Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Mistrzowie Niemiec z jednym punktem po trzech meczach. Nie pasują?

Zderzenie z Ligą Mistrzów nie jest dla Borussii tak bolesne, jak mogłoby się wydawać. W Dortmundzie liczą przede wszystkim pieniądze, a w Bundeslidze można zarobić więcej, niż grając z najlepszymi w Europie
Nigdy nie myślałem, że w Lidze Mistrzów będziemy zespołem, który można tak łatwo pokonać - wypalił dziennikarzom zdegustowany porażką 1:3 w Pireusie obrońca Borussii Mats Hummels.


Przed startem Ligi Mistrzów wspominano w Dortmundzie sezon sprzed 14 lat, gdy Borussia miała być w cieniu gigantów, a zdobyła puchar kosztem Juventusu. W tej edycji Champions League takiej sensacji nie będzie.

Oficjalnie Borussia jest zawiedziona. Jej piłkarze przyznają, że oczekiwali od swojej gry w Lidze Mistrzów więcej. Dyrektor sportowy Michael Zorc porażkę z Olympiakosem nazwał "wielkim rozczarowaniem". - Będziemy krytykowani, ale trzeba się z tym pogodzić. Nie mamy wystarczająco wiele dojrzałości, brak nam doświadczenia na poziomie Ligi Mistrzów - analizuje. "Der Westen" cytuje Franza Beckenbauera: "Borussia i Liga Mistrzów po prostu do siebie nie pasują".

W praktyce słaba gra w Lidze Mistrzów jest w Dortmundzie traktowana spokojnie. Powód prozaiczny - pieniądze.

Balon oczekiwań nadmuchany przez media pękł wraz ze słowami Hansa Joachima Watzke jeszcze sprzed meczu z Olympiakosem. Szef klubu stwierdził w magazynie "Kicker" wprost: "To Bundesliga, a nie Liga Mistrzów jest priorytetem.

W "Ruhrnachrichten" Watzke prosił, by nie traktować Borussii jak zespołu na miarę Bayernu Monachium, podkreślając raz za razem, że klub nawet nie aspiruje do miana niemieckiego zespołu eksportowego nr 2. - Chcemy jedynie dostać się do europejskich pucharów - przekonywał skromnie Watzke.

Porażki w Bundeslidze są dla Borussii znacznie bardziej dotkliwe. Watzke wyliczył w "Kickerze", dlaczego klub powinien bardziej interesować się meczem z np. przeciętnym Mainz niż prestiżowym pojedynkiem w Champions League. Jeśli Borussia zajmie w tym sezonie miejsce w dolnej połowie Bundesligi, jej wpływy będą niższe, niż gdyby wygrała kilka meczów w pucharach. Klubowi bardziej opłaca się być wśród trzech, czterech najlepszych ekip sezonu, niż nawet wyjść z grupy LM. Wyniki są w cieniu budżetowych analiz, a w tym sezonie to finanse są priorytetem klubu.


W Niemczech wspomina się, jak Borussia stanęła na krawędzi bankructwa. Jej budżet przed dekadą został oparty na założeniu, że przez lata będzie zarabiać w Lidze Mistrzów. Kontrakty podpisywano bez pokrycia w budżecie. Wystarczyło, by Ligi Mistrzów raz w Dortmundzie zabrakło, a stabilizacja finansowa klubu rozpadła się jak domek z kart. - Dlatego teraz nikt w Dortmundzie nie ryzykuje. Tu ciągle pamięta się czasy biedy i wielkich kontraktów, których nie można było spłacić - mówi niemiecki dziennikarz Dirk Krampe.

Z drugiej strony wspominane są też słowa Watzke'ego. Szef Borussii przed rokiem zapowiedział, że w przyszłości każde euro, jakie klub zarobi w rozgrywkach europejskich, będzie przeznaczane na budowanie coraz mocniejszej kadry.

Byłoby to jednak sprzeczne z teorią obowiązującą w klubie od wiosny 2008 r. - trener Jürgen Klopp gwiazd nie zatrudnia.

Więcej o: