Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bartek Sylwestrzak: Strzał to czysta radość

Drugiego takiego trenera nie ma. Bartek Sylwestrzak uczy piłkarzy Premier League, drugoligowego angielskiego Brentford oraz mistrza Danii, Midtjylland, jak uderzać piłkę.
Futbol dla mnie jest sportem indywidualnym. Do mojego treningu nie potrzebujemy bramkarza. Tylko ja, zawodnik i kilka piłek. Nic poza tym. Moją specjalnością jest uderzenie a la Juninho. Mnóstwo piłkarzy chce się nauczyć, jak kopać piłkę, by ta - tak jak u Brazylijczyka - szybko zaczęła spadać. Równie popularny jest "knuckleball", a więc uderzenie bez rotacji, w którym piłka ma nieregularny i nieprzewidywalny lot.

Potrafię sprawić, by słabsi zawodnicy w tym aspekcie gry mieli wyższe umiejętności od piłkarzy Premier League. Nie mówię tego z arogancji - to po prostu technika, która wypływa z biomechaniki. Jeśli w odpowiedni sposób ułożysz stopę, osiągniesz efekt w uderzeniu. Patrzę na "swing" (czyli zamach) nogi. Metody wciąż udoskonalam, bo nikt inny na świecie tego nie robi. Kiedyś słyszałem, że w Hiszpanii jakaś kobieta ze Skandynawii zajmuje się tym samym, ale nie udało mi się tego potwierdzić.



Zanim zacznę pracę, nagrywam osiem, dziesięć strzałów piłkarza. Zazwyczaj są to uderzenia z rzutu wolnego nad murem i z gry obiema stopami. Potem wprowadzamy zmiany w technice kopania piłki. Przed każdą sesją pokazuję zawodnikowi jego uderzenia i elementy, na których skoncentrujemy się na treningu. Pokazuję też model, czyli Juninho.

Ile sesji potrzeba, by nauczyć się uderzenia z topspinem z rzutu wolnego? Często słyszę to pytanie i zawsze odpowiadam, że nie można tego określić, bo na postęp wpływa dużo czynników. Nie chodzi zresztą, ile to zajmie, tylko czy ktoś naprawdę chce się tego nauczyć. Jeśli chcesz poprawić uderzenie, musisz systematycznie pracować. Zajmie to tyle, ile zajmie. Nie da się osiągnąć perfekcji w miesiąc. A jeśli piłkarz chce opanować więcej niż jedną technikę - jeszcze dłużej. Staram się jednak, by gracz szybko dostrzegł poprawę. Dla trenerów to też jest istotne. Tak zdobywam zaufanie.

Z Bogatyni do Brentford

W Polsce grałem w juniorach Granicy Bogatynia. Do klubu zapisałem się późno, miałem 14 lat. Od początku strzał najbardziej mnie fascynował. Szybko zacząłem zwracać uwagę na detale. Jako prawonożny zawodnik nadawałem piłce rotację wewnętrzną, która mi się nie podobała. Wolałem, by uderzenie było czyste. Zacząłem intensywnie trenować, po cztery godziny dziennie, aż mięsień czworogłowy nie dawał rady. Następnego dnia od nowa i tak cały czas. Po paru latach było widać postęp. Zacząłem prostym podbiciem nadawać piłce rotację do przodu. Wtedy nie potrafiłem jeszcze wytłumaczyć, dlaczego mi wychodzi i co dokładnie poprawiam. Nie wspominając o przeprowadzeniu analizy biomechanicznej i nauczeniu tego kogoś.

Podpatrywałem też piłkarzy. Próbowałem kopiować tych, którzy słynęli z dobrego uderzenia i zdobywali bramki z wolnych: Del Piero, Beckhama i Juninho. Brazylijczyk miał najlepszy strzał. Był wyjątkowy, ale biomechanicznie jego uderzenie dałoby się poprawić. Rozbicie jego techniki zajęło mi najwięcej czasu. On jest jak Roger Federer, odpowiednikiem Rafaela Nadala był grający przed laty w Romie i Betisie Marcos Assuncao.



Na początku testowałem różne ułożenia stopy, ruchy, rozbiegi, itd. Kluczowe były szczegóły, pozornie małe rzeczy robią dużą różnicę. Pomogło mi też uprawianie wyczynowo tańca towarzyskiego. Na parkiecie zwraca się uwagę na każdy ruch, na każdą pozycję ciała. Tego nauczył mnie pan Józef Iżykowski. W piłce nikt na to nie patrzy. Po dziesięciu latach intensywnego treningu i analizy widziałem już, że generalnie strzały zawodników - nawet tych na najwyższym poziomie - są słabe. Pomyślałem, że mógłbym się tym zająć. Czy sam strzelałem gole z rzutów wolnych? Na tym niskim poziomie, tak, wpadło kilka.

Do Anglii wyjechałem 10 lat temu, na studia sportowe. Po skończeniu Uniwersytetu w Loughborough zrobiłem intensywny kurs dwóm piłkarzom drużyny akademickiej. Jednego nauczyłem techniki Juninho, drugiego - uderzenia stosowanego przez Cristiano Ronaldo, choć z lepszym podniesieniem piłki. Portugalczyk ma z tym duży problem, co potwierdzają statystyki - więcej niż połowa uderzeń trafia w mur. Mam zatem przygotowanie akademickie, ale i praktykę - trening strzałów doskonalę 15 lat. Uderzając spędziłem na boisku tysiące godzin, zdecydowanie więcej niż profesjonalni zawodnicy.

Tak powstała moja metoda: trening jeden na jeden, a potem analiza "swingu". Każdy "swing" można rozbić na elementy: rozbieg, a w nim odległość, kąt, rytm, początek, ustawienie zawodnika, pozycja stopy stojącej w każdej osi przy piłce, stopa kopiąca, nawet pozycja palca... Korygujesz to wszystko, by zawodnik z jednej strony stosował się do zasad technicznych, a z drugiej, by uderzenie odpowiadało jego koordynacji i stylowi. Zmienna po zmiennej poprawiasz i dostrajasz. Stoję za zawodnikiem, obserwuję i oceniam każdy strzał.

Strzał nie boli

Nawet najlepsi trenerzy przy szkoleniu strzałów korzystają z błędnych informacji. W futbolu nie ma ekspertów tylko od techniki uderzenia, jak w tenisie czy w golfie. Moimi klientami są piłkarze Premier League - nawet na tym poziomie nikt nie uczy kopnięcia piłki. Poprzedniej jesieni Craig Gardner z West Bromwich Albion zrobił ogromny postęp. Dobrze się z nim pracowało, bo on uwielbiał uderzać.



Przerwaliśmy jednak zajęcia, gdy zwolniony został trener Alan Irvine. Futbol jest sceptyczny wobec tego, co nowe. I to nawet, gdy ma się mocne dowody na skuteczność swoich metod. Często jedynym celem sztabu medycznego i trenerów od przygotowania fizycznego jest obniżanie ryzyka kontuzji, dlatego redukują oni liczbę treningów oraz zmniejszają obciążenia. A przecież ochrona przed urazem nie może być celem samym w sobie, chodzi też o to, by zawodnik podniósł umiejętności. Rozwój techniczny nie jest wysoko na liście priorytetów trenerów. Spójrzcie na II ligą angielską - 46 meczów, nie ma czasu na trenowanie. Tylko gra, odpoczynek i unikanie kontuzji.

Plagą w piłce jest też krótkowzroczność - rezultatów oczekuje się często z dnia na dzień, a moja praca wymaga czasu. Wyniki zespołu można poprawić szybko, dzięki zmianom taktycznym albo personalnym. Z techniką tak się nie da. Ciało potrzebuje powtórzeń, by przyswoić nowe ruchy. Nie ma drogi na skróty. Wielu ludzi niestety tego nie rozumie.

Niewielu jest też pracowitych piłkarzy. Nie ma drużyn, w których piętnastu zawodników zostaje po treningach i ćwiczy strzały. Byłem zszokowany, gdy zaczynałem konsultacje w Anglii - zazwyczaj zawodnicy przychodzą rano na niedługie, lekkie zajęcia i już wczesnym popołudniem centrum treningowe jest puste. Wielu brakuje motywacji.

Moje ćwiczenia nie są dla każdego, bo wymagają wielu powtórzeń, regularności, samodzielnej pracy. Nie jest to jednak trening, który boli. Poprawianie wytrzymałości szybkościowej to nic przyjemnego - jak nie boli, to znaczy, że dajesz z siebie za mało. A strzał to czysta radość.

Pionierzy w II lidze

Futbol w Anglii to zamknięte środowisko. Człowiekowi z zewnątrz bardzo trudno się przebić. Przez kilka lat byłem konsultantem, pracowałem z kilkunastoma zawodnikami - od pierwszo do czwartoligowców. W Brentford zacząłem od treningów z juniorami, niedawno na stałe dołączyłem do sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny. Władze stawiają na innowacje, gdyby tak nie było, to bym tu nie pracował. Chcą, by drużyna pod każdym względem funkcjonowała jak najbardziej efektywnie.

Musisz wiedzieć, że ludzie, z którymi pracujesz rozumieją to, co robisz. Wiem, że tutaj tak jest. To klub o zupełnie innym myśleniu i podejściu do futbolu. Dlatego ograniczyłem konsultacje.

Latem Brentford pozyskało Ryana Williamsa, wcześniej grającego w czwartoligowym Morecambe. Znam go od lat, pracowałem z nim indywidualnie i w Brentford zatrudniono go właśnie ze względu na świetne uderzenie - jego rzuty wolne i rożne są bardzo potężną bronią. W każdym klubie potrzeba takich zawodników.

Ryan to dla klubu ryzyko. Nigdy wcześniej nie grał na tak wysokim poziomie. Ale ma o wiele więcej potencjału niż pokazuje jego CV. Jeżeli go wykorzysta, to w przyszłości będzie grał regularnie. Nie tylko dlatego, że jest specjalistą od stałych fragmentów gry.

Brentford blisko współpracuje z Midtjylland. Trenuję tam zawodników raz na trzy, cztery tygodnie. Do tego dochodzi współpraca z grupami młodzieżowymi. Niedawno ligowe gole z rzutów wolnych strzelili Pione Sisto (z Viborgiem) i Mikkel Duelund (z Sonderjyske). Bramkę zdobył też zawodnik akademii. Mistrz Danii stałe fragmenty gry wykonywał bardzo dobrze, teraz poprawiamy technikę "swingu".

Stopa musi myśleć

Nie jestem w stanie powiedzieć, na ile goli w sezonie przekłada się moja praca. Zmiennych jest zbyt wiele. Nie w każdym meczu piłkarz ma okazję do uderzenia. Czasem zdarzy się ich więcej - taki Sinisa Mihajlović, strzelił hat-tricka z wolnych w jednym meczu! - innym razem na dobrą szansę czeka się kilka kolejek.

Każdy zawodnik jest inny, każdy ma inną technikę. Jedni uczą się szybciej, inni - wolniej. Czasami jedną rzecz poprawiamy w pół godziny, innym razem pracujemy nad czymś kilka tygodni. Duże znaczenie ma koordynacja. Niektórzy mają wybitną technikę, ale nie potrafią nawet odpowiednio trafić w piłkę. Zdarza się, że pokazuję piłkarzowi, jak ma ułożyć stopę, a on uderzając nie jest świadomy, że robi to inaczej. Potencjał fizyczny też jest ważny, bo swing wymaga dużej mocy w nodze. Ponad wszystko stawiam jednak motywację. Z nią inne przeszkody są do przezwyciężenia.

Moja praca oparta jest na dążeniu do perfekcji, między mną i zawodnikiem musi być symetria. Są tacy, którzy chcą osiągnąć najwyższy poziom. Wpływ na rozwój takich piłkarzy daje olbrzymią satysfakcję. Czasem aż nie wierzę, że dostaję za to pieniądze.

Niesamowity zespołowy gol z Anglii, dużo trafień z wolnych [STADIONY Z CZUBA]




Więcej o:
Komentarze (9)
Bartek Sylwestrzak: Strzał to czysta radość
Zaloguj się
  • mizdrzh

    Oceniono 1 raz 1

    Tymi uslugami powinien zainteresować się Kucharczyk ;p

  • alexzelek

    0

    ale zabawne... ten chłopak za bramką (obok słupka) w białej koszulce to mój syn... przebywał akurat na testach w Brandford FC. Na drugim zdjęciu widać go idealnie. Pan Sylwestrzak to kapitalny facet - podszedł do nas, zostawił swój numer telefonu, prosił aby dzwonić gdyby coś było potrzeba i życzył powodzenia. A to niespodzianka:)

  • karoltutaj

    0

    dawno mówiłem, że trzeba przejść na specjalizację i otworzyć np. szkoły lewych obrońców, których jest duży deficyt w klubach i reprze.

  • bigosmiszcz

    0

    Dobrze że nie uczy strzelać jak CR11 !!!
    Bo by długo musieli szukać piłek po treningu !!!

    Kapitan Grzmot się skończył.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX