Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Norwegowie o Leciejewskim: Jest jak pantera!

Tylu pochwał Piotr Leciejewski nie zebrał jeszcze nigdy w karierze. Polskim bramkarzem Brann Bergen, który w ćwierćfinale Pucharu Norwegii broniąc aż trzy rzuty karne wyeliminował Viking Stavanger, zachwycają się wszystkie norweskie dzienniki
Niesamowitym wyczynem były golkiper Górnika Łęczna popisał się w serii "jedenastek". Po 120 minutach gry na Viking Stadium był wynik 1:1. "Wszyscy byli już potwornie zmęczeni. Ciężko w takich warunkach o koncentrację. Ale był jeden człowiek, który wytrzymał do końca. To polski bramkarz" - wspomina sytuację z niedzielnego spotkania dziennik "Bergensavisen".

Leciejewski zachował zimną krew i obronił aż trzy z czterech egzekwowanych przez piłkarzy Stavanger jedenastek. "Był jak pantera" - zachwyca się gazeta. To dla niego na wczorajszy trening Brann Bergen przyszło kilkadziesiąt kibiców i dziennikarzy. Pierwsi prosili o autografy, a drudzy chcieli poznać tajemnicę niesamowitej skuteczności. Z takim zainteresowaniem Leciejewski, który w polskiej ekstraklasie rozegrał zaledwie 18 spotkań, jeszcze się wcześniej nie spotkał.



- To tylko moja praca, nie jestem żadnym bohaterem - mówi nieco stremowany Polak. - Miałem po prostu szczęście. Nigdy specjalnie nie przygotowywałem się do karnych. Przed meczem na treningu koledzy z drużyny strzelili mi raptem kilka jedenastek. Z pięciu obroniłem dwie - dodaje z uśmiechem.

Dziennik "Bergens Tidende" wylicza, że Leciejewski od kiedy pojawił się w Norwegii (w latach 2008-2010 reprezentował drugoligowy Sogndal) musiał bronić 24 rzuty karne. I obronił równo połowę! W ubiegłym roku rywale próbowali go pokonać z jedenastu metrów osiem razy, a piłkę z siatki wyjmował tylko dwukrotnie. - Dlatego nie jestem zaskoczony, że coś takiego zrobił. On zresztą wielokrotnie wygrywał konkursy jedenastek na treningach - przyznaje były trener Leciejewskiego z Sogndal Terje Sjeldestadt.



Leciejewski ma nadzieję, że dzięki temu wyczynowi zostanie zauważony na świecie. - Zanim przyszedłem do Brann Bergen rozważałem powrót do Polski. Było kilka dobrych polskich klubów, które mnie chciały, ale zdecydowałem się zostać w Norwegii, bo miejscową ligę stale odwiedzają skauci wielkich europejskich klubów. Tu szansa na wybicie się jest większa, a powiedzcie mi, który piłkarz nie marzy o grze w Hiszpanii, czy Anglii? - pyta retorycznie. Tak wielką karierę wróżą mu przynajmniej na razie eksperci norweskiej telewizji TV2, którzy przyznają, że w tej chwili nie ma w Norwegii lepszego bramkarza od Leciejewskiego.

Inny polski specjalista od bronienia "jedenastek" Przemysław Tytoń zagra w PSV »


Więcej o: