Wojciech Szczęsny: Zasługuję na więcej

Wojciech Szczęsny

Wojciech Szczęsny (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

- Wbrew temu, co Arsene Wenger mówił przed sezonem, postanowił chyba zupełnie zapomnieć, że w jego zespole jest ktoś taki jak Wojtek Szczęsny - opowiada Sport.pl 20-letni bramkarz londyńskiego klubu
Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »

We wrześniu ubiegłego roku wychowanek warszawskiej Agrykoli zadebiutował w pierwszej drużynie Arsenalu w meczu Pucharu Ligi Angielskiej. Dwa miesiące później Franciszek Smuda powołał go do reprezentacji Polski i wpuścił na boisko w drugiej połowie listopadowego meczu z Kanadą. Wtedy Szczęsny był już wypożyczony do trzecioligowego Brentford, w którym rozegrał 28 meczów i był bardzo chwalony. Podczas przygotowań do sezonu ze słów menedżera Arsene'a Wengera wynikało, że Polak awansuje w hierarchii bramkarzy i przestanie być numerem cztery.

Robert Błoński: Niektóre angielskie gazety napisały, że zagrasz we wtorkowym meczu Pucharu Ligi z Tottenhamem.

Wojciech Szczęsny: Nie tylko tego nie potwierdzam, ale zdecydowanie zaprzeczam. Po treningu dowiedziałem się, że nie ma mnie w kadrze na ten mecz. Na tablicy wypisane były nazwiska Łukasza Fabiańskiego i Manuela Almunii. Zagra Łukasz. Zawsze gra ten bramkarz, którego nazwisko jest na pierwszym miejscu.

Jak wygląda twoja sytuacja w klubie?

- Rozegrałem jeden mecz w rezerwach i nic nie wskazuje na to, by coś się zmieniło. Wbrew temu, co Arsene Wenger mówił przed sezonem, postanowił chyba zupełnie zapomnieć o tym, że w jego zespole istnieje ktoś taki jak Wojtek Szczęsny. Przy każdej okazji skutecznie mnie pomija.

Może, tak jak w ubiegłym sezonie, będziesz wypożyczony?

- Chcę, ale boss tłumaczy, że jestem potrzebny w Arsenalu.

Z jednej strony mówisz, że trener o tobie zapomniał, z drugiej słyszysz, że jesteś mu potrzebny. Brakuje w tym logiki.

- Zgadzam się, ale nie bardzo mogę cokolwiek zrobić. Przed sezonem usłyszałem, żebym zapomniał o wypożyczeniu. Spróbowałem walczyć o pozycję numer jeden, ale pozostało to niezauważone.

Przed sezonem wydawało się, że będziesz bliżej pierwszego zespołu, bo odejdzie Hiszpan Almunia, a numerem jeden zostanie Łukasz Fabiański.

- Przed pierwszym meczem byłem przekonany, że zagra Łukasz. Rozegrał najwięcej sparingów, nie popełnił w nich błędów. Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem skład na mecz z Liverpoolem i Manu w bramce.

Walka o numer trzy nie interesuje mnie w żadnym klubie świata. Nie uważam się za bramkarza na poziomie rezerw. Liczyłem na więcej w Arsenalu, przekonywano mnie, że mam szansę. Dlatego nie interesowały mnie oferty. Nie zawaliłem żadnego z trzech sparingów, w których latem zagrałem.

Teraz nie ma już szans na wypożyczenie?

- Jestem otwarty na propozycje, ale nie dość, że boss się nie zgadza, to jeszcze sezon dopiero co się rozpoczął i każda drużyna ma bramkarza. Jestem w ciężkiej sytuacji. Kiedy okazało się, że nie ma mnie w kadrze na mecz z Tottenhamem, bliska mi osoba w klubie powiedziała, żebym się nie przejmował, bo kariera piłkarza to nie sprint, tylko maraton. Ale maraton nie polega na dreptaniu w miejscu przez trzy lata.

Do kiedy masz kontrakt?

- Do 30 czerwca. Były trzy rozmowy o przedłużeniu, ale klub na razie okazuje brak zainteresowania, trudno więc, żebym tryskał entuzjazmem w rozmowach o umowie. Chciałbym podpisać kontrakt, ale nie po to, żeby znowu być w rezerwach.

Może jesteś odsunięty, bo nie chcesz podpisać umowy, więc klub nie chce cię promować?

- Przyjechałem do Londynu w wieku 16 lat z zamiarem wywalczenia miejsca w składzie. Cel się nie zmienił, ale ciężko mi będzie zostać tu, gdzie czuję się niechciany. Łatwo byłoby mi usiąść na tyłku i obrazić się na cały świat, ale mam mocny charakter, dam radę. Jeśli w końcu dostanę szansę, udowodnię, że powinienem otrzymać ją wcześniej i że powinienem dostawać ich więcej.

Ale zmiany klubu nie wykluczasz?

- Jestem gotowy do gry na wysokim poziomie i potrzebuję klubu, w którym nie będą się bali postawić na 20-latka. W Arsenalu nikt takiej odwagi nie ma. Ze znalezieniem pracodawcy nie będzie problemu, choć za pięć lat szkolenia w Arsenalu UEFA ustanowi rekompensatę. Niedawno do Atletico Madryt odszedł mój najlepszy kolega z Arsenalu, który spędził w Londynie pięć lat. Kosztował 1,8 mln euro. Na razie z żadnym klubem nie wolno mi negocjować, dopiero pierwszego stycznia będę mógł podpisać kontrakt z każdym klubem świata, więc teraz nie powiem, że chcę odejść, bo mógłbym się narazić na nieprzyjemności. Powtarzam: celem numer jeden pozostaje gra w Arsenalu - jeśli pojawi się szansa, o innym klubie w ogóle nie pomyślę. Ale czekam na coś więcej niż kilka słów na konferencji, że "Wojtek będzie kiedyś numerem jeden".

Skąd się wzięły informacje, że możesz zagrać z Tottenhamem?

- Widać inteligentni dziennikarze stwierdzili, że zasłużyłem na szansę i powinienem zagrać. Ale ich opinia nie jest opinią menedżera, który ma prawo wystawiać, kogo uważa, a ja szanuję jego wybory, choć się z nimi nie zgadzam.

Może problemy polskich bramkarzy w Arsenalu wynikają z tego, że drużyna od czterech lat nie wywalczyła ani jednego trofeum i presja jest ogromna.

- Jeśli chce się wygrywać, to trzeba wystawiać najlepszych w klubie, a nie najstarszych. Do zdobycia tytułu przydałoby się, żeby grał najlepszy z bramkarzy Arsenalu.

Czyli?

- Przed sezonem uważałem, że to Łukasz.

Niedawno chciała cię wypożyczyć Legia.

- Chętnie przyjechałbym do Warszawy na parę miesięcy. Gdybym jeszcze wyciągnął Legię z tego g..., w którym teraz tkwi, to znaczy, że poradziłbym sobie w każdym klubie. Ale wiem, że boss wyklucza możliwość mojego odejścia do Legii.

Artur Boruc » schudł 20 kg. Dzięki włoskiemu słońcu?


Zobacz także
  • Robert Lewandowski strzela bramkę Bundesliga. Czy Lewandowski będzie grał więcej
  • Sebastian Boenisch Pół roku Boenischa bez futbolu
  • Artur Boruc Serie A. Mihajlović się zastanawia. Boruc zagra z Genuą?

Najnowsze informacje