Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jerzy Dudek: Wiemy już, jak z Barcą nie przegrywać

O czwartej nad ranem dojeżdżaliśmy pod fontannę Cibeles otwartym autokarem, kiedy nagle zdobyty kilka godzin wcześniej Puchar Króla wpadł pod koła. Oberwało mu się za to, że tak długo nie był w naszych rękach. Na szczęście była to kopia - śmieje się polski bramkarz Realu Madryt

Robert Błoński: Po 18 latach "Królewscy" wygrali Puchar Króla, pokonując w finale Barcelonę 1:0. Twoje wrażenia z niesamowitego wieczoru na Mestalla?


Jerzy Dudek: Wydaje się, że z wygranej Realu cieszyli się wszyscy oprócz kibiców rywali. Łącznie z królem Hiszpanii, który był na trybunach. Wiary dodał nam sobotni remis z Barcą w lidze, osiągnęliśmy go, mimo że prawie pół meczu graliśmy w dziesiątkę. A trener Jose Mourinho pokazał, jak wielkim jest strategiem. Znakomicie ustawił zespół.

Pierwsza połowa w wykonaniu Realu była niemal perfekcyjna. Wybiliście Barcelonie jej atuty, wywołaliście wojnę, choć po obu stronach grało 12 kolegów z reprezentacji mistrzów świata.

- Barcelona, jak każdy faworyt, nie lubi, gdy się ją atakuje, przeszkadza i zniechęca. Mieliśmy ograniczyć ich środek pomocy z Xavim, Iniestą oraz cofającym się Messim i uważać na prostopadłe zagrania. Robiliśmy to agresywnie i zdecydowanie. Mourinho uczulał nas, by o żadnym z rywali nie myśleć jak o przyjacielu z kadry. Ale nie musiał - po listopadowej naszej klęsce 0:5 na Camp Nou obrońca Barcy i hiszpańskiej kadry, Katalończyk Gerard Pique, dostał w tunelu furii. Zaczął nas wyzywać i wygrażać: "Jeszcze nie raz pokonamy Hiszpanów i zabierzemy puchar waszego króla". Zapamiętaliśmy jego słowa. Dlatego w pierwszej połowie było tyle fauli. Bieganie za Barceloną i odzyskiwanie piłki kosztowało wiele sił.

Armia gwiazd Realu podporządkowała się taktyce Mourinho. Nikt nie pozwolił sobie na samowolę.

- Trener jest dobry, jeśli umie piłkarzom - często wielkim indywidualistom - wyjaśnić i przekonać do swojej filozofii futbolu. Mourinho jest geniuszem w meczach o trofea. Inaczej gra się z Almerią, inaczej w spotkaniach dających puchary. Mourinho potrafi je wygrywać, dlatego piłkarze w niego wierzą od pierwszej chwili, w której pojawił się w szatni. Kiedy przyszedł do Realu, nawet w Madrycie niektórzy w niego wątpili. Odpowiedział, że na świecie nie ma lepszego i żaden trener w dziewięć lat nie zdobył 19 tytułów. Puchar Króla potwierdził jego geniusz. W poprzednich latach krajowy puchar traktowaliśmy średnio, Mourinho nie chciał o tym słyszeć. Dlatego co roku uzupełnia kolekcję swoją i klubu, w którym pracuje.

Bohaterem obu ostatnich spotkań z Barceloną był przesunięty ze środka obrony na pozycję defensywnego pomocnika Pepe.

- Gra bardzo agresywnie, podchodzi blisko do rywala z piłką, nie daje mu swobody. Umie też wyjść do przodu, obrońcy za nim nie nadążają. Mourinho znał go z gry na tej pozycji z meczów kadry. Wie, że ma niespożyte siły nie tylko do rozbijania ataków, ale i atakowania.

Cristiano Ronaldo przełamał kompleks Barcelony? Strzelił jej dwa gole. We wcześniejszych pięciu żadnego.

- Napastnika i bramkarza światowej klasy poznaje się po tym, że jedną interwencją albo akcją odmienia losy meczu. Czasem rajdy Cristiano nie są udane, w środę nie był specjalnie widoczny, ale w kluczowym momencie zachował się wyśmienicie.

Wszyscy są pod wrażeniem przemiany Realu. W listopadzie był bezradny, w kwietniu nie do pokonania.

- To kwestia ustawienia i pomysłu na rywala. Z innym przeciwnikiem nigdy byśmy nie zaryglowali środka boiska. Kluczem było ustawienie Pepe przed obrońcami, które dało nam poczucie bezpieczeństwa, a rywalowi ograniczyło miejsce na boisku. Mourinho ma wielkie wyczucie, żaden z jego poprzedników nie miał podobnego pomysłu. A nawet jeśli, to wykonawcy nie byli tak trafnie dobrani do wykonania planu. W trakcie meczu Mourinho nie mówił wiele. W przerwach nie krzyczał motywacyjnych banałów: "Kurczę blade! Na nich! Do roboty, panowie!", tylko uczulał na błędy. Np. na to, że dwa razy odzyskaliśmy piłkę na swojej połowie i dwa razy stracił ją zaraz Xabi Alonso. Barca jest najgroźniejsza w takich chwilach.

Byłeś rezerwowym bramkarzem w środę?

- A nie było mnie widać w telewizji? Żona żartowała, że pokazywali mnie częściej niż Mourinho (śmiech). Na mecze jeździ trzech bramkarzy, rozgrzewamy się wszyscy i później jest decyzja, kto siada na ławce. W lidze zmiennikiem Ikera Casillasa był Antonio Adan. Po meczu trener podszedł i powiedział: "Jurek, nie martw się, w pucharze będziesz z nami". Nawet na ławce stosuje rotację. Gdy ktoś dobrze i ciężko pracuje, a tak trenujemy obaj z Adanem, to jest wynagradzany.

Po golu Ronaldo wyskoczyłeś z ławki jako jeden z pierwszych.

- Pierwsi byli daleko przede mną, szybsi nawet od kamer (śmiech). Mourinho od wszystkich wymaga niesamowitego zaangażowania w to, co dzieje się na boisku. Rezerwowi mają w trakcie meczu żyć z drużyną. Ławka musi być częścią zespołu, który jest w stanie zmienić oblicze grupy biegającej po boisku. Nie ma tam miejsca na skrzywione miny i fochy. Komu na tym nie zależy i nie jest zadowolony z tego, gdzie się znajduje, mówimy "adios".

Jak wyglądała feta?

- Odpowiedzialnie. Radość była kontrolowana, bo w sobotę gramy z Valencią w lidze, a w środę z Barceloną pierwszy półfinał Champions League. W szatni był szampan i wróciliśmy do Madrytu. O czwartej nad ranem, przy fontannie Cibeles, czekało na nas 100 tysięcy ludzi. Kiedy do niej dojeżdżaliśmy, Puchar Króla wypadł pod koła [z rąk Sergio Ramosa - rb] i jest mocno pogięty. Oberwało mu się za to, że tak długo nie był w naszych rękach. W domu byłem po szóstej rano.

Jaki wpływ na półfinały Ligi Mistrzów będą miały dwa ostatnie mecze?

- W ostatnich latach Barcelona nas zdominowała. Było nam ciężko ze świadomością, że są o tyle lepsi i wygrywają mecz za meczem. W kilka dni przerwaliśmy ich passę pięciu kolejnych zwycięstw. Poświęciliśmy na to mnóstwo sił, myślałem, że po dogrywce będę musiał nieść na plecach do szatni Xabiego Alonso. Ale takie zwycięstwa muszą tyle kosztować.

Więcej o: