Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rafa Benitez, kochany wariat

Na pierwszej randce z Montse, która jest teraz żoną Rafaela Beniteza, hiszpański szkoleniowiec wyciągnął długopis, zabrał serwetkę i narysował dziesięć kropek. - To jest ustawienie 4-4-2 - oświadczył ze stoickim spokojem. Kilka lat temu jeden z fotoreporterów zrobił Benitezowi zdjęcie, na którym widać jego skarpetki z napisem "Football Maniac". Inter nie ma wyjścia, musi swojego nowego trenera - piłkarskiego wariata - pokochać tak, jak pokochali go w Liverpoolu. We wtorek Rafael Benitez został zaprezentowany jako następca Jose Mourinho w drużynie mistrza Europy.
- Pamiętam naszą pierwszą randkę - opowiada Montse Benitez. - To było w pizzerii. Czekaliśmy na jedzenie, a on wziął serwetkę i zaczął coś rysować. Spytałam się: "co to ma być?!", na co on odpowiedział: "to jest 4-4-2".

Tak zaczęła się ich znajomość. - Zadzwonił następnego dnia. Nie wiem dlaczego, ale zgodziłam się na kolejną randkę. Znowu objaśniał mi taktykę. Wcześniej wiedziałam tylko, że w futbolu jest sędzia i dwóch bramkarzy - mówi Montse. - Po kilku tygodniach spotkań zadzwonił i powiedział, że możemy iść na obiad do uroczej knajpki pod Madrytem. Zgodziłam się... po czym odkryłam, że tego samego dnia jest mecz ligowy. Najpierw poszliśmy na mecz, a dopiero potem na obiad.



Benitez to robot zaprojektowany do sterowania klubami piłkarskimi. Nie okazuje emocji, nie daje wyprowadzić się z równowagi, zawsze ocenia sytuację na chłodno. Bezkompromisowy i w pełni poświęcony temu, co robi. - Przed mistrzostwami w RPA chcieliśmy zatrudnić Beniteza jako eksperta, który oceniałby grę poszczególnych piłkarzy. Odpowiedział, że owszem - bardzo chętnie, ale musiałby przed każdym meczem rozmawiać z trenerami i poznać zadania każdego zawodnika. Inaczej nie mógłby właściwie ich ocenić. To perfekcjonista - twierdzi pracownik jednej ze stacji telewizyjnych.

Gdy Liverpool, którego właścicielami są dwaj Amerykanie (George Gillett i Tom Hicks) zwolnił Beniteza, a właściwie rozstał się z nim za porozumieniem stron - bo nie miał dość pieniędzy, by wypłacić pełne, wynoszące około 15 milionów funtów odszkodowanie - na ulicach miasta wybuchły protesty. Choć w sezonie 2009/10 Liverpool prowadzony przez Hiszpana zajął dopiero siódme miejsce w tabeli ligowej i odpadł z Ligi Mistrzów już w fazie grupowej, Benitez wciąż cieszył się na Anfield Road ogromną popularnością. Fani spalili amerykańskie flagi, czym wzbudzili oburzenie kibiców Liverpoolu zza oceanu. 50-latek znowu dopiął swego: tak, jak lata wcześniej rozkochał w sobie Montse, tak rozkochał w sobie wymagających Anglików.

Na Wyspy Benitez trafił jednak wyłącznie dlatego, że dokonywał cudów z Valencią, z którą dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo Hiszpanii. Były to pierwsze krajowe triumfy tego klubu od 31. lat. W sezonie 2001/01, gdy Nietoperze zajęły pozycję w czubie La Liga, Valencia wydała na transfery niecałe 10 milionów funtów sprzedając piłkarzy za prawie 45 milionów. W tym samym czasie Real Madryt przeznaczył na zakupy ponad 65 milionów, a Barcelona aż 85 milionów.

Dwa lata później, kiedy Valencia znów zostawała mistrzem Hiszpanii, Benitez wydał na transfery mniej niż milion funtów. W tym samym czasie kupowała i Barca (za 40 milionów funtów), i Real (za 45 milionów). Rafa, jak pieszczotliwie mówią na niego kibice, stał się ekspertem od udowadniania, że pieniądze nie są w piłce najważniejsze. To był powód, dla którego zgłosił się po niego niezbyt bogaty Liverpool.

The Reds byli w finansowym cieniu Manchesteru United i Chelsea przejmowanej wówczas przez multimilionera Romana Abramowicza. Kibice z Anfield Road czekali na tytuł mistrzowski od 1990 roku, a Benitez miał być człowiekiem, który złapie króliczka.

Problem pojawił się wtedy, gdy Benitezowi wręczono do ręki ogromne - jak dla niego - pieniądze. Na dzień dobry menedżer LFC wydał na zakupy ponad 50 milionów funtów, więcej niż przez całą swoją karierę. W ciągu sześciu lat prowadzenia klubu Benitez kupił piłkarzy za ponad 300 milionów i nie zdobył ani jednego mistrzostwa, został tylko to najlepszym trenerem Liverpoolu od 1992 roku - zdobywał średnio 1,9 pkt na mecz, więcej niż jego poprzednicy - Gerard Houllier (1,73), Roy Evans (1,72) i Graeme Souness (1,5). Zarząd klubu oczekiwał znacznie więcej.



Prowadzenie Interu będzie różniło się i od przewodzenia Valencii, i od przewodzenia Liverpoolowi. Inter jest włoskim Realem Madryt, włoską Chelsea - klubem, który w swojej lidze może wydać najwięcej pieniędzy. Przed sezonem 2009/10 nerazzurri przeznaczyli na wzmocnienia ponad 80 milionów funtów, AC Milan niecałe 20 milionów, a AS Roma - tylko 3 miliony. Czy Benitez będzie potrafił odnaleźć się w tak wielkim budżecie transferowym, skoro często nie radził sobie z wydawaniem niezbyt imponujących kwot należących do Liverpoolu? To pozostaje zagadką.

Po raz pierwszy Benitez będzie miał do dyspozycji takie pieniądze, do jakich Chelsea i Inter przyzwyczaiły Jose Mourinho. Ścieżki obu panów przecinały się wielokrotnie. Obaj byli najważniejszymi kandydatami na nowego menedżera Liverpoolu w 2004 roku, gdy The Reds zwolnili Gerarda Houlliera. Co ciekawe, Benitezem interesował się również Inter, który ostatecznie musiał sięgnąć po Roberto Manciniego. Teraz Mancini jest szkoleniowcem Manchesteru City - jednej z drużyn, która pogrążyła Liverpool w ubiegłym sezonie i doprowadziła do rozstania Rafy z Liverpoolem.

Benitez ścierał się z Mourinho wielokrotnie. Najbardziej kontrowersyjny mecz pomiędzy ich drużynami - Liverpoolem a Chelsea - miał miejsce w maju 2005 roku, gdy oba zespoły walczyły o awans do finału Ligi Mistrzów. The Reds wygrali w dwumeczu 1:0 po golu-duchu Luisa Garcii. Według dziesiątek analiz, a przede wszystkim według samego Mourinho piłka nie przekroczyła linii bramkowej. Mimo to arbiter bramkę zaliczył, a Liverpool awansował do finału, gdzie pokonał AC Milan w rzutach karnych dzięki genialnym interwencjom Jerzego Dudka. Za ten sukces kibice Interu dziękują Benitezowi do tej pory, w ciepły majowy wieczór byli przecież świadkami niesamowitego upokorzenia swoich rywali zza miedzy. Podczas tegorocznego finału LM (Inter - Bayern Monachium) jeden z kibiców wywiesił flagę, która dziękowała Liverpoolowi i Benitezowi za mecz z 2005 roku.



Teraz, gdy Benitez kieruje drużyną mistrza Włoch i Europy, a Mourinho dostał się do najbogatszego i najbardziej ambitnego klubu świata historia wręcz błaga, by obaj spotkali się w finale Ligi Mistrzów na Wembley w 2011 roku. Obaj dwukrotnie dochodzili wraz ze swoimi drużynami do finału LM. Mourinho wygrał i za pierwszym, i za drugim razem. Benitez po trofeum sięgnął tylko w 2005 roku, w 2007 przegrał z żądnym rewanżu Milanem.

Czy 28 maja 2011 roku historia skojarzy ich po raz piętnasty? Przed Benitezem stałoby zadanie niesamowicie trudne, bo jeszcze żaden klub nie wygrał Ligi Mistrzów dwa razy z rzędu. Pocieszyć Hiszpana może fakt, że nerazzurrich z pewnością stać na Luisa Garcię...

Benitez vs Mourinho

BenitezremisMourinho
437


Benitez: ja i Mourinho różnimy się »


Więcej o: