Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Primera Division. Najbardziej sfrustrowany transfer lata

Jeszcze w 2011 roku David de Gea mówił, że do Realu Madryt nie przeszedłby nawet z czekiem in blanco. Cztery lata później zdanie zmienił, ale zamiast upragnionego transferu fala żartów, kpin i ironii zalała internet po tym, jak okazało się, że Manchester United przysłał dokumenty potwierdzające transfer 28 minut po zamknięciu okna transferowego. ?Królewscy? chcą się odwołać do FIFA, by usankcjonowała tę przeprowadzkę.
A mieli na to dwa miesiące, a nawet więcej, wszystko można było uzgodnić przed otwarciem okna. Negocjacje ciągnęły się, urywały, bo tak Real, jak Manchester miały swoje atuty. Genialnie uzdolniony bramkarz David de Gea był najlepszym graczem United w ubiegłym sezonie. Klub z Old Trafford proponował mu przedłużenie kontraktu, ale wtedy Hiszpan był już po słowie z Realem. Kontrakt z United wygasa w czerwcu 2016, to była ostateczna data, gdy de Gea miał spakować walizki na Old Trafford.

Real nie chciał czekać, choć za rok mógł mieć bramkarza za darmo (bez kwoty odstępnego). Prezes Florentino Pereza nie należy do cierpliwych. Zaproponował United 20 mln euro, by puściło bramkarza tego lata. Ale Manchester żądał 40 mln, jest dość bogaty, by się ostro targować. Więc targi trwały tygodniami. To była sprawa pieniędzy, ale i honoru. Dawno temu wściekły menedżer United Alex Ferguson powiedział, że Realowi nie sprzedałby nawet wirusa. Twierdził, iż szefowie "Królewskich" wciąż zachowują się w relacjach z innymi klubami tak butnie jak w czasach dyktatury generała Franco.

De Gea zaczął sezon, siedząc na trybunach Od Trafford. Sprawa przyspieszyła w ostatniej chwili. 31 sierpnia północ to był deadline. Obie strony uzgodniły, że de Gea przychodzi do Realu za 30-35 mln, a bramkarz Realu Keylor Navas wędruje w drugą stronę za 12-15 mln. Trzeba było wysłać dokumenty de Gei do hiszpańskiej federacji, podobno United zrobił to o godzinie 23.59. Dotarły o 0.28, a więc za późno.

Internauci mają ubaw na całego. W sieci krążą wszelkiego rodzaju żarty o tym, jak bohater już jest w ogródku, już wita się z gąską, by nagle wszystkie jego starania i nadzieje okazały się daremne. Na jednym z filmów mały chłopiec chce wejść do kafejki z wahadłowymi drzwiami i gdy pojawia się na progu, dostaje nimi w twarz. Czy tak czuje się Florentino Perez? Na innym filmie kot wskakuje na faks i niszczy wychodzącą z niego kartkę. W domyśle na tej kartce zapisany był los de Gei i Navasa.

Prasa hiszpańska daje tytuły: "Żałośni". Zdezorientowana prasa angielska uznaje wymianę za dokonaną. Ktoś zauważa, że między Hiszpanią a Anglią jest różnica czasowa, kpiąc, że szefowie dwóch najbogatszych klubów na świecie to przeoczyli.

Real Madryt chce udowodnić, że United wysłał dokumenty na czas. Ostateczny głos będzie należał do FIFA. Jeśli ona uzna racje "Królewskich", de Gea będzie bramkarzem Realu już od następnego meczu. Jeśli nie, Real poczeka 10 miesięcy.

Wczoraj wieczorem, gdy okazało się, iż kluby doszły do porozumienia, były bramkarz Realu Paco Buyo wygłosił pean na cześć młodszego kolegi. Udowadniał, że warto było się spieszyć, warto było wydać pieniądze, bo de Gea to ktoś, kto robi różnicę na boisku.

Ale są też inne strony nieudanej transakcji. Podobno w Kostaryce świętowano tak jak po awansie drużyny narodowej do ćwierćfinału mundialu w Brazylii. Wszyscy trzymali tam kciuki, by Keylor Navas został w Madrycie i udowodnił, że może tam odnieść sukces. Dotąd nie miał okazji, po transferze latem 2014 roku usiadł na ławce "Królewskich", a między słupki stawał Iker Casillas. Teraz Iker odszedł do Porto, w ostatnim meczu z Betisem Keylor bronił znakomicie, nie dał się pokonać nawet po rzucie karnym. Ale Real woli de Geę.

Transfer miał jeszcze inny skutek. Jeden z klubów kibica Atletico Madryt zmienił nazwę. David de Gea jest wychowankiem Atletico, gdzie trafił w wieku 13 lat. Był tak sprawny między słupkami, że pewien klub kibica przyjął jego imię. Kiedy w 2011 roku przenosił się na Old Trafford, nazwa klubu kibica została utrzymana. Ale relacje między Atletico a Realem są fatalne, prasa cytuje słowa de Gei, który cztery lata temu powiedział: "Do Realu nie poszedłbym nawet z czekiem in blanco". Potem zmienił zdanie, czego niektórzy kibice Atletico nie zaakceptują. Ich wychowanek, symbol w obozie wroga? Fernando Torres tak bardzo jest kochany na Vicente Calderon, bo nigdy nie przyjął propozycji Realu.

Czy transfer de Gei dojdzie do skutku, czy też kibice na całym świecie będą się śmiali z nieudanej próby jeszcze długo? Zdecyduje FIFA. Tak czy siak, był to najbardziej sfrustrowany transfer tego lata.

Real, Bayern, Juve i inni pokazali trzeci komplet strojów [ZOBACZ]


Więcej o: