Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Superpuchar Hiszpanii. Real z Barceloną nie potrafi wygrać ani przegrać

W obu meczach Barcelona była słabsza od drużyny z Madrytu, ale dzięki Leo Messiemu zdobyła Superpuchar Hiszpanii. El Clásico skończyło się awanturą, w czasie której trener Jose Mourinho włożył palec w oko asystenta szkoleniowca Barcelony.
3 : 0
-
Pierwsze w sezonie starcie hiszpańskich gigantów nie skończyło się wraz z uniesieniem przez zwycięzców trofeum. El Clásico już wiosną zamieniło się w wojnę i nic nie zapowiada, by zbliżała się ona do końca. Od kilkunastu godzin trwa bitwa, która wybuchła tuż przed ostatnim gwizdkiem na Camp Nou. Gdy Barca prowadziła 3:2 i była pewna triumfu, obrońca Realu Marcelo brutalnie sfaulował Cesca Fabregasa. Zanim sędzia wyrzucił Brazylijczyka z boiska, pozostali piłkarze, rezerwowi i trenerzy ruszyli do bitki, po twarzach okładali się Mesut Özil i David Villa (dostali czerwone kartki), a Mourinho włożył palec w oko Tito Vilanovy, asystenta trenera Barcy Pepa Guardioli.

- Pilanova, Vilanova czy jak tam on się nazywa? Nie znam człowieka, nie chcę o tym rozmawiać, wszystko nagrały kamery - mówił po meczu portugalski szkoleniowiec Realu. Później wypalił, że po przerwie na Camp Nou rozpłynęli się chłopcy do podawania piłek. - To zdarza się na stadionach małych drużyn, gdy mają kłopoty.

Nie wiadomo jeszcze, jak hiszpańska federacja ukarze piłkarzy i trenera. Mourinho obrońców nie znajduje nawet w Madrycie. Szef sprzyjającego "Królewskim" dziennika "As" Alfredo Relano napisał, że przez zachowanie trenera Real przegrał El Clásico podwójnie. "Barca daje pokaz gry pięknej, a Real pozostawia wrażenie drużyny drapieżnej, pyszałkowatej i awanturniczej. Nie potrafi przegrać" - twierdzi Relano.

Katalończycy krzyczą, że Mourinho jest plagą piłki nożnej (wiceprezes klubu Carles Vilarrub~), niszczy hiszpański futbol (stoper Gerard Piqué), a jego taktyka jest hańbą dla futbolu w ogóle (kapitan Xavi). Uważają, że to przez swojego szkoleniowca piłkarze Realu w El Clásico tracą rozum, i skarżą się na stopera Pepe, który pod koniec meczu polował na rywali nogami i łokciami.

Dyskusja o zachowaniu Mourinho trwa od wiosny, gdy po półfinale Ligi Mistrzów życzył Guardioli, by "choć raz wygrał Puchar Europy uczciwie". Portugalczyk uważał, że Barcelona wyeliminowała jego zespół dzięki pomocy sędziów. Takimi wyskokami przez rok pracy w Realu zgruchotał budowany latami wizerunek "klubu dżentelmenów". Mało jednak prawdopodobne, by Florentino Perez skarcił trenera. Prezes Realu wierzy, że tylko z Portugalczykiem klub może odzyskać mistrzostwo i dziesiąty raz wygrać Puchar Europy.

Pytanie, czy środowy wybuch Mourinho nie wynikał z bezsilności.

Trener, który dwa razy wygrywał LM, rządzi teraz na Santiago Bernabeu niepodzielnie. Kupił piłkarzy, jakich chciał, wyrzucił tych, którzy mu nie pasowali. Żaden szkoleniowiec "Królewskich" w XXI w. nie miał takiej władzy. Do Superpucharu drużynę przygotowywał tygodniami, choć to najmniej prestiżowe trofeum w Hiszpanii. Jego piłkarze zagrali dwa wielkie mecze, nie pozwolili rywalom na rozgrywanie akcji, powstrzymywali ich już pod polem karnym Victora Valdesa. W rewanżu Barca miała piłkę tylko przez 52 procent czasu. W poprzednich El Clásico przekraczała 70 procent. Między rywalami nie ma już takiej różnicy jak w 2009 i 2010 r., gdy Real przegrywał 2:6 i 0:5. Prawdopodobnie na Santiago Bernabeu oglądamy drugą najlepszą drużynę Europy, przed którą muszą drżeć mocarze angielskiej Premier League i włoskiej Serie A.

Z Barceloną wysiłki Realu wystarczyły tylko na remis u siebie. Z Barceloną słabą, nieprzygotowaną do sezonu, która tego lata dała odpocząć gwiazdom, a pierwszy mecz zaczęła bez pięciu piłkarzy z pierwszej jedenastki. Hiszpanie jej triumf tłumaczą geniuszem Messiego, który w dwóch meczach trzy razy trafiał do madryckiej bramki. W następnych El Clásico koledzy Argentyńczyka niemal na pewno zagrają lepiej. Czy Real będzie potrafił przeciwstawić się ekipie Camp Nou będącej w pełni formy?

Więcej o: