Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Brazylia - przemysłowy eksport piłkarzy

1086 piłkarzy sprzedała w minionym roku za granicę Brazylia, największa w świecie fabryka futbolowego talentu. To nowy rekord. Eksport żywego towaru przyniósł jej 4,8 proc. PKB
Na szczycie emigracyjnej piramidy są kandydaci na globalne supergwiazdy, którzy nie zdążą wyrosnąć z wieku juniorskiego, a już zabiegają o nich najpotężniejsze korporacje z Europy. Jak ostatnia rewelacja - 18-letni Alexandre Pato. Zwycięzca Ligi Mistrzów AC Milan zapłacił za niego Internacionalowi Porto Allegre 22 mln euro, a jemu zaoferował 2 mln pensji ze sezon.

Podstawę piramidy tworzą piłkarze średniej klasy, a biorąc pod uwagę brazylijskie standardy - wręcz miernej. Nie mają specjalnych ambicji sportowych, szukają lepszego życia. Są gotowi wyjechać gdziekolwiek. Opowiada Kleber dos Santos zatrudniony w indonezyjskim klubie Persela Lamongan: "Na początku wciąż pytałem sam siebie, jak mogłem skończyć w tak obcym miejscu. Ale potem nauczyłem się języka, kupiłem dom i piękny samochód, na które nigdy nie byłoby mnie stać, gdybym został w Rio de Janeiro. Nam, Brazylijczykom, gra się tutaj ciężko, bo obowiązuje styl siłowy. Ale co mnie to obchodzi?".

Dos Santos zachęcił innych i dziś po boiskach indonezyjskich, czyli kompletnych futbolowych peryferiach, biega kilkudziesięciu jego rodaków. Biegają zresztą Brazylijczycy wszędzie, od Trynidadu i Tobago przez Katar po Koreę Północną. Na Wyspach Owczych piłkarstwo zawodowe nie istnieje, więc importowane gwiazdy są równolegle zatrudniane np. przy połowie ryb. Tyle że zarabiają znacznie więcej od kolegów z pracy - do 20 tys. dol. miesięcznie.

Wyjeżdżają, bo w ojczyźnie wyciągnęliby z kopania piłki 100-200 dol. Posadę znajdują łatwo. Powód irracjonalny to żywa na całym świecie legenda nakazująca widzieć w każdym Brazylijczyku nadprzyrodzony talent, przez co pozyskanie choćby jednego oznacza dla klubu, niezależnie od jego aspiracji, wstąpienie na wyższy stopień wtajemniczenia (nawet w Polsce grało ich już kilkuset). Powód racjonalny bierze się z perfekcyjnego systemu selekcjonowania i edukowania młodzieży. Odkąd zniesiono granice w międzynarodowej piłce, Brazylia stała się jedynym krajem, który każdego - dosłownie: każdego - chłopca testuje na okoliczność futbolowych zdolności. Zdradzający jakąkolwiek zręczność trafiają do szkółek, w których używa się mniejszej niż tradycyjna, bardzo sprężystej piłki, by malców przyzwyczajać do gry w warunkach ekstremalnych - piekielnie szybkiej, wymagającej kuglarskiego manipulowania stopami. Dlatego nawet przeciętny, atletycznie niedomagający zawodnik na tle europejskiej konkurencji zdaje się na boisku artystą. On, podobnie jak każdy rodak, skończył piłkarski uniwersytet, tymczasem gdzie indziej najstaranniejsze wyszkolenie otrzymują tylko potencjalne gwiazdy.

Kształcenie malców osiągnęło w Brazylii skalę przemysłu masowo wypuszczającego na globalny rynek produkty wyłącznie najwyższej klasy. W najbardziej elitarnych rozgrywkach - Lidze Mistrzów oraz angielskiej, hiszpańskiej, włoskiej etc. - coraz trudniej znaleźć drużynę bez reprezentanta "Canarinhos", a zazwyczaj gra ich kilku. Młodzi emigranci ciągną za sobą całe rodziny, a ponieważ utrzymują także wujków, dalekich wujków i bardzo dalekich wujków, uchodzą często za pracowników nielojalnych i zachłannych, nieustannie domagających się renegocjacji kontraktu lub szukających nowego klubu. Łatwo ulegają też hochsztaplerom bądź krewnym, którzy jako samozwańczy biznesowi doradcy chcą jak najszybciej ubić interes życia i niekiedy rujnują pomyślnie zapowiadające się kariery.

Ulegają, bo wyjeżdżają młodo. FIFA zakazała międzykontynentalnych transferów nieletnich, ale kluby obchodzą przepisy - właśnie namawiając do przeprowadzki ich rodziców. Albo, jak było ze wspomnianym Pato, sprowadzają dzieciaka i cierpliwie czekają, aż będą mogli zgłosić go do rozgrywek. Swoje dokładają pośrednicy w handlu żywym towarem, którzy wynajdują juniorom rzekomych przodków w krajach Unii Europejskiej lub fałszują paszporty. Wokół Rio de Janeiro i Sao Paolo roi się od piłkarskich minifabryk, które nawet nie udają normalnych klubów - zakładają je właśnie rozmaici krętacze poszukujący fantastycznie zdolnego brzdąca, by sprzedać go za miliony.

Europejczycy też przeczesują Brazylię. Na niedawny turniej w Sao Paolo - transmitowany codziennie na żywo przez telewizję, choć rywalizowali juniorzy od 15. do 18. roku życia - akredytowało się kilkuset obserwatorów ze Starego Kontynentu! Dlatego szefowie klubu z pobliskiej metropolii na wszelki wypadek natychmiast przedłużyli kontrakt z 16-letnim Roniele, umieszczając w nim klauzulę o minimalnej kwocie wykupu - 30 mln dol.

W połowie ubiegłej dekady znad Amazonki emigrowało rocznie około 100 piłkarzy. Trzy lata temu padł rekord, jak wówczas prorokowano, nie do pobicia - wyeksportowano ich 857. I ta bariera padła. Teraz eksperci typują, że wkrótce nadejdzie rok, w którym Brazylię opuści 2000 graczy. A FIFA musi główkować, jak ograniczyć kaperowanie "Canarinhos" do reprezentacji narodowych. Inwazja już trwa. Japończycy pewnego klasowego Brazylijczyka naturalizowali już po ośmiu miesiącach jego pobytu w ich kraju, dla Chorwacji na Euro 2008 gole hurtowo strzela niejaki Eduardo, Włosi chcą wziąć Amauriego etc. Niedawno nawet prezydent Nguyen Minh Triet podpisał dokumenty, dzięki którym 30-letni bramkarz Fabio dos Santos będzie grał dla Wietnamu...