Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Korona nadal przegrywa (ze sobą)

Piłka nożna. Czwarta po rundzie jesiennej Korona w tabeli jest już piąta, ale od końca. Kielczanie są najgorszym zespołem wiosny. A ligową rzeczywistość potrafią komplikować sobie jak mało kto...


To miała być dla kieleckiego zespołu piękna runda, być może nawet najważniejsza i najlepsza w historii. Korona miała walczyć o europejskie puchary, a nawet o mistrzostwo. Odważne zapowiedzi po dziewięciu wiosennych kolejkach wywołują tylko uśmiechy. Marzenia trzeba odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość, a skupić się na teraźniejszości, bo ta dla kielczan robi się coraz bardziej gorzka. Widmo spadku wprawdzie jeszcze Koronie w oczy nie zagląda, ale jeśli kieleccy piłkarze dalej utrzymają punktową średnią, to już wcale takie pewne być nie musi. Podopieczni Marcina Sasala w tej rundzie uzbierali całe sześć "oczek". To najgorszy wynik z pośród wszystkich drużyn w lidze! W Bełchatowie przegrali już po raz piąty na wiosnę. Podobnym osiągnięciem mogą popisać się tylko piłkarze warszawskiej Legii, ale im akurat w tej kolejce udało się pokonać Widzew Łódź (1:0).

Piłkarze Korony najczęściej przegrywają jednak nie z przeciwnikiem, ale samym sobą. Na czwartkowej konferencji prasowej trener Sasal przytoczył swoją rozmowę z jednym z kibiców. Ten zdradził, co by powiedział każdemu szkoleniowcowi, który chce wygrać z Koroną? "Wystarczy kopnąć piłkę w nasz pole karne..."

W sobotę kielczanie dopisali kolejny rozdział do tej mało chlubnej, ale prawdziwej dla nich tezy. Bo chyba tylko Korona mogła przegrać mecz, w którym przeciwnik przez 90 minut nie potrafi przeprowadzić składnej akcji, oddać celnego strzału. W doliczonym czasie zawodników Bełchatowa wyręczył więc Maciej Tataj, który piękną główką w samo okienko bramki Zbigniewa Małkowskiego podarował trzy punkty gospodarzom.

Korona przegrała pechowo, GKS na zwycięstwo nie zasłużył - to fakty. Ale kielczanie sam są sobie winni. Tajemnicą trenera i piłkarzy będzie dlaczego mając przed sobą tak słabego rywala nie zagrano z nim o zwycięstwo. Bo jeśli nie z tak dysponowanym Bełchatowem to z kim? Korona od 60 minuty grała jakby bezbramkowy remis był spełnieniem marzeń. Broniła wyniku, który nic nie dawał. Kieleccy piłkarze po meczu byli rozgoryczeni, bo chyba zdawali sobie sprawę z utraconej na własne życzenie szansy. Mogli pluć sobie w brodę, bo GKS był do ogrania jak żadna inna drużyna, z którą w tej rundzie przyszło im się mierzyć.

A wystarczyło jedynie grać tak jak w pierwszej połowie. Korona do przerwy prezentowała się całkiem korzystnie. W przeciwieństwie do poprzednich wyjazdów kielczanie nie ograniczyli się do murowania własnej bramki i długich przerzutów do Andrzeja Niedzielana, ale starali się prowadzić grę. I momentami akcje podopiecznych Sasala naprawdę mogły się podobać. Zagęszczony środek pola, szybki odbiór, z pomysłem rozgrywana piłka. Kolejny dobry mecz rozgrywał Grzegorz Lech, szczególnie aktywni byli Maciej Korzym i Edi. Korona powinna prowadzić. W 20 min. Edi dobrze rozprowadził akcję i otwierającym podaniem obsłużył Niedzielana. Strzelecka niemoc "Wtorka" trwa jednak w najlepsze... Tym razem 31-letni napastnik nie potrafił odpowiednio silnie kopnąć piłki obok wybiegającego Łukasza Sapeli i tę na linii bramkowej zatrzymał Marcin Drzymont.

W piątek (godz. 20) Korona gra przy Łazienkowskiej z Legią.

maciej.sierpien@kielce.agora.pl

GKS Bełchatów - Korona Kielce 1:0 (0:0)

Bramka: Tataj (90+2. samobójcza)

Bełchatów: Sapela - Fonfara, Lacić Ż, Drzymont, Małkowski Ż - Sawala (67. Bocian), Baran, Cetnarski (60. Komolov), Nowak - Da Silva - Żewłakow (75. Kuświk).

Korona: Małkowski - Malarczyk (77. Markiewicz) Stano Ż, Hernani, Dirceu - Sobolewski, Jovanović Ż, Lech Ż (80. Vuković Ż), Korzym - Edi, Niedzielan (71. Tataj).

Sędziował: Robert Małek (Zabrze). Widzów: 2000.



Mówią trenerzy i piłkarze

Marcin Sasal, trener Korony

Przegraliśmy w fatalnych okolicznościach. Z przebiegu meczu uważam, że nasza gra wyglądała dobrze. Mieliśmy klarowniejsze okazje do strzelenia bramki. Aktywny był Maciej Korzym, swoją okazję miał Andrzej Niedzielan. Mimo to znowu przegraliśmy mecz na własne życzenie. Nasza sytuacja w tej chwili robi się po prostu fatalna. Ten zespół ma tyle pecha, nie wiem jeszcze ile będzie trzeba go znosić?

Maciej Bartoszek, trener Bełchatowa

Przed tym meczem mówiłem, że nieważne jak, ale trzeba wygrać. Ale nie spodziewałem się, że będzie to tak ciężkie do oglądania widowisko... Korona ustawiła się agresywnie w środkowej strefie boiska, mieliśmy sporo problemów z przeprowadzeniem płynnych akcji. Dlatego między innymi w tym meczu bardzo ważne były stałe fragmenty gry.

Maciej Tataj, napastnik Korony

Jestem załamany... Chciałem wybić piłkę na rzut rożny, a wpadła w samo okienko. Mogę tylko przeprosić kolegów, trenera, kibiców. Nic gorszego nie mogła nam się dzisiaj przytrafić. Wydawało się, że kontrolujemy sytuację na boisku, a w doliczonym czasie tracimy taką bramkę i przegrywamy. Ciężko zebrać myśli po takim spotkaniu, nie wiem co mam powiedzieć. Mogę raz jeszcze tylko przeprosić.

Pavol Stano, obrońca Korony

Niemożliwe, niemożliwe... Po pierwszej połowie powinniśmy prowadzić i teraz cieszyć się z trzech punktów. Chyba odwróciło się od nas szczęście w meczu z Wisłą. Bełchatów z gry ani razu nam nie zagroził, jeden przypadkowy stały fragment gry i zdobyli gola.