Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bundesliga. Górnicza emerytura Raula

Zamiast sportową emeryturę spędzić na futbolu już półamatorskim i za gigantyczne pieniądze bogatych szejków, Raul - przyzwyczajony do hiszpańskiego, technicznego futbolu - chce podbić Bundesligę. Debiut był bolesny.
- To wcale nie była bitwa między mną a Raulem. Jesteśmy przyjaciółmi, nie patrzyłem na to spotkanie przez pryzmat porównań między nami. Dziś to ja strzelałem bramki, ale następnym razem może to zrobić on - mówił po sobotnim meczu HSV Hamburg z Schalke Gelsenkirchen Ruud van Nistelrooy, kiedyś partner Hiszpana w Realu Madryt. To on był gwiazdą tego meczu, to on zdobył dwie bramki na wagę zwycięstwa, a mógł zdobyć ich jeszcze więcej.

Na tle Raula van Nistelrooy wyglądał jak główny kandydat do tytułu króla strzelców Bundesligi. W zespole ma ogromną swobodę, HSV nie narzuca mu niemal żadnych obowiązków defensywnych. Zespół pracuje na to, by Holender miał jak najwięcej okazji do strzałów. Historia pokazuje, że warto mu pomagać. Van Nistelrooy w PSV Eindhoven w 67 spotkaniach zdobył 62 bramki. W Manchesterze United - 97 goli w 164 meczach. Real Madryt: 68 spotkań, 46 bramek.

Raul został zmieniony już po godzinie gry. Mało widoczny, dobrze pilnowany, chwilami odbijający się od rywali jak od muru - nie grał tak, jak tego oczekuje Gelsenkirchen.

Czy hiszpański mistrz finezji, sprytu i wyczucia piłki w polu karnym pasuje do stylu Bundesligi, gdzie trzeba się przepychać, walczyć chwilami na łokcie i najlepiej mieć posturę potężnego drwala?

Raul ma zastąpić Kevina Kuranyiego, który tuż po podpisaniu kontraktu z Hiszpanem stwierdził, że teraz klub będzie grał na zupełnie innym poziomie niż z nim w składzie. Kuranyi w ostatnich pięciu sezonach był najlepszym strzelcem Schalke - większym ofensywnym symbolem górniczej drużyny z Gelsenkirchen był jedynie Klaus Fischer, który w latach 70. zdobywał najwięcej goli w drużynie w siedmiu sezonach z rzędu.

Nadzieje związane z Raulem są w Gelsenkirchen kolosalne. Sam piłkarz ich nie osłabia. Wręcz przeciwnie, kiedy dziennik "Die Welt" poprosił go o wywiad, na pytania odpowiadał tak, jakby zaczytywał się w historii klubu. - Schalke ponad pół wieku czeka na tytuł mistrzowski. Długo. Chciałbym to zmienić - stwierdził.

Pieniądze nie są dla niego najważniejsze, choć w Bundeslidze będzie miał drugą gażę - 600 tys. euro miesięcznie. Więcej, 833 tys. euro, zarobi jedynie Franck Ribery z Bayernu Monachium. Gdyby Raul zdecydował się na typową sportową emeryturę w zespole utrzymywanym chociażby z pieniędzy szejków, mógłby liczyć na więcej. Ale stan rachunku bankowego nie jest dla niego najważniejszy. - To był ostatni moment, bym spróbował czegoś innego - tłumaczył Raul, kiedy ogłosił, że nie ma zamiaru powiększać fortuny chociażby w Arabii Saudyjskiej.

Hiszpan traktuje przenosiny do Gelsenkirchen bardzo poważnie. Raul zamieszkał w Zagłębiu nie sam, lecz z całą rodziną - żoną, piątką dzieci - choć wcześniej planował, że najbliżsi zostaną w Madrycie. Zmienił zdanie, nie chce marnować czasu na latanie. W ubiegłym tygodniu na łamach "Bilda" zapowiedział, że w Gelsenkirchen zamierza skończyć karierę.

Dlatego kiedy Raula oficjalnie witano w Schalke, przypominało to spotkanie z gwiazdą Hollywood - był specjalny dywan, dziesiątki operatorów kamer i fotoreporterów, przebrani na niebiesko kibice z transparentami na cześć Hiszpana. Raul, jakby nieco zdumiony zamieszaniem, uśmiechał się i rozsyłał im pocałunki. - To dla mnie ogromne szczęście, że właśnie w takim momencie swojej kariery mogę być w Schalke - powiedział wtedy.

Ale ci drążyli: czy 33-latek jest gotowy na katorżnicze treningi Magatha? Czy jest w formie godnej gwiazdy? - Wiek to nie problem. Przy wyczerpujących zajęciach Magatha będę pewnie w lepszej formie niż ostatnio - odpowiadał ze stoickim uśmiechem. Już wcześniej mówił, że do Schalke przekonała go właśnie możliwość współpracy z takim typem trenera. A Magath po nieudanej, bezbarwnej sobocie Raula uspokajał: - Nie można wyciągać żadnych wniosków. Ten mecz jeszcze nic nie znaczy.

Taki stoicki spokój słynącemu ze srogości trenerowi zdarza się bardzo rzadko.



Więcej o: