Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rok Cristiano Ronaldo - piłkarza, bohatera i asystenta trenera

Nie chodziło o żadnego z 55 strzelonych goli, żadną z asyst, czy wygraną przez Cristiano Ronaldo nagrodę. Rok 2016 należał do Portugalczyka ze względu na to, co zrobił poza boiskiem.
To był rok Cristiano Ronaldo: został pierwszym piłkarzem w historii, który wygrał Ligę Mistrzów, mistrzostwo Europy, Klubowe Mistrzostwa Świata i jeszcze dodał do tego prestiżową nagrodę Ballon d'Or. A jednak jest możliwe, że nie zapamięta się go z boiska.

Zwłaszcza, że w finałach nie błyszczał - przynajmniej nie w tym LM, gdy strzelił gola dopiero w serii rzutów karnych, na pewno nie w Euro we Francji, gdy zszedł z kontuzją po 20 minutach. Gdyby jeszcze finał KMŚ z Kashima Antlers (4:2 dla Realu Madryt) był transmitowany w "prime time" lub przyjmowany przez światową społeczność piłkarską w choćby zbliżonej powadze do krajowych lub kontynentalnych rozgrywek... Bo to wtedy 31-letni Portugalczyk strzelił hat-tricka, swojego 40. dla "Królewskich".

Oglądanie Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego to przyjemność - nie tyle w telewizji, ile na żywo. Na stadionie brakuje powtórek, a uwierzcie, że mając przed sobą nawet tylko jednego z dwóch najlepszych piłkarzy na świecie za nic nie chce się przegapić choćby momentu ich gry. W każdej chwili mogą zrobić coś wyjątkowego. Tym bardziej należy docenić każde 90 minut spędzone w ich towarzystwie.

Gdybym jednak miał szczęście oglądać jednego lub drugiego w ich szczytowej formie... Nie, nic z tych rzeczy. W minionym roku widziałem Portugalczyka - w opinii większości najlepszego zawodnika 2016 - w pięciu meczach na żywo, w których błyszczał w sumie przez kilka minut gry. Było to w Lyonie w półfinale ME, gdy najpierw strzelił Walii gola (imponujący wyskok przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego i mocny strzał głową), a następnie zaliczył asystę (uderzenie, które do bramki skierował Nani). Było to kilkaset sekund, którymi przyćmił naprawdę bardzo dobry mecz swojego klubowego kolegi, Garetha Bale'a.

W innych spotkaniach radził sobie przeciętnie: z Islandią na dziewięć strzałów aż osiem było niecelnych lub zablokowanych. Przeciwko Polsce w ćwierćfinale wykorzystał swoją "jedenastkę", ale awans Portugalii mógł dać znacznie wcześniej, marnując kilka dogodnych sytuacji. Pamiętam głównie machanie rękoma, gdy domagał się rzutu karnego przy jednej z interwencji Michała Pazdana. Tak samo było kilka miesięcy później w Warszawie, gdy Real Madryt nie był w stanie pokonać Legii, choć do ataku rzucił wszystko co miał, a nawet prowadził dwoma golami. I wtedy Cristiano Ronaldo był mocno sfrustrowany brakiem podań, sytuacji i strzelonych przez siebie goli.

Nie chcę pisać, że przekonał mnie finał mistrzostw Europy w którym Cristiano Ronaldo rozegrał 25 minut, po czym został zniesiony do szatni na noszach, ale to, co stało się w dogrywce. Gdy Mark Clattenburg zagwizdał po raz ostatni po regulaminowym czasie gry i wyczerpani piłkarze schodzili w stronę ławek rezerwowych, by szykować się na dogrywkę, z tunelu kulejąc wyszedł kapitan Portugalczyków. Na początku nie działo się nic wyjątkowego: Ronaldo podchodził do każdego z kolegów i coś im tłumaczył, motywował ich do dodatkowego wysiłku. Pełne szaleństwo jego zachowania przy linii bocznej - łącznie z odpychaniem swojego selekcjonera Fernando Santosa - działo się w dogrywce.

Świat patrzył, dziwił się i śmiał, bo czegoś takiego w tak ważnym meczu jeszcze nikt nie doświadczył. Tylko Portugalczycy nie byli zaskoczeni, oni każdy podskok, okrzyk nietypowego asystenta Santosa traktowali jako kolejny powód, by na jego cześć zaśpiewać. Jakby tego od Ronaldo oczekiwali: nie mógł zagrać, ale i tak zrobił ile było w jego mocy. Łącznie z tym, że Ederowi miał przepowiedzieć strzelenie rozstrzygającego gola.

Siedząc i obserwując sceny spod linii bocznej - na boisku nie działo się nic ciekawszego - zrozumiałem wszystko, co zobaczyłem wcześniej. Nie w meczach turnieju, ale w podparyskim Marcoussis, czyli w bazie Portugalczyków. Pojechałem tam przed ćwierćfinałem z Polską, by sprawdzić przygotowania rywali drużyny Adama Nawałki. Była to podróż nie do zapomnienia: z Lyonu po Francja - Irlandia (2:1) do Paryża, potem na południe i stację Massy, skąd do narodowego centrum rugbistów miał jechać autobus. Co ciekawe, bazę zajętą przez Portugalczyków mieli w planach wykorzystać Polacy, zanim znaleźli spokojniejsze miejsce w nadmorskim La Baule w zachodniej części kraju. Jednak w Massy nikt nie był w stanie powiedzieć, jak dotrzeć do Marcoussis - gdy po godzinie ktoś życzliwy wskazał odpowiedni autobus, to okazało się, że od pętli w szczerym polu trzeba jeszcze przejść dwa kilometry, by dotrzeć na miejsce treningów Portugalczyków.

Było warto, na miejscu zobaczyłem status Cristiano Ronaldo. Po standardowej konferencji prasowej przyszedł czas na otwarty trening i uwierzcie: atmosfera na nim panująca była lepsza niż na niektórych meczach turnieju. Przybyło dwa tysiące kibiców, choć we Francji Portugalczyków żyje ponad milion. Przez całe lekkie zajęcia trwał zorganizowany doping - nie dla drużyny, ale dla jej kapitana. Jego wyjściu z tunelu towarzyszyła najgłośniejsza wrzawa, gdy ubrał buty i wstał z ławki - fanów ogarnęła ekstaza. Inni piłkarze dla tłumów jakby nie istnieli. Wybuch radości towarzyszył każdemu zagraniu w małej gierce, wiwatowano przy celnych i niecelnych strzałach Cristiano Ronaldo. Cały show trwał kilkadziesiąt minut, do najważniejszego doszło po zajęciach, gdy Portugalczyk zdjął bluzę i wręczył ją jednemu z kibiców. Od razu wyłowili go dziennikarze portugalskich stacji TV i dokładnie z całego zdarzenia odpytali. Wcześniej transmitowali na żywo zajęcia pod kątem wyłącznie konkretnego zawodnika.

- Niesamowite jest to całe szaleństwo, prawda? - zaczepiłem rzecznika prasowego Portugalczyków. - Niesamowite? Co masz na myśli? Przecież to u nas normalne. Taki otwarty trening mieliśmy po każdym z poprzednich spotkań turnieju, nawet przyszło wtedy więcej kibiców. U was tak nie ma? - dziwił się mojemu zaskoczeniu. Nie, nie ma i nie było, nawet w Arłamowie i w Juracie, gdzie Polacy trenowali przed mistrzostwami. Wtedy wydawało mi się, że nic dziwniejszego niż sprint i przepychanki, by wywalczyć autografy Roberta Lewandowskiego i Arkadiusza Milika nie zobaczę. Szaleństwo u Portugalczyków zostawiło wszystkie inne wrażenia w odległej perspektywie. I pozwoliło zrozumieć, że to, co udziałem Cristiano Ronaldo odbyło się w dogrywce finału wcale nie było niczym niezwykłym, ale dokładnie tym, czego od swojego kapitana oczekiwali trenerzy i kibice. W każdej innej reprezentacji takie zachowanie piłkarza graniczyłoby ze skandalem, wejściem w nietykalność selekcjonera. Nie u Portugalczyków.

Wszystkie najważniejsze nagrody indywidualne - czy ktoś w nie wierzy, czy nie - rozgrywają się od kilku lat między Ronaldo a Messim. Różnice między nimi to czasem niewielka liczba goli, istota wygranych tytułów, dyspozycja w kluczowych meczach. Tymczasem dwa tygodnie przed finałem Euro w decydującym meczu Copa America Messi nie tylko nie zainspirował swoich kolegów do zwycięstwa nad Chile, ale także przestrzelił swoją jedenastkę. Ronaldo na boisku niczym się nie wyróżnił, a jednak nawet jego koledzy uczynili z niego MVP finału z Francją. W wyrównanym, często wywołującym kontrowersje wyścigu szaleństwa Ronaldo były czymś ekstra, dodatkiem na miarę mistrzostwa oraz przejścia do legendy. W kolejnym bogatym piłkarskim roku nie było równie wyrazistego zdarzenia. Nic dziwnego więc, że wyróżnienia trafiają do głównego bohatera.



Łamiące serca wywiady polskich bramkarzy i znakomity tekst Peszki [SPORTOWE CYTATY ROKU]


Więcej o:
Komentarze (10)
Rok Cristiano Ronaldo - piłkarza, bohatera i asystenta trenera
Zaloguj się
  • peterjk

    Oceniono 2 razy 2

    O czym miał być ten artykuł? Dla wielu ludzi na świecie Ronaldo nie jest naj, nie jest nawet w pierwszej trójce, on zgarnia nagrody za pracę innych. Portugalia miała dużo szczęścia że wyszła z grupy z trzema remisami, w Realu tez to inni przesadzili o zdobyciu LM. To Suarez pobił wszystkie rekordy strzeleckie (pomimo tego że gra dla zespołu) ale jemu nie można dać nagrody bo ma kiepski PR. Ronaldo to produkt marketingowy taki jak Kurnikova (która nie wygrała nigdy turnieju), czy Beckham który też ma świetny PR. Jak słusznie podsumował to Guardiola, Ronaldo jest dobry ale Messi jest o poziom wyżej czy się to komuś podoba czy nie!

  • stronawp

    Oceniono 1 raz 1

    Powiem taak łaaaaaaaaaaaa Sylwek M, pseudonim Rudy gra w C klasie ze sztucznym biedrem a niejednego z was by przeskoczył a Ronaldo dałbyś siekiere do łapy i by nie wiedzial czy to drogi widelec czy ma se tym depilacje dociałową zrobić

    IDZIE IDZIE PODBESKIDZIE ZA DWA LATA LIGA MISTRZÓW

    PS RONALDO SIE SKOŃCZYŁ

  • TWkarol

    Oceniono 1 raz 1

    Po przeciętnych Mistrzostwach Europy próbuje się z Ronaldo uczynić wizjonera, taktyka i trenerskiego geniusza. Spójrzmy prawdzie w oczy. Portugalia poradziła sobie w finale bez tego piłkarza. Zbiera on teraz laury za nie swoje zasługi. Koledzy z drużyny uratowali mu słabszy względem poprzedniego sezon.

  • beimz

    0

    Dopóki Ronaldo przynosi autorom "kliknięcia" i ma fanów to ciężko będzie żeby ludzie przejrzeli na oczy. Do tworzenia legend wystarczy jak widać troche pajacowania przy lini kiedy drużyna wygrywa a samemu sie nie ma z tym sukcesem nic wspólnego

  • 0twojastara

    0

    "(...)ale awans Portugalii mógł dać znacznie wcześniej, marnując kilka dogodnych sytuacji."

    Panie Michale, do korekty, jak marnowanie sytuacji może dać awans kiedykolwiek?

  • kmtk17

    0

    Ale podatków od zarobionych pieniążków to już płacić nie chce, filantrop pierd....ony.
    Tu z Messim mogą sobie podać zafajdane rączki

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX