Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Inter klubowym mistrzem świata, a...Benitez stawia ultimatum

Mazembe rozbite 3:0, mediolańscy piłkarze zdobyli piąte trofeum w 2010 roku. W ekstazę wpadli wszyscy poza trenerem Rafą Benitezem, który tuż po ostatnim gwizdku natarł na swojego szefa.
Ankieta o Sport.pl - poświęć minutę na jej wypełnienie

Wcześniej był triumf w Lidze Mistrzów, Serie A, Pucharze oraz Superpucharze Włoch. Gdyby nie porażka z Atletico Madryt w Superpucharze Europy, Inter uzbierałby sześć trofeów i wyrównał rekordowe osiągnięcie Barcelony z poprzedniego roku.

Ledwie kolejny puchar ucałował 37-letni kapitan Javier Zanetti przebrany w koszulkę leczącego zerwane więzadła Waltera Samuela, a na stadionie Abu Zabi nastąpił zaskakujący zwrot akcji.

Trener Benitez wreszcie coś z Interem wygrał, lecz zdaje sobie sprawę, że choć kibice trofeum cenią sobie wysoko, to już zapomnieli, jak się nazywali pokonani rywale. Dlatego zamiast się cieszyć, ruszył do gwałtownego kontrataku.

Turniej był nudnawy. W półfinale Koreańczycy z Seongnam wytrzymali bez straty gola trzy minuty, w sobotę Kongijczycy z Mazembe - niespełna kwadrans. Ci ostatni zużyli całą energię wcześniej, teraz chcieli już tylko nacieszyć się pierwszym w historii finałem dla Afryki. Nie sposób nawet wyczuć, czy zwycięscy mediolańczycy odzyskali moc. Mecze były byle jakie, faworyci wygraliby je w półtruchcie. Benitez to wszystko wie i nie przypuszcza, że beznadziejna jesień w Serie A zostanie mu przebaczona. A za sukcesik (dla niego to tylko sukcesik, poprzednik Mourinho już mu wypomniał, że fundamentalną pracę piłkarze wykonali w Lidze Mistrzów) zapłacił słono - kontuzją rozgrywającego Wesleya Sneijdera, który będzie pauzował w trakcie styczniowego nadrabiania ligowych zaległości. Tam mediolańczycy więcej tracą do lidera (10 pkt), niż mają przewagi nad strefą spadkową (8 pkt).

Właściciel Interu nie ma szczęścia do historycznych wieczorów. Po finale Champions League usłyszał od José Mourinho, że ten wynosi się do Realu Madryt. Po sobotnim finale usłyszał od trenera, że jest oszustem.

Oczywiście nie wprost, choć generalnie Hiszpan mówił bardzo wprost. Obwieścił, że przełożony obiecał mu trzy transfery, ale nie dokupił do drużyny nikogo. Że on, Benitez, czuł się po wakacjach "w stu procentach rozczarowany". Że odziedziczył grupę podstarzałą. Że poprzednik piłkarzy zaniedbywał i wycisnął do ostatniej kropli, więc teraz trzeba było ich zagonić na siłownię, a oni zaczęli padać jeden za drugim. Że poprzednik dostał zeszłego lata piłkarzy za 50 mln euro, a teraz klub nie wydał nic. - Widzę trzy możliwości - perorował. - Pierwsza: dostaję 100 proc. poparcia i czterech-pięciu graczy. Już zaraz, w styczniu. Niektórych nawet przed końcem grudnia, bo szóstego stycznia gramy z Napoli. Druga: kontynuujemy pracę z tym, co jest, bez planu, z obwinianiem o wszystko trenera. Trzecia: rozmawiam z moim agentem i proszę go, by wypracował porozumienie z klubem - zakończył hiszpański trener.

Włosi są zgodni: oświadczenie zabrzmiało jak ultimatum. I publiczne wotum nieufności wobec swoich piłkarzy, w dodatku wygłoszone w chwili, gdy trwają w zasłużonej euforii. (Wcześniej Stanković skarżył się, jak ubodło go, że finał zaczął w rezerwie). Najradykalniejsi zdiagnozowali, że Benitez sam się zwolnił. Z przecieków wynika, że Moratti nie wahałby się ani chwili, gdyby wolni byli jego faworyci - selekcjoner reprezentacji Anglii Fabio Capello lub Luciano Spalletti, który z Zenitem St. Petersburg właśnie zdobył mistrzostwo Rosji i komplet punktów w grupie Ligi Europejskiej.

W samolocie wracającym z Abu Zabi atmosfera była średnia, na lotnisku wypowiadający się w imieniu piłkarzy wypytywanych o los trenera Marco Materazzi wsparcia szefowi dać nie chciał. - Czy Benitez zostanie? Liczy się tylko dobro Interu.

Miesiąc przerwy Pirlo »
 

Więcej o: