Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

La Liga. Sevilla szansą na lepsze jutro Joveticia

Kiedy w lipcu 2013 roku Manchester City płacił Fiorentinie 26 mln euro wszyscy spodziewali się, że Stevan Jovetić okaże się strzałem w dziesiątkę i zrobi na Wyspach zawrotną karierę. Dziś, trzy i pół roku po tym ruchu Czarnogórzec mozolnie odbudowuje swoją pozycję w europejskim futbolu.
Jovetić odchodził z Florencji w glorii wielkiej gwiazdy, absolutnie najlepszego zawodnika "Violi". 13 bramek strzelonych w 31 meczach Serie A zrobiło na Anglikach tak wielkie wrażenie, że nie zawahali się wyłożyć na 24-letniego wówczas Joveticia aż 26 mln euro. Wychowanek Partizana spędził na Etihad Stadium jedynie dwa sezony i wszyscy szybko zorientowali się, że nie jest to zawodnik na tak wielki klub. Zorientowali się, choć być może była to błędna diagnoza. Owszem urodzony w Titogradzie napastnik zdobył zaledwie 11 bramek w 44 spotkaniach w zespole "Obywateli", ale tak naprawdę nie otrzymał poważnej szansy od trenera Manuela Pellegriniego. Pellegriniego, u którego pewniakiem w ataku Manchesteru był Sergio Aguero, w obwodzie pozostawał Edin Dżeko- którego życie w szeregach "The Citizens" także nie było usłane różami, ale także Alvaro Negredo sprowadzony niemal równocześnie z Joveticiem. I to właśnie Hiszpan, na którego wyłożono milion mniej, dostawał więcej szans. Na domiar złego najlepszym strzelcem Manchesteru był...Yaya Toure (niesamowity sezon z 20 golami na koncie). Dla Joveticia nie było miejsca, dostawał mniej szans, niż by tego oczekiwał. Kolejne rozgrywki nie przyniosły progresu w karierze Czarnogórca, który grał mniej od sprowadzonego zimą 2015 roku za ponad 30 mln euro Wilfrieda Bony'ego. Iworyjczyk będący finalnie jeszcze większą transferową klapą dostawał więcej okazji do prezentowania swoich, jak się później okazało, dość wątpliwych umiejętności.

Latem 2015 roku po Joveticia zgłosił się Inter Mediolan poszukujący dawno zagubionej wielkości. Mediolanu jednak nie zbawił. Nie do końca było mu po drodze z trenerem Roberto Mancinim, a 6 bramek w 26 ligowych meczach nie mogły zrobić wrażenia na nikim. Sezon 2015/16 dobiegł jednak końca, a wraz z jego finiszem na horyzoncie pojawiły się nowe nadzieje. Kiedy wydawało się, że nowe rozgrywki okażą się dla Joveticia przełomowe, znów los spłatał Czarnogórcowi figla. Na San Siro przybył Frank de Boer, któremu powierzono misję odbudowy wielkości Mediolańczyków. Zamiast lepszej dyspozycji i o niebo większego wkładu w grę Interu przyszło rozczarowanie i kompletne odsunięcie na boczny tor. Holender nie sprostał zadaniu i już w listopadzie podziękowano mu za współpracę. Okres, w którym były trener Ajaxu stacjonował w Interze nie pomógł Joveticiowi w sukcesywnym odbudowywaniu dyspozycji. De Boer miał na "Nerrazurrich" kompletnie inny pomysł, w którym nie widniało nazwisko Joveticia. Jesienią 40-krotny reprezentant Czarnogóry zaliczył zaledwie 5 ligowych spotkań, w których nie zaliczył ani asysty, ani bramki. O swojej frustracji, spowodowanej brakiem regularnej gry opowiadał nawet na łamach "La Gazetty dello Sport": - Pracowałem ciężko, byłem gotowy do gry, ale za każdym razem nie dostawałem szansy. To nie było sprawiedliwe. Nie robię z tego problemu, bo jestem profesjonalistą i wiem, jak się zachować. Moim zadaniem jest dawać z siebie maksimum każdego dnia na treningu i czekać na swoją szansę.- tłumaczył Czarnogórzec nie kryjąc przy tym rozżalenia do nowego sztabu Interu. Nowy szkoleniowiec "Nerrazurrich" Stefano Pioli także nie dawał okazji do gry snajperowi rodem z Titogradu.

Wtem niespodziewanie na horyzoncie pojawiła się Sevilla postanawiając wypożyczyć napastnika z opcją pierwokupu. Już pierwsze dni na Ramon Sanchez Pizjuan pokazują, że emigracja do Hiszpanii może okazać się dla Joveticia optymalnym rozwiązaniem.

Mniej niż 10 minut. Tyle zajęło Czarnogórcowi znalezienie drogi do siatki w rewanżowym spotkaniu Pucharu Króla z Realem Madryt (3:3). Spotkanie okazało się być pozytywnym kopniakiem energii dla 28-letniego Joveticia, o którym pochlebnie wypowiedział się trener "Sevillistas" Jorge Sampaoli: - Stevan może grać zarówno w systemie z jednym napastnikiem, ale może grać również w duecie wraz z Wissamem [Ben Yedderem]- powiedział argentyński szkoleniowiec Sevilli.

Sampaoli, który latem objął stery na Ramon Sanchez Pizjuan wykonuje świetną pracę w Andaluzji. Sevilla gra atrakcyjny, ładny dla oka futbol, a co najważniejsze jest bezkompromisowa w walce z możniejszymi ligi (w niedzielę przerwała niesamowitą passę Realu, pokonując "Królewskich" 2:1). Człowiek, który w 2015 roku doprowadził do triumfu w Copa America reprezentację Chile może sprawić, że forma Joveticia będzie stale rosła. Zresztą na Ramon Sanchez Pizjuan Czarnogórzec ma okazję grać z innym zawodnikiem, którego losy w Manchesterze City były przewrotne. Mowa tu oczywiście o Samirze Nasrim, którego kariera przypomina nieco losy Joveticia. Z tą subtelną różnicą, że Francuz z każdym kolejnym rokiem grał coraz gorzej, a szczytem kariery okazał się czas spędzony na Emirates Stadium w Arsenalu.

Po wystrzałowym początku w Sevilli patrząc na Stevana Joveticia pojawiła się nadzieja. Nadzieja na to, że za kilka lat nie będziemy mówili o Czarnogórcu w kontekście kolejnego, wielkiego talentu, który przepadł. Na ten moment wydaje się, że ręka Monchiego po raz wtóry nie zawiodła i drugi były zawodnik Manchesteru City dostał niepowtarzalną szansę na odbudowę swojej kariery. Drugiej okazji na to, by powrócić z futbolowych peryferii może już nie mieć.



Najbardziej wartościowi piłkarze w Europie. Najwyżej Neymar, ale są też Lewandowski i Zieliński




Więcej o: