Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lechica Wroznań, czyli dylematy Wydziału Dyscypliny PZPN

Za czyje grzechy ma odpowiadać dzisiejszy Lech Poznań: starego Lecha czy starej Amiki Wronki - ustali w czwartek Wydział Dyscypliny PZPN.
Sprawa jest precedensowa - swój początek bierze przed rokiem, kiedy Piotr Reiss, ikona Lecha, usłyszał zarzuty korupcyjne. - Przyznaję, że właśnie wtedy doszedłem do wniosku, że trzeba wreszcie ustalić, za jakie wykroczenia odpowiadamy: Lecha czy Amiki - mówi Jacek Masiota, prawnik Lecha.

O co chodzi? Przed sezonem 2006/07 doszło do fuzji ówczesnego stowarzyszenia Lech Poznań i spółki Amica Sport. Z dwóch klubów ekstraklasy powstał jeden. - Podmiot wskazany przez Amicę zgodnie z prawem kupił wówczas za kilkanaście milionów złotych tzw. wartości niematerialne i prawne Lecha. Czyli prawo do korzystania z nazwy, barw, herbu i tradycji. Zarząd PZPN zatwierdził przekształcenie, bo dodatkowo zobowiązaliśmy się spłacić wszystkie długi wobec członków związku. Tym samym uratowaliśmy Lecha i zaspokoiliśmy jego wierzycieli - tłumaczy Masiota.

Ale okazuje się, że jeśli chodzi o ewentualne przewiny korupcyjne, klub chce ponosić konsekwencje występków Amiki, nie Lecha. - Jutro na wniosek samych zainteresowanych rozpoczynam postępowanie w sprawie ustalenia następstwa dyscyplinarnego Lecha Poznań - mówi Artur Jędrych, szef WD PZPN.

Po co Lechowi druga twarz? - To stara sprawa, która nie wiadomo dlaczego dopiero teraz staje w WD - wyjaśnia Masiota. - Przed rokiem, kiedy zarzuty korupcyjne za sezon 2003/04 dostało trzech naszych piłkarzy, dotarło do nas, że przecież skoro nowy klub gra na licencji Amiki, to w takim razie mamy pełne podstawy starać się o zadekretowanie, że jeżeli chodzi o aferę korupcyjną, odpowiadamy za wykroczenia klubu z Wronek, nie Lecha.

Masiota nie kryje, że miała to być doraźna zagrywka taktyczna spowodowana chęcią uchronienia się przed odpowiedzialnością dyscyplinarną, gdyby w ślad za indywidualnymi zarzutami prokuratury wobec piłkarzy Lecha związek szybko rozpoczął postępowanie przeciw klubowi. - Ale to były inne czasy, w karomierzu były jeszcze spadki, z ligi degradowano właśnie Jagiellonię Białystok, były niesamowite historie z Widzewem Łódź - mówi Masiota. I dodaje: - Dziś nie jestem już taki przekonany do tego pomysłu. Mimo że moim zdaniem należy się liczyć z ryzykiem, że następca dyscyplinarny starego Lecha może w przyszłości być skazany w aferze korupcyjnej. I np. dostać karne punkty.

Jakiego wyroku można się spodziewać, jeśli wniosek jednak nie zostanie wycofany? - Na razie oceniam, że materiał dowodowy jest zbyt słaby, by jednoznacznie stwierdzić, że dyscyplinarnie Lech jest kontynuatorem Amiki. Nie spłacono na przykład wszystkich długów indywidualnych - twierdzi Jędrych. - Chodzi o zobowiązania wobec Piotra Świerczewskiego, którego konta zajął komornik i nie można było mu przekazać pieniędzy, oraz Jerzego Kopy, którego zobowiązanie jeszcze przed fuzją zostało przejęte przez stowarzyszenie i nie istnieje - replikuje Masiota.

Według poznaniaków koronnym argumentem jest również uznanie przez UEFA, że stary Lech nie odpowiada dyscyplinarnie za wykroczenia nowego. Wyrok taki zapadł w sprawie, którą wytoczył klubowi jego były piłkarz Senegalczyk Pape Samba Ba.

Kto zwinął transparent. Rywale Laty oskarżają PZPN - i kiboli  »


Więcej o: