Sport.pl

Puchar Króla. Real pokonał Barcelonę

Barcelona ledwie przetrwała pierwszą połowę, Real męczył się w drugiej. W dogrywce zwycięskiego gola strzelił Cristiano Ronaldo i zespół z Madrytu po 18 latach zdobył Puchar Hiszpanii. To pierwsze trofeum z Realem trenera Jose Mourinho.

To był magiczny wieczór dla kibiców "Królewskich", to był wielki wieczór Jose Mourinho. Portugalski trener został zaproszony do Madrytu, by Real przerwał dominację Barcelony i zaczął zbierać trofea. Na jakikolwiek puchar drużyna z Santiago Bernabeu czekała od trzech lat. Mourinho wyzwanie przyjął, ale uprzedził Madryt, że do sukcesu będzie zmierzał w swoim stylu.

Od początku sezonu obraził tuzin sędziów, kłócił się z trenerami rywali, walczył o władzę z dyrektorem generalnym klubu Jorge Valdano. W końcu, we wtorek ogłosił, że nie jest przekonany, czy madrycka prasa życzy mu sukcesu. Wszystko dlatego, że po sobotnim El Clasico, który Real zremisował 1:1 nasłuchał się narzekań na styl gry swojego zespołu. To nie była drużyna, jaką chcieliby oglądać kibice z Madrytu, marzący by ich drużyna rozbiła Barcelonę w stylu katalońskim. Ekspertów i dziennikarzy nie przekonało, że Real przerwał serię pięciu porażek z rzędu i udowodnił, że potrafi Barcę powstrzymać, w dziesiątkę przetrwał na Santiago Bernabeu 40 minut i strzelił gola.

W środę Mourinho odpowiedział krytykom, tak jak wcześniej w Portugalii, Anglii i Włoszech. Wygrał. Ale dla każdego, kto oczekiwał widowiska pięknego, w którym za reżyserię będzie odpowiadała Barcelona, był to fatalny wieczór. O tym jak wyglądał finał decydował bowiem Real. Mourinho chciał, by jego piłkarze zaczęli agresywnie i przy każdej okazji prowokowali przeciwników. Koledzy z reprezentacji Hiszpanii, którzy w lipcu wyjeżdżali z RPA zjednoczeni i z mistrzostwem świata, na początku głównie się przepychali i złośliwie faulowali. W pierwszej połowie wydawało się niemal niemożliwe, by oba zespoły dobiegały do końca w pełnych składach. Dopiero jednak w 120. minucie z boiska wyleciał Angel di Maria.

Real na początku dominował, częściej atakował i powinien strzelić gola. Piłkę po strzale Ronaldo z linii bramkowej wybił zastępujący w środku obrony kontuzjowanego Puyola w Javier Mascherano, tuż przed przerwą w słupek trafił Pepe. Ale nadzieję na sukces Real znów oparł na grze defensywnej. Długo "Królewscy" nie pozwalali rywalom na rozpoczęcie akcji. Odcięli od podań rozgrywających Xaviego i Iniestę, szybko przerywali nieliczne próby Messiego. Znów Gerard Pique wbiegał na połowę przeciwnika i nie mógł znaleźć kolegi, któremu mógłby oddać piłkę. Przyzwyczajona do długiego rozgrywania akcji Barca wydawała się bezradna, nagle zaczęła próbować dalekich podań. Bez skutku, w pierwszej połowie oddała ledwie dwa strzały, na celny czekała do 75. minuty. Barca pracowała na to uderzenie od początku drugiej połowy. Miała coraz więcej miejsca, dłużej rozgrywała piłkę, coraz częściej dobiegała pod pole karne Ikera Casillasa.

Na 20 minut przed końcem do bramki trafił Pedro, ale ze spalonego. Piłkarze Realu biegali coraz wolniej, płacili za morderczą walkę z soboty, płacili za pracę wykonaną w pierwszej połowie. Skupiali się wyłącznie na rozbijaniu ataków rywali, bo na próby ofensywne nie starczało im sił. Ich pomysł na przemieszczenie się pod bramkę przeciwników opierał się bowiem na szybko tworzonych kontratakach.

"Królewscy" zebrali siły i spróbowali wyrwać zwycięstwo w ostatnich minutach, ale strzał Alonso świetnie odbił Jose Pinto. W dogrywce Real zdobył się na jeszcze jeden atak, po którym gola dającego trofeum strzelił Ronaldo. Barca nie miała pomysłu i sił, by odpowiedzieć. Choć pewnie zdobędzie trzecie z rzędu mistrzostwo Hiszpanii, wczoraj straciła szansę drugą potrójną koronę. Walczy jeszcze w Lidze Mistrzów, ale tam w półfinale będzie musiała pokonać Real. Po sobotnim remisie legenda klubu z Madrytu Alfredo Di Stéfano narzekał na taktykę Mourinho, powiedział, że Real przypominał mu mysz. - To jeden z najważniejszych ludzi w historii klubu, ja jestem nikim - odpowiedział Portugalczyk, który od środy ma tyle samo zwycięstw w Pucharze Hiszpanii co wielki Argentyńczyk.

Czytaj relacje widziane oczami kibica Barcy i kibica Realu »


Więcej o: