Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Korona gra z Wisłą. Słońce po gradobiciu?

Piłka nożna. Bez prawdziwego prawego obrońcy zagra Korona z krakowską Wisłą. - Przyzwyczaiłem się, że ciągle musimy gdzieś łatać dziury - uspokaja trener kielczan Marcin Sasal. Początek meczu z liderem ekstraklasy w niedzielę o godz. 16.45 (transmisja w Canal+ Sport).
W meczowej kadrze gospodarzy z prawych defensorów znalazł się tylko Artur Cebula. 18-latek szans na występ nie ma jednak praktycznie żadnych. A wyprzedzająca go w hierarchii trójka wypadła - Kamil Kuzera dochodzi do siebie po kontuzji ścięgna Achillesa, Paweł Golański i Jacek Markiewicz pauzują za żółte kartki. Sasal mógłby awaryjnie w obronie postawić na któregoś z prawych pomocników, ale i ich ma jak na lekarstwo - aktualnie jedynie równie młodego Jakuba Bąka (uraz kolana ciągle eliminuje Estończyka Sandera Puriego). Wszystko zatem wskazuje na to, że prawy bok zabezpieczy stoper Piotr Malarczyk. - Grywał już na tej pozycji, więc jestem spokojny, że sobie poradzi. Zresztą jestem już przyzwyczajony do tych kłopotów kadrowych. Jak nie w pomocy, to w obronie - i tak ciągle - mówi trener.

Lepszą sytuację ma na przeciwległej flance, gdzie o miejsce przeciwko Wiśle rywalizują Tomasz Lisowski z debiutującym w meczowej osiemnastce Brazylijczykiem Dirceu. Wyżej póki co stoją notowania Polaka. - Trudno jest nowemu zawodnikowi wejść do zespołu, zwłaszcza takiego, któremu nie idzie. Ale jeszcze nie zdecydowałem, kto zagra. Decyzja musi być rozsądna i najlepsza dla drużyny - tłumaczy się szkoleniowiec. Dylematów nie ma na środku, gdzie po dwumeczowej przerwie postawi na żelazną parę Hernani i Pavol Stano. - Początek rundy jest nieudany dla całego zespołu, ale także dla mnie osobiście. Myślę, że ta przerwa [za czerwoną kartkę w meczu z Polonią Bytom - przyp. red.] była mi potrzeba. Dużo myślałem ostatnio o swojej postawie, mogłem spojrzeć z boku na grę drużyny. Wiem, że wiele rzeczy musimy poprawić. Przełamanie w takim meczu jak z Wisłą byłoby najlepszym, co mogłoby nam się teraz przytrafić - uważa Brazylijczyk.

A pod wodzą Marcina Sasala kielczanie z "Białą Gwiazdą" jeszcze nie przegrali. Przed rokiem na Suchych Stawach Korona zwyciężyła 1:0 (gol Jacka Kiełba), jesienią przy Reymonta był remis 2:2 (trafienia Aleksandra Vukovicia i Andrzeja Niedzielana). W obu przypadkach na wracających piłkarzy na klubowym parkingu czekali kibice (nieobecni w Krakowie), żeby podziękować im za wynik, ale przede wszystkim zaangażowanie na boisku. - Mobilizacja w szatni jest ogromna. Ja w Koronie jestem już prawie cztery lata i doskonale wiem, co znaczy to spotkanie dla naszych kibiców. Obiecuję, że zrobimy wszystko, żeby ich nie zawieść - deklaruje Edi, kapitan Korony.

Piłkarze zaprzeczają również, jakoby ich słaba postawa w rundzie wiosennej miała być skierowana przeciw trenerowi. - Dla nas nie było tematu, że odchodzi, w ogóle nie spodziewaliśmy się żadnej zmiany. Jakiekolwiek pogłoski o tym, że zespół nie chce już z nim pracować, że gramy przeciwko trenerowi, to zwykłe bzdury. To media zwalniały trenera, podawały nazwiska jego następcy, a nie piłkarze. My jesteśmy od grania - zapewnia bramkarz Zbigniew Małkowski. - Dużo rozmawiałem z chłopakami i wiem, że bardzo chcą. Wpadliśmy w głęboki dół, ale musimy wreszcie się z niego wydostać. Takiego gradobicia dawno nie było w Koronie, przetrwaliśmy i mam nadzieję, że wreszcie zaświeci dla nas słońce - obrazowo dodaje Marcin Sasal.

maciej.sierpien@kielce.agora.pl