W 24. min
Ivica Vrdoljak nieudolnie kopnął piłkę przed swoim polem karnym. Przejął ją były kapitan Legii Aleksandar Vuković, podał do Macieja Korzyma i drugi były legionista w barwach Korony strzelił gola, który zapewnił zespołowi Leszka Ojrzyńskiego trzy punkty. Po fatalnym błędzie kapitana Legia przegrała pierwszy mecz od 18 września. Zwycięstwo dałoby warszawianom pierwsze miejsce w tabeli.
Vrdoljak jako jedyny zawodnik z kupionych w poprzednim sezonie utrzymał miejsce w podstawowej jedenastce. O napastniku Bruno Mezendze i rozgrywającym Arielu Cabralu przy Łazienkowskiej już zapomniano. Obrońca Srdja Kneżević i bramkarz Marijan Antolović w Legii trenują i pobierają pensję, ale nie mieszczą się nawet nawet na ławce rezerwowych. Zimą będą mogli odejść. Skrzydłowy Manu - w zeszłym sezonie dla trenera Skorży nietykalny - ustąpił miejsca wychowankom Akademii Piłkarskiej. Nawet gdyby nie leczył kontuzji, mecze zaczynałby na ławce rezerwowych.
Półtora roku temu obcokrajowcy mieli w stolicy stworzyć "drużynę, o jakiej marzyłeś". Takim hasłem reklamowała Legia letnie
transfery, na które wydała - a raczej wyrzuciła w błoto - kilka milionów złotych. Przez osiem miesięcy tworzyli zespół, który przegrywał mecz za meczem. W sumie jedenaście porażek. Uratowali się dopiero zwycięstwem w Pucharze Polski i trzecim miejscem w tabeli.
Dziś, kiedy Skorża odmienił drużynę i wprowadził ją na europejskie salony, w jedenastce pozostał tylko Vrdoljak. Kosztował aż milion euro - tyle na piłkarza Legia nie wydała nigdy. Transfer wzbudził kontrowersje, bo zwykle najdrożsi w drużynie są napastnicy. Ale rok temu obronił się grą. 28-letni były zawodnik Dinama Zagrzeb był gwiazdą, błyszczał na tle chaotycznego i kompletnie niezorganizowanego zespołu bez charakteru. Koledzy zaufali mu na tyle, że zachował opaskę kapitana. Sprowadzony tego lata 35-letni Michał Żewłakow został jego zastępcą.
Ale w tym sezonie Vrdoljak gra nierówno. W poprzednią sobotę, po strzeleniu gola Lechii, rzucił się w ramiona doktora Stanisława Machowskiego. On postawił go na nogi po kontuzjach mięśni, z którymi Chorwat zmaga się od początku rundy. Ale wybitnej formy nie odzyskał.
W sobotniej konfrontacji z Vukoviciem zawiódł i został zdjęty z boiska kwadrans przed końcem. Za to 32-letni były legionista był najlepszy na boisku. Nie dość że miał asystę, to jeszcze pokazał, jak dyrygować zespołem. Przerywał większość akcji drużyny, za którą zawsze ściska kciuki. Z Legii pozbyli się go poprzedni trener Jan Urban oraz dyrektor sportowy Mirosław Trzeciak. Vuković odszedł, bo domagał się podwyżki w nowym kontrakcie. Podobno sprawa rozbiła się o kilkanaście tysięcy euro w skali roku. Ambitny piłkarz ujął się honorem. Dziś zespołowi Skorży zawodnik z takim charakterem i zaangażowaniem bardzo by się przydał.
W sobotę w
Kielcach legioniści przeważali, ale zespół Skorży nie miał pomysłu na rywala, który po zdobyciu gola cofnął się na swoją połowę i tylko przeszkadzał.
Skutecznie. Zmiany, których dokonał warszawski trener, nie odmieniły drużyny. Bramkarz Zbigniew Małkowski do ostatniego gwizdka nie doczekał się celnego uderzenia na swoją bramkę i nie musiał interweniować. Warszawianie słabo wykonywali stałe fragmenty. Odkąd prowadzi ich Skorża, mieli drugą szansę, by wspiąć się na pierwsze miejsce w tabeli. Drugi raz jej nie wykorzystali.
39-letni szkoleniowiec i piłkarze powtarzają, że najważniejsze jest to, kto będzie liderem po ostatniej kolejce, a nie w połowie sezonu.