko rozpaść, mamy ciekawą przyszłość - obrona tytułu, występy w Lidze Mistrzów, otwarcie nowego stadionu.

Pan zostanie w Lille, choć są powody, by zmienić klub - pozycja rezerwowego, za rok wygasa kontrakt.

- Nie wiem, spokojnie się nad tym wszystkim zastanowię. Mam trzy wyjścia: przedłużyć kontrakt, odejść z Lille, poprzestać na tym, co mamy. Będą rozmowy o mojej przyszłości, piłka jest po stronie szefów Lille.

Na Parc des Princes skończyliście sezon, ostatni mecz gracie już o nic. Dzięki temu może pan się teraz lepiej przygotować do meczów reprezentacji Polski.

- Nawet o tym nie myślałem. Proszę mi wybaczyć, ale przeżywam teraz wyjątkowe chwile. Mecz Polski dopiero za dziewięć dni, mam jeszcze czas, by nastawić się na niego. Będzie dla mnie bardzo ważny, bo gramy z Francją, ale teraz wciąż mam ochotę się cieszyć. Na wszystko przyjdzie pora.

Tyle się rzeczy dzieje teraz w moim życiu... Wkrótce urodzi mi się córka. Ta połowa maja jest dla mnie kompletnie szalona. Jakie emocje, przeżycia, bramki, trofea... Ale co za szczęście. Każdy, kto uwielbia piłkę nożną, chyba mnie zrozumie, że dzieje się coś, o czym sportowiec może marzyć. Walczyliśmy o to cały rok. Nie jest to łatwe cały czas iść do przodu. Masz kryzysy, potykasz się. W końcu nastąpiło ukoronowanie wysiłku całego zespołu, bonus dla grupy, która pracowała na to nie tylko przez sezon, ale od dobrych trzech, czterech lat.

Żałuje pan, że sezon się kończy, skoro najlepsza forma przyszła w maju?

- Nie ma mowy. Jestem zmęczony, bardzo zmęczony. Rozegraliśmy ponad 50 meczów w sezonie - liga, puchary krajowe, Liga Europejska, reprezentanci mieli kadrę. Dobrze, że to już się kończy, bo psychicznie i fizycznie trudno byłoby nam dalej grać na takim poziomie.

Więcej o: