Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga niemiecka. Najdziwniejszy sezon od lat

Gdzie dwóch się kłóci, tam trzeci korzysta. Nie Bayern, nie Bayer, lecz atakujące z drugiej linii Schalke będzie mistrzem Bundesligi?
W Niemczech już teraz mówi się, iż to najdziwniejszy sezon od lat - Bayern zimą już chciał żegnać trenera Louisa van Gaala, bo rozgrywki uznawał za stracone. Pogoń za Bayerem dała mu jednak miejsce lidera. Wtedy właśnie w Bawarczykach widziano niemal pewnego zwycięzcę ligi - naszpikowany gwiazdami zespół nie po to odrabiał mozolnie straty, by zmarnować to na finiszu ligi. Jednak w fotelu lidera monachijczycy się rozleniwili.

Oficjalny serwis Bundesligi zapytał kibiców o to, kto według nich zostanie mistrzem Niemiec. Wyniki zaskakujące. Najmniej głosów zebrał Bayer, który wyraźnie stracił impet z początku rozgrywek. Wskazało na niego tylko 4 proc. 33 proc. ma Bayern. Ponad połowę zebrała ekipa Schalke. Nieprzypadkowo.

Sobotni mecz Bayeru z Schalke był starciem najskuteczniejszej drużyny ligi - ekipa z Leverkusen zdobyła już 56 bramek - z tą, która ma najlepszą defensywę. Wygrała obrona. Udane akcje Bayeru były rzadkością - gospodarze bez Stefana Kiesslinga bili jak głową w mur, ale nie z cegieł, tylko żelbetu. Próbowali wszystkiego: od dośrodkowań po akcje środkiem pola, przez strzały z dystansu po szybkie wymiany piłek. Wszystko na nic. Zespół z Gelsenkirchen w Leverkusen potwierdził, że pod własną bramką gra najpewniej w Niemczech. Kolejny raz - podobnie było przed tygodniem - Bayer grał, miał zdecydowaną przewagę pod względem posiadania piłki, ale nic z tego nie wynikało. Schalke rozgrywało swoje akcje przez zaledwie 37 proc. meczu, ale ten czas wykorzystało znacznie efektywniej.

A przy okazji zespół wysłał pozdrowienia dla trenera reprezentacji Joachima Löwa. Ten od czasu konfliktu z napastnikiem Schalke Kevinem Kuranyim konsekwentnie odmawia jego powołania do kadry. Powiedział, że póki będzie kierował drużyną narodową, nie będzie w niej dla niego miejsca. W sobotę Kuranyi w pół godziny zdobył gole numer 16. i 17. Zrobił to po tym, jak Loew nie wpisał go w szeroki skład drużyny niemieckiej, która ma walczyć w mistrzostwach świata.

Schalke prowadzone przez Feliksa Magatha potwierdziło, że jest nie gorszym zespołem ofensywnym od słynnego ataku Bayeru, a najlepiej w lidze zabezpiecza swoje pole karne. I również na tym może polegać przewaga Gelsenkirchen w rywalizacji z Bayernem. Monachijczycy albo grają olśniewająco, albo zaskakująco źle. Schalke takich problemów nie ma.

Magath może dokonać czegoś, co w Gelsenkirchen nie udało się od półwiecza - zdobyć mistrzostwo. W Schalke nie zostawia miejsca na indywidualność, gwiazdorstwo, podział na liderów i zawodników drugiego planu. Robi to, co zrobił w ubiegłym roku z Wolfsburgiem - wydając na transfery skromne 10 mln euro, stworzył monolit, w którym bronią i atakują wszyscy.

Bayern w swojej sinusoidzie w sobotę znów wylądował na dnie, a upadek obejrzało niemal 70 tys. kibiców. VfB nie potrzebował wiele, by wygrać - wystarczyło, by mniej swobody miało dwóch, trzech zawodników, a poziom kreatywności monachijczyków był na poziomie przeciętnych ekip niemieckich.

Po meczu van Gaal mówił o "wielkim bólu", Philips Lahm o pechu, a Hans Jörg Butt o "ważnym kroku, ale do tyłu". Przed tygodniem, kiedy monachijczycy również przegrali, Mark van Bommel kpił z niemieckich mediów, że po takim meczu na pewno uznają, iż zaczął się kryzys Bayernu. Kiedy Bawarczycy stracili komplet punktów również w sobotę, van Bommel nie powiedział już ani słowa.



Więcej o: