Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga hiszpańska. Szalony sen Levante

Mają trenera debiutanta, najmniejszy budżet i najstarszy skład w Primera Division. I nie mogą uwierzyć, że rozsiedli się na szczycie ligi zdominowanej przez Barcelonę i Real Madryt. W środę Levante Real Sociedad i jeśli wygra wróci na fotel lidera ligi.
Kilka lat temu dziennikarze pytali Sergio Ballesterosa, czy nie jest za gruby, by grać w piłkę. Potężny stoper odparł, że nie jest gruby, tylko zwalisty. We wrześniu sensacją na YouTubie stał się film z 36-letnim piłkarzem Levante, który w doliczonym czasie meczu z Realem ruszył do piłki podanej do Cristiano Ronaldo i uchodzącego za świetnego sprintera Portugalczyka wyprzedził.

Piłkarze Levante pokonali wtedy Real 1:0, a ich sukces tłumaczono słabą formą "Królewskich". Gdy spuścili lanie finansowanej przez szejków Maladze 3:0, Hiszpanie okrzyknęli ich rewelacją sezonu. Gdy w niedzielę - znów 3:0 - pobili występujący w Lidze Mistrzów Villarreal, futbolowi eksperci skapitulowali. Nikt w Hiszpanii nie potrafi wyjaśnić, dlaczego klubik z Walencji nie przegrał jeszcze w tym sezonie meczu i dorobił się najlepszej defensywy w lidze, która pozwoliła rywalom na strzelenie ledwie trzech goli.

Trener Juan Ignacio Martinez za wybitnie utalentowanego nie uchodzi, jego największym sukcesem jest doprowadzenie do piątego miejsca w II lidze Cartageny. W Levante zarządza piłkarzami, którzy - jak określił to trener Barcy Pep Guardiola - mają w nogach wiele kilometrów i jeszcze więcej doświadczenia. Niedawno Martinez wystawił jedenastkę, której średnia wieku wynosiła rekordowe w Hiszpanii 31 lat i 268 dni. Piłkarze chwalą szkoleniowca, bo dostosował treningi do ich steranych kości i mięśni, a w autobusie pozwala im pić piwo i zajadać się pizzą.

Na kawior i trufle nie stać nawet gwiazd, bo klub cierpi przez długi. Trzy lata temu, gdy zobowiązania urosły do 90 mln euro, Levante groziło przesunięcie do czwartej ligi. Dziś dług zmniejszono, ale o transferach wciąż nie ma mowy, a dyrektor sportowy Manolo Salvador opowiada, że agenci uciekają, gdy słyszą, jaką pensję może zaoferować ich klientom. Budżet klubu to 23 mln euro, pieniądze, które przeznacza na płace wszystkich pracowników nie wystarczyłyby na roczną pensję Cristiano Ronaldo.

Dlatego gdy w niedzielę Levante pierwszy raz w 102-letniej historii klubu zostało liderem Primera Division, kibice i piłkarze oszaleli.

79-letni honorowy prezydent klubu Francisco Fenollosa powiedział, że to jego najszczęśliwszy dzień od pierwszej komunii, pomocnik Juanlu opowiadał dziennikarzom, że zatrzyma wszystkie poniedziałkowe gazety, bo to "pamiętny dzień". Na drużynę wracającą z Villarrealu czekało 500 fanów. - To niesamowite, ile osiągnęliśmy. Nikt sobie tego nie wyobrażał, nawet w najbardziej szalonych snach. Wszystko jest zasługą zaangażowania piłkarzy i wiary kibiców - mówi trener Martinez.

Liderem i ulubieńcem fanów jest Ballesteros. Wychowanek Levante, który za młodu zdobywał młodzieżowe mistrzostwo Europy, wrócił do klubu, gdy ten kilka lat temu spadł do II ligi. Szkoleniowiec opowiada, że to piłkarz, który pierwszy przyjeżdża do klubu i ostatni z niego wyjeżdża.

Kibice Levante obawiają się jednak, że ich szczęście nie potrwa długo. Tylko siedmiu piłkarzy ma kontrakty obowiązujące także w następnym sezonie. Reszta jest wypożyczona lub ich umowy kończą się latem. Działacze o nowych kontraktach rozmawiać jeszcze nie chcą. Pamiętają, że celem klubu jest utrzymanie.

20

punktów w 8. kolejkach zdobyło Levante. W poprzednim sezonie na 20. punkt czekało do lutego

Kontrowersyjne zwycięstwo Barcelony »


Więcej o: