Sport.pl

Korona gra z Bełchatowem: Znów będzie się działo?

Maciej Sierpień
04.11.2011 , aktualizacja: 04.11.2011 18:26
A A A Drukuj
Korona Kielce - GKS Bełchatów (3:1). Gol i Hernani Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta Korona Kielce - GKS Bełchatów (3:1). Gol i Hernani
Jeśli do Kielc przyjeżdża Bełchatów, to znaczy, że emocje są gwarantowane. Wiosną 2007 roku oba zespoły strzeliły osiem goli (5:3), przed rokiem z nadmiaru wrażeń sędzia mecz postanowił zakończyć w... 80. minucie. W sobotę od godz. 13.30 kolejny rozdział kielecko-bełchatowskich batalii
18 maja 2007 roku to data, która na stałe zapisała się w historii Korony. Kielczanom rozbitym po przegranym - nomen omen w Bełchatowie - finale Pucharu Polski z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski awaryjnie prowadzanym przez Arkadiusza Kaliszana w bólach przyszło żegnać sezon przed własną publicznością. Po pięciu ligowych porażkach z rzędu. GKS z kolei na trenerskiej ławce z Orestem Lenczykiem zawitał do Kielc jako lider z wielkim apetytem i nie mniejszymi szansami na historyczny, mistrzowski tytuł (do końca ligi pozostawały trzy kolejki). Popołudnie przy Ściegiennego było pasjonujące. "Mistrzowska motywacja gości to nic przy pragnącej wygranej niczym powietrza Koronie. Trudno sobie wyobrazić, by mecz mógł się lepiej zacząć dla borykającej się z takimi demonami ekipy Kaliszana. Superotwarcie załatwił sam Bełchatów, a konkretnie Paweł Magdoń, już w 43. sekundzie!" - pisaliśmy w "Gazecie". A potem oglądano jeszcze siedem goli. - Nieprawdopodobny wynik! Piłka to przepiękna dyscyplina, zwłaszcza dla zwycięzców - skwitował szalone 90 minut Lenczyk.

Nie mniejszy uśmiech na twarzy przywołują wspomnienia z ostatniej wizyty bełchatowian przy Ściegiennego. Niemal równo przed rokiem, 17 października, Korona wygrała 3:1, pod wodzą Marcina Sasala rozgrywając jedno ze swych najlepszych spotkań. O ile właśnie nie najlepsze. Ale to nie pewne zwycięstwo gospodarzy najmocniej utkwiło w pamięci. "Apogeum nieporadności arbitra miało miejsce w 80. minucie. Ku zaskoczeniu wszystkich odgwizdał... koniec meczu. Szybko wprawdzie się zreflektował, zachęcony sugestiami zawodników porównał czas swojego zegarka ze stadionowym, ale zamieszanie trudno było już odkręcić. Do szatni zaczęli nawet schodzić piłkarze GKS-u" - relacjonowaliśmy. - Powiedział nam, że u niego jest już 94. minuta, więc nie chcieliśmy się już dalej kłócić - wyjaśniał potem stoper gości Marcin Drzymont.

Dziś podopieczni Leszka Ojrzyńskiego i Kamila Kieresia mają szansę dopisać kolejny rozdział do całkiem bogatej już historii pojedynków. - Pewnie, że chcielibyśmy zagrać takie spotkanie, które na długo zapadnie kibicom w pamięci, ale priorytetem jest dla nas zwycięstwo. Musimy zrobić wszystko, żeby zgarnąć trzy punkty, a w jakim stylu, po jakim meczu, to już drugorzędna sprawa - nie ukrywa kielecki szkoleniowiec. Piłkarze deklarują, że seria trzech kolejnych porażek w sobotę dobiegnie końca. - Musimy wrócić na właściwe tory, którymi kierowaliśmy się w pierwszych dziewięciu meczach. Gramy u siebie, więc szansa na przełamanie jest dużo większa - uważa napastnik Maciej Korzym.

Po wpadce z ŁKS-em w składzie Korony należy spodziewać się zmian. Na prawą stronę defensywy w miejsce słabego przed tygodniem Tadasa Kijanskasa wróci pewnie Piotr Malarczyk. Na bieganie od początku powinien również szykować się Kamil Kuzera. Znów jednak raczej w drugiej linii, bo wciąż z urazem łydki zmaga się Jacek Kiełb. Pod znakiem zapytania stoi także występ narzekającego na ból mięśni brzucha środkowego pomocnika Vlastimira Jovanovicia.

Nagrodzenie w przerwie

W przerwie meczu Korony z Bełchatowem swoje wielkie chwile będą przeżywali uczestnicy Ligi Wolnych Sfer 2011. Na płycie głównej udekorowani zostaną zawodnicy WS Karczókowska, którzy zdominowali tegoroczną edycję. Nagrody dla zwycięzców wręczą przedstawiciele stowarzyszenia Nadzieja Rodzinie oraz fundacji Nadzieja Rodzinie, które są organizatorami rozgrywek. O upominki i stroje dla wszystkich uczestników zadbał Fundusz Inicjatyw Obywatelskich. Imprezie patronuje "Gazeta".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się